Partnerem relacji „Polish Express” z Mistrzostw Świata FIFA 2026 jest telewizja internetowa „Weeb.TV„
Jeszcze przed rozpoczęciem mistrzostw świata FIFA przekonywała, że turniej organizowany przez Stany Zjednoczone, Kanadę i Meksyk będzie świętem futbolu na niespotykaną skalę w historii. Czterdzieści osiem reprezentacji. Kibice ze wszystkich kontynentów. Piłka nożna, która ma łączyć ludzi bez względu na granice, rasę czy wyznanie.
Brzmiało pięknie.
Po niespełna trzech tygodniach mundialu coraz częściej słychać jednak zupełnie inne pytanie. Czy gospodarz największej imprezy piłkarskiej świata może jednocześnie prowadzić politykę, która sprawia, że nie wszystkie reprezentacje i nie wszyscy kibice są traktowani w ten sam sposób?
To pytanie nie dotyczy już wyłącznie polityki. Dotyczy niestety wiarygodności całego turnieju.
Mundial z dwiema kategoriami uczestników?
Najbardziej jaskrawym przykładem pozostaje reprezentacja Iranu.
Piłkarze przyjechali na mundial, ale od pierwszego dnia funkcjonowali w zupełnie innych warunkach niż pozostali uczestnicy. Zamiast mieszkać w Stanach Zjednoczonych, swoją bazę musieli przenieść do meksykańskiej Tijuany. Na teren USA mogli wjeżdżać jedynie na krótki czas przed meczami, a po ich zakończeniu niemal natychmiast opuszczali kraj.
To oznaczało nie tylko wielogodzinne podróże. Oznaczało niestety także brak normalnej regeneracji, ograniczone treningi i nieustanną niepewność logistyczną.

Do tego dochodziły kolejne problemy.
Część członków sztabu nie otrzymała wiz. Nie wszyscy działacze mogli towarzyszyć drużynie. Według relacji irańskiej federacji nawet podstawowe przygotowania do spotkań wymagały każdorazowo dodatkowych uzgodnień z organizatorami.
Trudno znaleźć drugą reprezentację, która przez cały turniej musiała funkcjonować w podobnych warunkach.
„Piłka nożna jest dla wszystkich”
Po meczu z Nową Zelandią kapitan Iranu Mehdi Taremi nie ukrywał frustracji.
Mówił o katastrofalnych warunkach przygotowań, braku wsparcia logistycznego i poczuciu, że jego drużyna walczy nie tylko z rywalami, ale również z okolicznościami.
Jeszcze mocniejsze były słowa selekcjonera Amira Ghalenoeiego, który apelował do FIFA, aby w przyszłości nie dopuściła do podobnego traktowania żadnej reprezentacji.
Trudno przejść obok tych wypowiedzi obojętnie.
Zwłaszcza że kilka dni później przedstawiciel amerykańskiej administracji publicznie cieszył się z odpadnięcia Iranu z turnieju, przyznając, że nawet „tańczył z radości”, gdy drużyna opuszczała Stany Zjednoczone.
Niezależnie od stosunku do władz Iranu takie słowa wobec uczestnika mistrzostw świata trudno uznać za standard, którego oczekuje się od gospodarza globalnej imprezy sportowej.
Afrykańscy kibice zostali w domach
Problemy nie dotyczyły wyłącznie Iranu.
Kapitan Senegalu Kalidou Koulibaly przyznał, że wielu kibiców jego reprezentacji nie mogło przyjechać do USA z powodu ograniczeń wizowych.
Podobne trudności dotknęły także sympatyków Wybrzeża Kości Słoniowej, Haiti czy samego Iranu.
– Piłka nożna jest dla wszystkich. Nie rozumiem, dlaczego drużyny z Afryki nie mogą mieć własnych kibiców – mówił Koulibaly.
To zdanie warto zapamiętać.
Bo właśnie kibice są przecież sercem mundialu. Ich śpiew, barwy i tradycje tworzą atmosferę, której nie zastąpi żadna nowoczesna arena ani widowiskowa ceremonia otwarcia.
FIFA znalazła się między młotem a kowadłem
To właśnie tutaj pojawia się największy problem. Formalnie za politykę wizową odpowiadają Stany Zjednoczone.
Jednak to FIFA wybrała gospodarza turnieju i wielokrotnie zapewniała, że wszystkie reprezentacje będą mogły uczestniczyć w mistrzostwach na równych zasadach.
