Co kryje się w walijskim garnku? Polka odkrywa zapomniane smaki i tradycje

Od ponad 20 lat mieszka w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, ale to niewielka walijska wieś stała się dla niej miejscem szczególnym. Jolanta Mikołajczyk, polska pisarka i bibliotekarka, podczas rodzinnych odwiedzin odkryła świat, w którym tradycyjne przepisy, język i lokalne zwyczaje wciąż są ważną częścią codziennego życia. Swoje doświadczenia opisała w książce „W walijskim garnku. Przepisy i historia kulinarnego dziedzictwa Walii„. W rozmowie z Polish Express opowiada o fascynacji Walią, kulinarnych odkryciach i historiach, które udało jej się ocalić od zapomnienia.

Jolanta Mikołajczyk jest autorką sześciu książek oraz licznych publikacji poświęconych kulturze, podróżom i tradycjom. Przez lata poznawała świat arabski, pisząc między innymi o kuchni Zjednoczonych Emiratów Arabskich, perfumach i biżuterii. Jej najnowsza książka przenosi czytelników w zupełnie inne miejsce: do Walii, gdzie historia kraju kryje się w rodzinnych przepisach, starych zeszytach i potrawach przygotowywanych od pokoleń.

O tym, dlaczego właśnie Walia tak mocno ją zafascynowała, jak wygląda życie w niewielkiej walijskiej społeczności i czego Polacy mieszkający w Wielkiej Brytanii mogą jeszcze o tym kraju nie wiedzieć, rozmawiam z autorką książki „W walijskim garnku”.

Marcin Batko, Polish Express: Od ponad 20 lat mieszka Pani w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, a teraz napisała Pani książkę o Walii. Jak zaczęła się ta fascynacja i co sprawiło, że postanowiła Pani przybliżyć walijską kulturę polskim czytelnikom?

Jolanta Mikołajczyk: Pamiętam doskonale moment, kiedy kilka lat temu po raz pierwszy przyleciałam do Cardiff. Było już późne popołudnie, a gdy o zmierzchu jechaliśmy przez Park Narodowy Brecon Beacons, miałam wrażenie, że znalazłam się w baśniowym świecie. Przyjechałam z Dubaju, miasta szkła, stali i nieustannego światła, gdzie słońce króluje za dnia, a noc rozświetlają tysiące lamp. Tymczasem przede mną pojawiła się zupełnie inna rzeczywistość. Stare drzewa tworzyły zielone tunele nad wąskimi wiejskimi drogami, powietrze było czyste i orzeźwiające, a niebo zdawało się utkane z puszystych chmur. Mijaliśmy niewielkie miejscowości z piękną wiktoriańską zabudową, które sprawiały, że chciało się zwolnić, głęboko odetchnąć i chłonąć każdy widok.

Poczułam wtedy coś, czego wcześniej nie doświadczyłam. To nie była zwykła ciekawość turystki. Z każdym kolejnym dniem mój zachwyt nad Walią tylko się pogłębiał. Odkrywałam jej historię, kulturę, ludzi i tradycje oraz coraz lepiej rozumiałam silne przywiązanie Walijczyków do własnej tożsamości. Później pojawił się także bardzo osobisty wymiar tej fascynacji. W Walii urodziły się moje wnuki, dzięki czemu kraj ten stał się częścią historii mojej rodziny. To właśnie wtedy zrodził się pomysł napisania książki, która pokazałaby polskim czytelnikom Walię nie tylko przez pryzmat zabytków czy krajobrazów, ale także poprzez jej kuchnię, tradycje i codzienne życie. W pewnym sensie jest to książka napisana zarówno z fascynacji, jak i z serca.

Wspomina Pani, że ważną rolę w powstaniu książki odegrała rodzina i narodziny wnuka w Walii. Jak te osobiste doświadczenia wpłynęły na Pani spojrzenie na ten kraj?

Moja córka wraz z mężem Walijczykiem i nowo narodzonym synkiem mieszka na walijskiej wsi. To właśnie tam miałam okazję spędzać dużo czasu jako babcia. Spacerowałam z wnukiem po okolicy, poznawałam sąsiadów i obserwowałam codzienne życie mieszkańców. Była to typowo walijska społeczność, w której język walijski jest używany na co dzień. Chcąc lepiej odnaleźć się w tym środowisku, sama nauczyłam się kilku podstawowych słów i zwrotów. Po mleko i jajka chodziłam do sąsiadów. W niewielkiej społeczności bardzo szybko nawiązuje się znajomości i już po krótkim czasie czułam się tam jak u siebie.

