baner

Dlaczego Szkoci kibicują każdemu, tylko nie Anglii?

Partnerem relacji „Polish Express” z Mistrzostw Świata FIFA 2026 jest telewizja internetowa „Weeb.TV

Są takie piłkarskie hasła, które z pozoru wyglądają na żart, ale pod spodem mają całe pokłady historii, dumy narodowej, kompleksów, żalu i pubowej filozofii piłkarskiej nalewanej razem z kolejną pintą piwa. Jednym z nich jest słynne „Anyone But England” – czyli w wolnym tłumaczeniu: każdy, byle nie Anglia.

Dla wielu angielskich kibiców to okropna, bolesna złośliwość. Dla dużej części Szkotów – tradycja. Dla obserwatora z zewnątrz, a zwłaszcza dla Polaków, jest to fascynujący dowód na to, że – jak napisali Anita Werner i Michał Kołodziejczyk w książce, którą gorąco polecam – „Mecz to tylko pretekst”. Prawda ta widoczna jest zwłaszcza na Wyspach, gdzie historia rywalizacji sportowej jest wyjątkowo głęboko zakorzeniona, wciąż żywa i przypomina, że pewne rachunki nigdy nie zostały do końca zamknięte.

Podczas mundialu 2026 temat wrócił z nową siłą. Szkocja, która po raz pierwszy od 1998 roku znów pojawiła się na mistrzostwach świata, przyciągnęła uwagę nie tyle grą, co kibicami. „Tartan Army”, jak od lat nazywa się szkockich fanów, wypełniła amerykańskie miasta śpiewem, kolorem, humorem i tą szczególną mieszanką autoironii oraz dumy, której nie da się kupić w sklepie z pamiątkami FIFA i której mogą pozazdrościć chyba wszyscy inni kibice.

I wtedy, jak zwykle, zaczęło się narzekanie.

W brytyjskich mediach społecznościowych pojawiły się ostre wymiany opinii między kibicami. Jedni zarzucali Szkotom, że zbyt mocno celebrują sukces w formacie mundialu, który po rozszerzeniu do 48 drużyn daje większe szanse na wyjście z grupy. Oni natomiast odpowiadali: „Czy naprawdę mamy przepraszać za to, że dobrze się bawimy?”.

To pytanie jest w gruncie rzeczy znacznie większe niż jeden mundial, jedna grupa i jeden wynik meczu. Bo szkocko-angielska rywalizacja nie zaczęła się od piłki. Piłka tylko odziedziczyła stare, niezagojone rany.

Historia starsza niż stadiony

Zanim pojawiły się bramki, koszulki, hymny i komentatorzy telewizyjni, były wojny, granice, królowie i bitwy, które przez stulecia budowały osobne wyobrażenia o narodowej dumie. Szkocka tożsamość przez długi czas kształtowała się w opozycji do silniejszego południowego sąsiada. Nie zawsze sprawiedliwie, nie zawsze spokojnie i nie zawsze skutecznie.

W szkockiej pamięci zbiorowej ważne miejsce zajmują postacie Williama Wallace’a i Roberta Bruce’a. Ten pierwszy stał się symbolem oporu ludu szkockiego przeciw Anglikom, drugi – królem, który poprowadził Szkotów do jednego z najważniejszych zwycięstw w ich historii. Bitwa pod Bannockburn w 1314 roku jest dla Szkotów wyjątkową datą z podręcznika. To mit założycielski, narodowa opowieść o tym, że mniejszy naród może stanąć przeciw większemu i nie musi od razu się kłaniać.

Szkoci przeciw Anglii
William Wallace jest w Szkocji uznawany za największego bohatera narodowego

Potem przyszły kolejne stulecia trudnych relacji. W 1603 roku doszło do unii personalnej koron Anglii i Szkocji, a w 1707 roku akty unii stworzyły Królestwo Wielkiej Brytanii. Na papierze powstało jedno państwo. W sercach większości ludzi granica nie zniknęła nigdy.

I właśnie dlatego mecz Anglia – Szkocja od samego początku miał ciężar większy niż zwykłe spotkanie dwóch reprezentacji. Kiedy 30 listopada 1872 roku w Glasgow rozegrano pierwszy oficjalny mecz międzypaństwowy w historii futbolu, naprzeciw siebie stanęli zarówno piłkarze, jak i przedstawiciele dwóch największych piłkarskich tradycji Wysp Brytyjskich. Oto nowa odsłona zatargu o tradycję, o pamięć historyczną i dwie opowieści o sobie samych. Wynik 0:0 nie brzmi dziś imponująco, ale symbolicznie był to początek czegoś ogromnego.

Najstarsza rywalizacja reprezentacyjna świata od początku miała w sobie coś z rodzinnej kłótni, ale takiej na poważnie, jak z filmów Wojciecha Smarzowskiego. Takiej, która nigdy nie kończy się uśmiechem, po której lepiej przy stole nie wspominać o spadku, polityce ani o tym, kto komu kiedyś coś ukradł w dzieciństwie.

