Partnerem relacji „Polish Express” z Mistrzostw Świata FIFA 2026 jest telewizja internetowa „Weeb.TV„
Przez osiemnaście dni mundial dawał drugie szanse na odbicie. Można było zremisować, przegrać, a mimo to zostać w grze. Tak awans wywalczyły choćby Szwecja, Senegal czy Algieria. Dla innych nawet trzy remisy okazały się niewystarczające, czego boleśnie doświadczył Iran. Do tej historii wrócimy jeszcze szerzej w osobnym materiale. Etap grupowy dobiegł jednak końca.
Od teraz margines błędu praktycznie nie istnieje. Dziewięćdziesiąt minut może wystarczyć, by zostać bohaterem całego kraju albo dołączyć do grona wielkich faworytów, którzy wracali z mistrzostw wcześniej, niż ktokolwiek w ich kraju przewidywał.
Pierwszy mundial z udziałem 48 reprezentacji miał być eksperymentem. Wielu obawiało się rozwodnienia poziomu, zbyt wielu meczów i fazy grupowej pełnej spotkań bez większego znaczenia. Rzeczywistość okazała się znacznie ciekawsza. Faza grupowa przyniosła rekordową serię Lionela Messiego, który zdobył bramkę w siódmym kolejnym meczu mistrzostw świata, kolejne potwierdzenie klasy Kyliana Mbappé, historyczny awans Republiki Zielonego Przylądka oraz świetny występ reprezentacji afrykańskich. Zupełnie inne nastroje panują natomiast w Azji, której przedstawiciele w większości zawiedli oczekiwania.
Jeżeli ktoś przed turniejem twierdził, że większy mundial odbierze mistrzostwom świata wyjątkowość, po fazie grupowej ma coraz mniej argumentów. Nowy format nie zniszczył emocji. Dał natomiast miejsce historiom, których przy 32 drużynach prawdopodobnie nigdy byśmy nie poznali.
To wszystko było jednak dopiero wstępem. Mundial wchodzi właśnie w fazę, którą kibice pamiętają najdłużej.
Kto wygląda dziś najmocniej?
Po trzech kolejkach trudno uciec od wrażenia, że najmocniejszą drużynę wysłała Francja. Zespół Didiera Deschampsa zarówno wygrał wszystkie spotkania w wymagającej grupie, co zrobił to w stylu, który budzi respekt. Kylian Mbappé jest dziś twarzą mistrzostw świata, Ousmane Dembélé przeżywa być może najlepszy okres w reprezentacyjnej karierze, a Michael Olise coraz śmielej potwierdza, że wyrasta na jednego z liderów nowego pokolenia Trójkolorowych.
Argentyna imponuje czymś innym. Nie gra najbardziej efektownego futbolu mistrzostw, ale sprawia wrażenie drużyny doskonale kontrolującej wydarzenia na boisku. Lionel Messi znów bije rekordy, jednak siłą mistrzów świata wydaje się przede wszystkim doświadczenie i cierpliwość. To zespół, który nie panikuje nawet wtedy, gdy mecz nie układa się po jego myśli.
Do grona kandydatów do tytułu nadal należą Hiszpania, Brazylia, Anglia i Holandia, choć każda z tych reprezentacji pozostawiła po sobie przynajmniej jeden znak zapytania. Niemcy zakończyli fazę grupową niespodziewaną porażką z Ekwadorem, choć wcześniej mieli już zapewnione pierwsze miejsce w grupie. Brazylia długo nie potrafiła znaleźć odpowiedzi na pressing Maroka, a Anglia po raz kolejny pokazała, że przeciwko dobrze zorganizowanej defensywie, grającej w niskim pressingu, nie zawsze znajduje odpowiednie rozwiązania.
Droga do finału nie dla wszystkich wygląda tak samo
Układ drabinki może mieć ogromne znaczenie. Wystarczy spojrzeć na schemat par.

Najwięcej powodów do zadowolenia może mieć Argentyna. Obrońcy tytułu trafili do części turniejowej drabinki, która na papierze wygląda zdecydowanie korzystniej. Oczywiście mundial nieraz udowadniał, że takie prognozy potrafią rozsypać się po jednym meczu, jednak dziś trudno nie odnieść wrażenia, że los sprzyja Albicelestes.