Drewniana skrzynka do sprzedaży lokalnych jajek przy wiejskiej drodze w Walii
Lokalne produkty na walijskiej wsi

Weekendy często spędzaliśmy, odwiedzając okoliczne wsie, gdzie odbywały się festiwale, targi i lokalne wydarzenia prezentujące produkty, rzemiosło oraz tradycje regionu. Każdy taki wyjazd był dla mnie okazją do lepszego poznawania walijskiej kultury. Do dziś pamiętam poranki, kiedy budził mnie odgłos silnika traktora sąsiada ruszającego o świcie do pracy przy krowach. W tym samym czasie nad polami zaczynały krążyć rude kanie wypatrujące swojego pierwszego posiłku. To były obrazy, których wcześniej nie znałam i które na zawsze pozostały w mojej pamięci. Bardzo szybko przestałam czuć się tam anonimowym gościem. Nie byłam już turystką z dalekiego Dubaju. Stałam się po prostu babcią Henryka. To właśnie wtedy zaczęłam patrzeć na Walię nie oczami przyjezdnej, lecz osoby, która stała się częścią lokalnej społeczności. Myślę, że bez tych doświadczeń ta książka nigdy by nie powstała.

Które walijskie potrawy najbardziej Panią zaskoczyły? Czy jest takie danie, od którego poleciłaby Pani rozpocząć przygodę z kuchnią Walii?

Moją pierwszą kulinarną miłością w Walii był oggy, tradycyjny walijski pieróg z nadzieniem z jagnięciny i porów. Pamiętam, że pierwszego dnia po przylocie jadłam go w samochodzie (o zgrozo, jeść w aucie!), jadąc do „naszej” walijskiej wioski. Był pyszny, a do tego było dużo emocji i chyba właśnie dlatego smak tego prostego dania na zawsze pozostał w mojej pamięci.

Potem zafascynowała mnie również historia tej potrawy. Ale o niej przeczytacie w książce.

W walijskim garnku – książka Jolanty Mikołajczyk

Przez długi czas oggy pozostawał moją ulubioną walijską potrawą, choć później pierwsze miejsce zajął Welsh rarebit, czyli słynna grzanka z serem. To danie najlepiej pokazuje, że z kilku prostych składników można stworzyć coś wyjątkowego. Osobom rozpoczynającym przygodę z walijską kuchnią poleciłabym jednak przede wszystkim zupę porową. Jest delikatna, smaczna i oparta na składniku, który od wieków jest symbolem Walii. Na potrawy z wodorostów, tak ważne dla walijskiej tradycji, radziłabym zdecydować się nieco później, ponieważ jest to smak mniej znany polskim podniebieniom.

Jeśli chodzi o słodkości, bardzo lubię bara brith. Ten tradycyjny walijski wypiek przypomina mi nieco polski piernik, choć ma oczywiście swój własny charakter. Im lepiej poznawałam miejscową kuchnię, tym częściej odkrywałam, że Polaków i Walijczyków łączy zamiłowanie do prostych, domowych potraw, przygotowywanych z lokalnych składników i przekazywanych z pokolenia na pokolenie. To właśnie ta prostota i autentyczność najbardziej mnie w walijskiej kuchni urzekły.

W książce łączy Pani przepisy z historią i tradycjami. Czego o Walijczykach, ich codziennym życiu i przeszłości możemy dowiedzieć się właśnie poprzez kuchnię?

Im dłużej poznawałam Walię, tym bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że kuchnia opowiada o ludziach więcej niż niejedna książka historyczna. Kiedy mieszkałam przez kilka miesięcy w roku na walijskiej wsi z rodziną mojej córki, zaczęłam żyć rytmem miejscowej społeczności. Kupowałam jajka od sąsiadów, obserwowałam rolników pracujących na polach, odwiedzałam lokalne targi i festiwale.

Bardzo bliskie stało mi się zdanie znawczyni walijskiej kuchni Gilli Davies, która powiedziała: „Nie ma nic bardziej satysfakcjonującego niż jedzenie wyprodukowane w zasięgu mili od ciebie”. Sama tego doświadczyłam. Myślę, że właśnie to najbardziej charakteryzuje Walijczyków. Są ludźmi, którzy od pokoleń potrafią tworzyć dobre życie z tego, co daje im najbliższe otoczenie. Mają żyzną ziemię, zielone pastwiska, morze, rzeki, lasy i wzgórza. Szanują naturę i żyją zgodnie z jej rytmem. Czas siewów, zbiorów, wypasu zwierząt czy przygotowań do zimy przez wieki wyznaczał rytm życia całych rodzin.

