Partnerem relacji „Polish Express” z Mistrzostw Świata FIFA 2026 jest telewizja internetowa „Weeb.TV„
W ciągu niespełna trzech godzin z mundialem pożegnało się dwóch europejskich gigantów. Najpierw padli Niemcy. Potem Holandia. A gdy ostatni holenderski rzut karny zatrzymał Yassine Bounou, na ulicach Hagi zaczęły się zupełnie inne, niepotrzebne emocje.
Jeszcze w poniedziałkowy wieczór niewiele wskazywało na to, że właśnie kończył się mundial dla tych dwóch europejskich potęg. Kilkanaście godzin później obie reprezentacje pakowały walizki.
Paragwaj wyeliminował Niemców po serii rzutów karnych. Maroko zrobiło dokładnie to samo z Holandią, doprowadzając wcześniej do remisu dopiero w doliczonym czasie gry. Była to bez wątpienia najbardziej sensacyjna noc mistrzostw świata 2026. Noc, po której turniej stracił dwóch wielkich faworytów.
Jakby sportowych emocji było mało, po zwycięstwie Maroka doszło do zamieszek na ulicach kilku holenderskich miast. W Hadze policja musiała użyć armatek wodnych, a interwencje prowadzono również w Rotterdamie, Amsterdamie i Utrechcie.
Niemcy kończą katastrofą
Od triumfu na mundialu w Brazylii minęło już dwanaście lat. Od tego czasu reprezentacja Niemiec coraz bardziej rozczarowuje. Mało tego – od zdobycia mistrzostwa świata w 2014 roku nie wygrała ani jednego meczu w fazie pucharowej mundialu. W 2018 i 2022 roku nie wyszła z grupy, a teraz odpadła już w pierwszym meczu fazy pucharowej.
Sam mecz długo sprawiał wrażenie, że Niemcy prędzej czy później znajdą sposób na rywala. Po golu Kaia Havertza doprowadzili do remisu, a w dogrywce nawet umieścili piłkę w siatce po uderzeniu Jonathana Taha. Radość trwała jednak tylko chwilę. Po analizie VAR arbiter anulował bramkę, dopatrując się faulu na bramkarzu Orlando Gillu.
Julian Nagelsmann nie ukrywał rozgoryczenia.
„Decyzja o nieuznaniu naszego gola jest skandaliczna. To jakiś żart. To było czyste trafienie” – mówił po spotkaniu.
Jednocześnie selekcjoner nie zamierza uciekać od odpowiedzialności.
„Nie jestem kimś, kto ucieka. Jeśli federacja będzie chciała, żebym kontynuował swoją pracę, będę to robił” zapewnił.
Ta deklaracja dobrych chęci może nie wystarczyć.
W Niemczech rozpoczęło się już rozliczanie kolejnej nieudanej imprezy. Były kapitan reprezentacji i rekordzista pod względem liczby występów, Lothar Matthäus, nie ukrywa, że jego zdaniem kadra potrzebuje nowego selekcjonera.
Jeszcze ciekawsze są jednak kulisy, które ujawnił. Według Matthäusa podczas zgrupowania więcej emocji niż sam futbol wywoływały kwestie organizacyjne związane z obecnością rodzin piłkarzy. Mówił o napięciach dotyczących podróży, zakwaterowania i przywilejów dla bliskich zawodników. Porównał całą sytuację do mundialu w 1994 roku, kiedy – jego zdaniem -podobne problemy również odciągały reprezentację od tego, co najważniejsze.
Trudno dziś ocenić, na ile właśnie to miało wpływ na postawę Niemców. Nie zmienia to jednak faktu, że dyskusja o przyszłości kadry dopiero się rozpoczyna.
Holandia i jej niekończąca się historia z rzutami karnymi
Kilka godzin później pod topór trafiła Holandia. I jej stare przekleństwo.