Znacznie trudniejszą drogę ma Francja. Jeżeli Trójkolorowi chcą sięgnąć po mistrzostwo świata, niemal w każdej rundzie mogą trafić na rywala, którego bez większego problemu można wyobrazić sobie w finale. Niemcy, Holandia, Hiszpania, a być może później także Argentyna – to jedna z najtrudniejszych ścieżek do końcowego triumfu jaką pamiętamy z mundiali.
Ciekawie zapowiada się również dolna część drabinki. Brazylia już na początku trafia na świetnie zorganizowaną Japonię, Portugalia nie może pozwolić sobie na chwilę słabości przeciwko doświadczonej Chorwacji, a Anglia doskonale wie, że ewentualny ćwierćfinał z Meksykiem, wspieranym przez dziesiątki tysięcy kibiców, może okazać się jednym z najtrudniejszych wyzwań całego turnieju.
Pięć meczów, które mogą zdefiniować 1/16 finału
Największe emocje budzi naszym zdaniem starcie Brazylii z Japonią. Brazylijczycy dysponują większą liczbą indywidualności, ale Japończycy należą do najlepiej zorganizowanych zespołów całych mistrzostw i już udowodnili, że potrafią narzucić swój rytm nawet największym faworytom.
Jeżeli w tej rundzie miałoby dojść do dużej sensacji, największych szans upatrujemy w spotkaniu Holandii z Marokiem. Oranje imponowali skutecznością, ale Marokańczycy po raz kolejny pokazali, że doskonale czują się w meczach z teoretycznie silniejszymi rywalami.
Na uwagę zasługują również spotkania Francja – Szwecja, Meksyk – Ekwador oraz Argentyna – Republika Zielonego Przylądka. Zwłaszcza ten ostatni mecz będzie wyjątkowy. Dla Lionela Messiego to kolejny krok w kierunku obrony tytułu. Dla debiutantów z Afryki – największy futbolowy wieczór w historii niewielkiego wyspiarskiego państwa.
Typy redakcji Polish Express
- Niemcy – Paragwaj 1
- Francja – Szwecja 1
- Kanada – Republika Południowej Afryki (Kanada wygrała 1:0)
- Holandia – Maroko 2
- Portugalia – Chorwacja 1
- Hiszpania – Austria 1
- USA – Bośnia i Hercegowina 1
- Belgia – Senegal 2
- Brazylia – Japonia 1
- Wybrzeże Kości Słoniowej – Norwegia 2
- Meksyk – Ekwador 1
- Anglia – Demokratyczna Republika Konga 1
- Argentyna – Republika Zielonego Przylądka 1
- Australia – Egipt 2
- Szwajcaria – Algieria 2 (niespodzianka)
- Kolumbia – Ghana 1
Głos redakcji
Francja i Argentyna wydają się dziś najpoważniejszymi kandydatami do mistrzostwa świata. Trójkolorowi imponują intensywnością gry, jakością ofensywy i głębią składu. Argentyna jest natomiast drużyną zbudowaną wokół Messiego w sposób, którego czasem nie widać od razu. Gdy jej kapitan dostaje piłkę, rywale instynktownie ruszają w jego stronę, a za ich plecami otwierają się przestrzenie dla pozostałych Argentyńczyków. Messi nie musi już dominować każdej akcji, by cały mecz kręcił się wokół niego.
Naszym czarnym koniem jest Kolumbia. Drużyna Néstora Lorenzo nie wzbudza tylu emocji co europejscy giganci czy Brazylia, ale prezentuje bardzo dojrzały futbol, jest znakomicie zorganizowana i trafiła do części drabinki, która może otworzyć jej drogę nawet do półfinału.
Na uwagę zasługuje również Senegal. Zespół prowadzony przez Pape Thiawa po raz kolejny udowodnił, że afrykańskie reprezentacje potrafią znakomicie odnaleźć się w futbolu turniejowym. Belgia będzie wymagającym rywalem, ale ewentualny awans może sprawić, że Lwy Terangi staną się jedną z najciekawszych historii tej fazy mistrzostw.
Największą z perspektywy Europy niespodzianką 1/16 finału może być natomiast zwycięstwo Maroka nad Holandią. Atlas Lions już podczas poprzedniego mundialu pokazali, że potrafią eliminować europejskie potęgi, a tegoroczny turniej tylko potwierdza, że nie był to jednorazowy sukces.
Jedno jest pewne. Za kilka dni część faworytów będzie już poza turniejem. Jedni zostaną z poczuciem, że uciekła im wielka szansa. Inni złapią swój moment i napiszą historię.