„It’s Coming Home”, czyli jak zirytować sąsiadów

Współczesny szkocki dystans do reprezentacji Anglii nie wynika wyłącznie z historii. Gdyby chodziło tylko o Bannockburn, problem byłby łatwiejszy do opisania i pewnie dawno trafiłby do muzeum. Tymczasem co kilka lat wraca, odkurzony i gotowy do użycia.

Ogromne znaczenie ma angielska machina medialna. Anglia ma największy rynek, najgłośniejsze telewizje, najlepszą i najpopularniejszą ligę świata oraz komentatorów, którzy potrafią zamienić dobre podanie w zapowiedź końca trzydziestoletniej klątwy. Kiedy Anglia zaczyna turniej, reszta Wysp często ma wrażenie, że nie ogląda mundialu czy Euro, tylko narodową pielgrzymkę „Synów Albionu” do finału, który – według tej narracji – powinien być formalnością.

Do tego dochodzi słynne „It’s Coming Home„. Pierwotnie piosenka „Three Lions” opowiadała raczej o tęsknocie, rozczarowaniach i wierze, która powraca mimo niepowodzeń. Problem w tym, że z czasem hasło zaczęło żyć własnym życiem. Dla Anglików bywa pieśnią nadziei. Dla Szkotów, Walijczyków czy Irlandczyków – sygnałem alarmowym: oto znów zaczyna się opowieść, że futbol wraca do domu, choć reszta świata niekoniecznie ma na to ochotę.

Nie pomaga też rok 1966. Anglia ma pełne prawo wspominać swój jedyny tytuł mistrza świata. Problem w tym, że dla sąsiadów częstotliwość tych wspomnień bywa trudna do zniesienia. W szkockim odbiorze angielska pamięć o Wembley 1966 czasem brzmi tak, jakby od tamtego finału nie minęło sześćdziesiąt lat, tylko sześć minut.

Właśnie z tej mieszaniny historii, mediów, sąsiedzkiej przekory i piłkarskiego humoru narodziło się „Anyone But England„. Nie zawsze jest to realna nienawiść. Częściej – uszczypliwość. Kibicowski grymas. Sposób na powiedzenie: nie jesteśmy dodatkiem do waszej opowieści.

Szkoci nie przepraszają za radość

I dlatego reakcje szkockich kibiców na mundialu 2026 są tak ciekawe. Po latach nieobecności Szkocja wróciła na wielką scenę. Dla angielskiego kibica sam udział w turnieju może być oczywistością (choć nie zawsze – polecam film dokumentalny „An Impossible Job”). Dla Szkota to wydarzenie pokoleniowe.

Ostatni mundial Szkocji przed 2026 rokiem? Francja 1998. Inna epoka. Inny futbol. Inny świat. Bez smartfonów, mediów społecznościowych i streamingu w kieszeni. Nic dziwnego, że dla „Tartan Army” wyjazd do Ameryki Północnej stał się czymś więcej niż obowiązkową sportową delegacją. To pielgrzymka ludzi, którzy przez prawie trzy dekady oglądali mistrzostwa świata przez szybę.

W tym kontekście pretensje, że Szkoci zbyt głośno świętują, brzmią dość osobliwie. Owszem, rozszerzony mundial zmienia skalę sukcesu. Wyjście z grupy przy 48 drużynach nie waży tyle samo, co kiedyś. Ale czy to naprawdę powód, by odbierać ludziom radość?

dlaczego Szkoci nie kibicują Anglii
Tartan Army. Kibice Szkocji

Szkocki kibic dobrze wie, że jego reprezentacja nie jest Brazylią, Francją ani Argentyną. Właśnie dlatego potrafi cieszyć się chwilą. Tu nie ma chłodnej kalkulacji wielkiego faworyta. Jest raczej ten rodzaj szczęścia, który znają narody długo czekające na swoją okazję. Gdy wreszcie zapalają się reflektory, nie pytasz, czy światło jest wystarczająco prestiżowe. Po prostu wychodzisz i śpiewasz.

Tartan Army” ma zresztą wyjątkową reputację. Szkoccy kibice od lat kojarzeni są z dobrą zabawą, hałasem, dystansem do siebie i stosunkowo pokojowym sposobem przeżywania turniejów. Oczywiście nie ma narodu złożonego wyłącznie z aniołów w kiltach. Ale w porównaniu z wieloma innymi grupami kibicowskimi Szkoci często potrafili zamienić miasto gospodarza w scenę wspólnej zabawy.

To również drażni część angielskich kibiców. Wizerunek obu grup fanów od lat jest bowiem zupełnie różny. Gdy Szkoci wygrywają albo choćby przechodzą dalej, ich obecność staje się jeszcze bardziej widoczna.

A gdzie w tym wszystkim Irlandczycy?

W tle tej historii pojawiają się również Irlandczycy. I trudno się dziwić. Dla wielu kibiców z Irlandii niechęć do angielskiej piłkarskiej pychy ma własne historyczne źródła. Relacje Irlandii z Anglią są jeszcze bardziej obciążone polityką, kolonialną pamięcią, religią i walką o niepodległość.