Kuchnia pokazuje również ich zaradność i odporność. Historia Walii nie zawsze była łatwa. Bywały okresy biedy i głodu, ale ludzie potrafili z prostych składników przygotować pożywne posiłki dla całej rodziny. Nic się nie marnowało. W wielu domach gotowano to, co dziś nazwalibyśmy kuchnią „zero waste”, choć wtedy była to po prostu codzienność. Najbardziej urzekło mnie jednak poczucie wspólnoty. Widać to na każdym kroku. Nikt nie szuka specjalisty gdzieś w Cardiff, szuka go na sąsiedniej ulicy. Dlatego w mojej książce przepisy są jedynie punktem wyjścia. Tak naprawdę opowiadają one historię ludzi, ich codziennego życia, pracy, rodzin i niezwykłej więzi z miejscem, które zamieszkują. To właśnie dzięki kuchni zaczęłam rozumieć Walię.

Jak wyglądało zbieranie materiałów do książki? Czy podczas rozmów z mieszkańcami lub poszukiwania dawnych przepisów odkryła Pani coś szczególnie zaskakującego?

Gdy narodziła się myśl o książce, bardzo pomogło mi moje wykształcenie bibliotekarskie. Wiele najciekawszych materiałów znalazłam w starych książkach i lokalnych publikacjach. Uwielbiam szperać w antykwariatach, a Wielka Brytania, w tym Walia, ma ich naprawdę mnóstwo. Potrafię spędzić wiele godzin, przeglądając stare książki kucharskie, przewodniki czy lokalne wydawnictwa. Mam też, jak żartuję, pewien ukryty dar dostrzegania tego, co dla innych może wydawać się nieważne. Czasem jedno zdanie znalezione w zapomnianej publikacji prowadziło mnie do zupełnie nowej historii.

Kawałek dojrzewającego sera z naturalną skórką na drewnianej desce
Sery i lokalne smaki Walii

Ogromnym źródłem wiedzy byli jednak sami mieszkańcy. Na lokalnych festiwalach, targach i wydarzeniach zawsze próbowałam regionalnych serów, ciast, napojów i tradycyjnych potraw. Pytałam o składniki, prosiłam o przepisy i otwarcie mówiłam, że zbieram materiały do książki. Ludzie zawsze reagowali z ogromną życzliwością. Chętnie opowiadali o swoich rodzinnych tradycjach, dzielili się doświadczeniami, a często zapraszali mnie także do swoich domów i gospodarstw. Teraz odradza się walijska świadomość i ja to odczułam. Dzięki temu mogłam zobaczyć nie tylko, co jedzą współcześni Walijczycy, ale również jak wygląda ich codzienne życie. Pokazywano mi stada owiec, opowiadano o lokalnych serach, tradycjach rolniczych i sposobach przygotowywania potraw przekazywanych w rodzinach od pokoleń.

Szczególnie wzruszające było spotkanie z pewną starszą panią, która pożyczyła mi swój stary zeszyt zapisany po walijsku. Znajdowały się w nim rodzinne notatki, przepisy i wspomnienia. Pokazała mi również stare fotografie swojego męża łowiącego ryby przy użyciu tradycyjnego korakla. To były chwile, które pozwalały mi dotknąć prawdziwej historii Walii, tej nieopisanej w podręcznikach, lecz zachowanej w pamięci zwykłych ludzi. Walijczycy są niezwykle otwarci, gdy widzą szczere zainteresowanie ich kulturą.

Wielu naszych czytelników mieszka w Wielkiej Brytanii od lat, ale o walijskiej kuchni wie stosunkowo niewiele. Co Pani zdaniem warto w niej odkryć i dlaczego zasługuje na większą uwagę?

Także to zauważyłam. Wielu Polaków mieszka w Wielkiej Brytanii od lat, zna Londyn, Manchester czy Birmingham, a wie o Walii zaskakująco niewiele. Moim zdaniem wynika to z tego, że Walia w ogóle nie narzuca się turyście. Nie reklamuje się intensywnie i być może właśnie dlatego zachowała swój wyjątkowy charakter. Mam wrażenie, że dziś podróżując, często oczekujemy wygody na każdym kroku. Chcemy, aby stacja benzynowa była co kilka kilometrów, restauracje były otwarte przez całą dobę, a hotele oferowały wszelkie możliwe udogodnienia. Tymczasem Walia jest inna. Jedzie tam przede wszystkim ten, kto szuka ciszy na górskim szlaku, pustej plaży, niewielkiej wiejskiej drogi i odrobiny przestrzeni tylko dla siebie. To kraj dla ludzi, którzy pakują do plecaka własny prowiant, termos z herbatą, zakładają trapery i wodoodporną kurtkę, a potem ruszają przed siebie.