Kiedy pojawiły się pierwsze protesty Iranu, światowa federacja próbowała uspokajać sytuację. Piłkarzy odwiedzał nawet Gianni Infantino, który deklarował pomoc.
Z perspektywy irańskiej reprezentacji niewiele się jednak zmieniło. Problemy pozostały do samego końca fazy grupowej.
Nowy format stworzył nowy problem
Do dyskusji o organizacji turnieju doszedł jeszcze jeden wątek.
Jeszcze przed ostatnią kolejką grupy J eksperci zwracali uwagę, że nowy system rozgrywek może doprowadzić do sytuacji, w której remis będzie korzystny dla obu drużyn.
Tak właśnie wyglądała sytuacja przed meczem Algierii z Austrią. Ostatecznie spotkanie zakończyło się widowiskowym remisem 3:3, który zapewnił awans obu zespołom i jednocześnie wyeliminował Iran.
Nie ma podstaw, by twierdzić, że mecz został ustawiony. Był pełen emocji i zwrotów akcji.
Sam fakt, że przed pierwszym gwizdkiem na całym świecie analizowano, czy obu drużynom bardziej opłaca się nie wygrać niż zwyciężyć, pokazuje jednak, że nowy format mundialu nie jest wolny od wad.
Historia zna już podobny przypadek.
Po „hańbie w Gijón” z 1982 roku FIFA zmieniła sposób rozgrywania ostatniej kolejki fazy grupowej właśnie po to, aby ograniczyć pokusę gry pod wynik.
Po czterdziestu czterech latach znów pojawiły się pytania, czy regulamin przypadkiem nie stworzył kolejnej niebezpiecznej luki.
Gdzie kończy się sędzia, a zaczyna polityka?
Jeżeli dotychczasowe kontrowersje można było tłumaczyć polityką wizową Stanów Zjednoczonych, to kolejna burza uderzyła już bezpośrednio w FIFA.
W meczu reprezentacji USA napastnik Folarin Balogun otrzymał czerwoną kartkę, którą wielu ekspertów uznało za zgodną z przepisami. Niedługo później świat obiegła wiadomość, że kara została anulowana, a piłkarz będzie mógł wystąpić w kolejnym spotkaniu.
Balogun jest naszym najlepszym zawodnikiem. Dostał czerwoną kartkę…
Sama decyzja wywołała ogromne emocje. Znacznie większe od samej czerwonej kartki.
W europejskich mediach natychmiast pojawiły się pytania, czy gospodarze turnieju nie zostali potraktowani wyjątkowo. Komentatorzy sugerowali, że FIFA znalazła się pod silną presją polityczną, a w tle przewijały się spekulacje o bliskich relacjach prezydenta FIFA Gianniego Infantino z administracją Donalda Trumpa.
Żadnych oficjalnych dowodów na polityczną ingerencję nigdy nie przedstawiono, może oprócz wypowiedzi samego Donalda Trumpa. Wizerunkowe szkody były jednak ogromne. Nawet jeśli decyzja zostałaby podjęta wyłącznie z powodów sportowych, wielu kibiców odniosło wrażenie, że gospodarzom wolno więcej niż pozostałym uczestnikom mundialu.
To właśnie takie sytuacje są dla FIFA najbardziej niebezpieczne. W futbolu równie ważna jak sprawiedliwość jest bowiem wiara, że wszyscy grają według tych samych zasad.
Największa lekcja tego mundialu
Stany Zjednoczone zbudowały nowoczesne stadiony, zapewniły świetną oprawę i organizacyjnie zdały wiele egzaminów.
Ale mundial nie składa się wyłącznie z infrastruktury. To również równe traktowanie uczestników.
Jeżeli jedna reprezentacja musi po każdym meczu opuszczać kraj, część sztabu nie otrzymuje wiz, a tysiące kibiców nie mogą wspierać swojej drużyny z trybun, trudno mówić o identycznych warunkach rywalizacji.
Być może właśnie to okaże się najważniejszą lekcją mundialu 2026.
Nie o tym, jak organizować największy turniej świata.
Ale o tym, że nawet najpiękniejsze stadiony nie zastąpią jednej z podstawowych zasad sportu – wszyscy uczestnicy powinni rozpoczynać rywalizację z tej samej linii startu.