Ronald Koeman zdecydował się odejść od tradycyjnego, bardziej ofensywnego ustawienia i postawił na grę z pięcioma obrońcami. Chciał ograniczyć największe atuty Maroka i przez długi czas wszystko wskazywało na to, że ten plan przynosi efekty.

Mecz długo nie zachwycał. Był zamknięty, momentami szarpany i pełen pojedynków w środku pola. Dopiero w 72. minucie Cody Gakpo wykorzystał swoją szansę i dał Oranje prowadzenie.
Był to jeden z najbardziej poruszających momentów całego mundialu. Napastnik Liverpoolu kilka dni wcześniej poinformował, że wraz z partnerką stracili nienarodzone dziecko. Po zdobytej bramce padł na kolana, ukrył twarz w dłoniach, a po chwili otoczyli go wszyscy koledzy z reprezentacji.
Wydawało się, że ten gol da Holandii awans.
Holandia była blisko. Naprawdę bardzo blisko.
W doliczonym czasie gry Issa Diop wykorzystał precyzyjne dośrodkowanie Chemsdine’a Talbiego i doprowadził do remisu. Dogrywka nie przyniosła rozstrzygnięcia, więc o wszystkim zdecydowały rzuty karne.
Była to jedna z najbardziej szalonych serii rzutów karnych podczas tego mundialu. Poprzeczki, słupki, nieudane dobitki, znakomite interwencje bramkarzy i kolejne zwroty akcji. Ostatecznie decydującego karnego wykorzystał Ismael Saibari, a Maroko po raz kolejny napisało piękny rozdział swojej mundialowej historii.
Po meczu Ronald Koeman nie zamierzał przepraszać za swoją taktykę.
„Gdybym miał zrobić to jeszcze raz, zrobiłbym dokładnie tak samo” powiedział holenderski selekcjoner.
Podobnego zdania był kapitan Oranje.
„Nasz plan działał. Dopiero w doliczonym czasie gry zostaliśmy zepchnięci do obrony. Potem przyszły rzuty karne i odpadliśmy. Oczywiście zawsze można coś zrobić lepiej, ale teraz niczego to już nie zmieni” – przyznał Virgil van Dijk.
Święto zamieniło się w zamieszki
Niestety, noc po meczu miała również znacznie mniej sportowe oblicze.
Po awansie Maroka do 1/8 finału w kilku holenderskich miastach doszło do zamieszek. Najbardziej napięta sytuacja panowała w haskiej dzielnicy Schilderswijk, gdzie – według relacji holenderskich mediów – uczestnicy zgromadzenia odpalali fajerwerki, niszczyli mienie, blokowali ulice i prowokowali policję.
Funkcjonariusze użyli armatek wodnych i oddziałów prewencji. Interweniowali również w Rotterdamie, Amsterdamie i Utrechcie.
Radość kibiców jest naturalną częścią futbolu. Agresja, dewastacja i ataki na policję nie mają z nim jednak nic wspólnego. Mundial potrafi łączyć ludzi ponad granicami, ale w Europie Zachodniej staje się czasami pretekstem do ulicznych burd.
To był punkt zwrotny tego mundialu
Do tej pory mundial 2026 krytykowano za rozwleczoną fazę grupową i niewielką liczbę prawdziwych niespodzianek. Pierwsze dni fazy pucharowej przyniosły jednak dokładnie to, czego wielu kibicom brakowało – wielkie emocje.
Najpierw Brazylia uratowała awans dopiero w końcówce meczu z Japonią. Później Paragwaj wyeliminował Niemców. Kilka godzin później Maroko wyrzuciło z turnieju Holandię.
Jedna noc wystarczyła, by przypomnieć, dlaczego mundialowa faza pucharowa jest czymś wyjątkowym. Tutaj nie ma rewanżów ani drugiej szansy. Jeden błąd, jedno dośrodkowanie, jeden niecelny rzut karny potrafią przekreślić cztery lata pracy.