Dlatego podczas wielkich turniejów irlandzka sympatia często kieruje się tam, gdzie akurat gra przeciwnik Anglii. Nie musi to oznaczać obsesji. Czasem jest to po prostu kulturowy odruch.

Szkotów i Irlandczyków łączy podobne doświadczenie życia w cieniu angielskiego centrum. Londyn przez dekady wyznaczał rytm polityki i mediów. Futbol stał się jednym z niewielu miejsc, gdzie mniejsi mogli odpowiedzieć głośno, prosto i z humorem.

Anyone But England” jest więc swoistą deklaracją odrębności. Czasem złośliwą, czasem zabawną, czasem przesadzoną, ale zakorzenioną w realnym doświadczeniu narodów, które nie chcą być tylko przypisem do angielskiej narracji.

Anglia też ma swój problem

Byłoby jednak zbyt łatwo zrobić z Anglików wyłącznie czarny charakter tej opowieści. Prawda jest bardziej skomplikowana. Wielu angielskich kibiców wcale nie jest aroganckich. Przeciwnie – są doświadczeni latami rozczarowań, rzutów karnych, kontuzji, taktycznych pomyłek i wielkich turniejów kończonych z miną człowieka, który właśnie zobaczył rachunek za prąd po pandemii.

Anglia często cierpi nie przez swoich zwykłych fanów, ale przez wielkość własnego megafonu. Telewizja potrafi dopisać do każdego sukcesu dodatkową narrację. Potem sąsiedzi słyszą już tylko hałas.

Anglia jest więźniem własnej ligi, własnych mediów i własnej historii. Premier League dała jej globalną potęgę, ale też stworzyła oczekiwania, którym reprezentacja przez lata nie potrafiła sprostać. Każdy turniej zaczyna się więc podobnie: wielkie nazwiska, wielkie studio, wielkie pytanie, czy „to wreszcie ten rok”.

Futbol jako ostatni teatr narodów

Mundial 2026 pokazuje, że futbol reprezentacyjny nadal ma moc, której nie da się podrobić w klubowej piłce. Klub można kupić, sprzedać, przemalować, przenieść do innego modelu biznesowego. Reprezentacja jest czymś znacznie bardziej osobistym. Niesie język, hymn, wspomnienia ojca, szalik dziadka, pierwsze rozczarowanie z dzieciństwa i tę dziwną nadzieję, że tym razem historia może się pomylić na naszą korzyść.

Dla Szkotów mundial to dowód, że nadal są odrębną nacją na Wyspach i że ich futbol, przez lata spychany na margines wielkiej sceny, znów może wyjść na światło.

Największym błędem byłoby czytać „Anyone But England” wyłącznie jako nienawiść. Oczywiście, w każdej zbiorowości znajdą się ludzie, którzy przekraczają granice. Ale w swojej najczęstszej formie to hasło jest raczej częścią wyspiarskiego folkloru.

Szkoci śmieją się z Anglików. Anglicy śmieją się ze Szkotów. Irlandczycy patrzą na jednych i drugich z miną człowieka, który wie, że historia jest bardziej skomplikowana. A potem wszyscy spotykają się w tym samym pubie, przy tych samych ekranach, udając, że chodzi tylko o piłkę.

Nie chodzi tylko o piłkę. Nigdy nie chodziło.

Mundial 2026 bez ograniczeń
telewizja internetowa weeb.tv

Zobacz również: Pierwsze odpowiedzi mundialu. Niemcy wysłali sygnał, Holandia straciła przewagę

Przeczytaj także

Sygnał ostrzegawczy dla Anglii. Mundial nie wygrywa się samym potencjałem

Po efektownym starcie Anglia zatrzymała się na Ghanie. Bezbramkowy remis pokazał słabości drużyny Thomasa Tuchela przed fazą pucharową.

Pierwsze odpowiedzi mundialu. Niemcy wysłali sygnał, Holandia straciła przewagę

Po pierwszej kolejce mundialu Niemcy zachwycili, Holandia straciła zwycięstwo, a Szkocja wróciła na wielką scenę po 28 latach.

Klątwa Oranje trwa od 52 lat. Czy reprezentacja Holandii przełamie ją na mundialu 2026?

Holandia występowała w finale mistrzostw świata w 1974, 1978 i 2010 roku i za każdym razem posmakowała porażki.

Tartan Army. Dlaczego szkoccy kibicie są uważani za najlepszych na świecie?

Kibice są największą wizytówką szkockiego futbolu. Ale Tartan Army nie byłoby, gdyby nie chęć rywalizowania z Anglikami.

Mundial większy niż kiedykolwiek. Czy będzie przez to piękniejszy?

48 drużyn, trzy państwa i setki milionów kibiców. Mundial 2026 już pokazuje, że futbolowe święto stało się bardziej globalne niż kiedykolwiek.
baner