Podobnie jest z kuchnią. Aby odkryć prawdziwe walijskie smaki, trzeba czasem zboczyć z głównej drogi i wiedzieć, czego się szuka. Tradycyjnych walijskich potraw nie znajdziemy na każdym rogu. Trzeba odwiedzić lokalny targ, festiwal, niewielką kawiarnię albo rodzinny pub. Właśnie dlatego ich poznawanie daje tyle satysfakcji.  Uważam, że warto odkryć walijską kuchnię, ponieważ jest autentyczna. Nie próbuje nikogo olśnić wyszukanymi składnikami, jak Emiraty złotymi płatkami w hamburgerze. Opiera się na tym, co przez stulecia dawały ludziom okoliczne pola, pastwiska, morze i rzeki. To kuchnia zakorzeniona w krajobrazie i historii.

Coraz częściej widzę też na polonijnych forach wpisy osób mieszkających w Londynie, które marzą o przeprowadzce do Walii. Szukają spokoju, bliższego kontaktu z naturą i wolniejszego tempa życia. Mam nadzieję, że moja książka stanie się dla takich osób małym przewodnikiem po Walii. Nie tylko po jej kuchni, ale również po miejscach, ludziach i wartościach, które sprawiają, że ten kraj jest tak wyjątkowy. Jeśli dzięki niej ktoś odkryje choćby mały fragment Walii i zechce poznać ją bliżej, uznam, że osiągnęłam swój cel.

Co czytelnik znajdzie w książce „W walijskim garnku” i do kogo przede wszystkim chciałaby Pani z nią dotrzeć?

Polscy czytelnicy znajdą w książce nie tylko przepisy, ale również opowieści o historii, kulturze, tradycjach i codziennym życiu mieszkańców Walii. Chciałam stworzyć publikację, która zachęci do kulinarnych eksperymentów, ale także do głębszego poznania tego niezwykłego kraju. Mam nadzieję, że zainteresuje zarówno miłośników gotowania, jak i osoby pasjonujące się podróżami, historią oraz kulturą Wysp Brytyjskich. Szczególnie zależy mi na dotarciu do Polaków mieszkających w naszym kraju i w Wielkiej Brytanii oraz wszystkich tych, którzy chcieliby spojrzeć na Walię z nieco innej, bardziej osobistej perspektywy.

Walia opowiedziana przez smaki i wspomnienia

Książka Jolanty Mikołajczyk powstała z rodzinnych doświadczeń, ciekawości świata i wieloletniej pasji do poznawania innych kultur. Na ponad 200 stronach autorka zebrała tradycyjne przepisy, historie walijskich potraw, ciekawostki historyczne, osobiste wspomnienia oraz fotografie przedstawiające lokalne produkty, mieszkańców i krajobrazy.

„W walijskim garnku. Przepisy i historia kulinarnego dziedzictwa Walii” to propozycja szczególnie interesująca dla Polaków mieszkających na Wyspach, którzy chcieliby lepiej poznać kulturę jednego z krajów tworzących Wielką Brytanię. Dla samej autorki książka ma jeszcze jeden wymiar. Powstała również z myślą o wnukach wychowujących się w rodzinie łączącej polskie i walijskie tradycje. To sposób na zachowanie rodzinnych wspomnień i przekazanie kolejnemu pokoleniu historii, które często zaczynają się przy wspólnym stole.

Książka „W walijskim garnku. Przepisy i historia kulinarnego dziedzictwa Walii” autorstwa Jolanty Mikołajczyk jest dostępna w wydaniu papierowym na platformie Amazon.

Zdjęcia: archiwum prywatne Jolanty Mikołajczyk.

Przeczytaj także

Polacy zakochali się w perfumach inspirowanych – wysoka jakość w przystępnej cenie

Perfumy inspirowane łączą luksus z oszczędnością. Poznaj Blossom Perfumery, markę oferującą trwałe i intensywne zapachy w przystępnych cenach.

Polska piosenka znów zabrzmi w Szkocji. Ruszają zapisy na VI edycję festiwalu

Młodzi wokaliści ponownie staną przed publicznością podczas Festiwalu Piosenki...

Rodzice za granicą popełniają ten błąd każdego dnia. Efekt? Dziecko przestaje mówić po polsku!

Jak zadbać o język polski dziecka za granicą? Sprawdź, dlaczego rozmowy w domu mogą nie wystarczyć i jak wspierać edukację polonijną.

Polska organizacja pomaga rodzinom w UK. Aviva podwaja każdą wpłatę

Yellow Scarf zbiera £5 000 na bezpłatną pomoc dla rodzin w UK. Aviva podwaja wpłaty do £250. Zbiórka trwa do 13 października.

Aspire & Inspire 2026 w Manchesterze. Polonia spotka się wokół biznesu, rozwoju i dobrych pomysłów

Aspire & Inspire 2026 już 26 września w Manchesterze. Prelekcje, warsztaty i networking. Czytelnicy Polish Express mają 20% zniżki na bilety.

UK

Holandia

Irlandia