Partnerem relacji „Polish Express” z Mistrzostw Świata FIFA 2026 jest telewizja internetowa „Weeb.TV„
Jeszcze kilka dni temu wokół reprezentacji Anglii panowała atmosfera niemal euforii. Zwycięstwo 4:2 nad Chorwacją sprawiło, że wielu ekspertów i kibiców zaczęło widzieć w drużynie Thomasa Tuchela jednego z głównych kandydatów do zdobycia mistrzostwa świata. Wystarczył jednak jeden mecz z dobrze zorganizowanym przeciwnikiem, by optymizm ustąpił miejsca znacznie bardziej ostrożnym ocenom.
Być może, bezbramkowy remis z Ghaną nie jest wynikiem, który wywoła panikę na Wyspach. Anglia pozostaje liderem grupy L i jest o krok od awansu do fazy pucharowej. Problem polega jednak na tym, że wtorkowy wieczór pokazał słabość, którą rywale z pewnością odnotowali.
Ghana znalazła sposób
Statystyki mogą sprawiać mylące wrażenie. Anglicy kontrolowali spotkanie, długo utrzymywali się przy piłce i oddali aż 19 strzałów. Tyle że tylko trzy z nich zmusiły bramkarza Ghany do interwencji.
To właśnie jest największy problem dla Thomasa Tuchela.
Drużyna pełna gwiazd Premier League, z Harrym Kane’em, Judem Bellinghamem (na transfermarkt wyceniany na 130 mln euro – sic!) i szeregiem szybkich skrzydłowych, przez większą część meczu sprawiała wrażenie zespołu pozbawionego pomysłu na sforsowanie dobrze ustawionej defensywy Afrykańczyków.
Ghańczycy bronili bardzo nisko, bardzo cierpliwie i bardzo konsekwentnie. Carlos Queiroz przygotował plan niemal perfekcyjnie. Anglicy mieli piłkę, ale nie mieli przestrzeni. A kiedy jej nie ma, samo posiadanie futbolówki nie daje przewagi.
Powrót starych problemów
Brytyjscy komentatorzy nie kryją rozczarowania. Alan Shearer nazwał spotkanie „reality check”, czyli bolesnym powrotem do rzeczywistości. Joe Hart stwierdził, że przed Anglią nadal jest bardzo dużo pracy.
Trudno się z nimi nie zgodzić.
Od kilku wielkich turniejów reprezentacja Anglii regularnie ma problemy w drugim meczu fazy grupowej. Euro 2020 i remis ze Szkocją. Mundial 2022 i remis z USA. Euro 2024 i remis z Danią. Teraz do tej listy dopisano Ghanę.
Przypadek? Być może.
Jednocześnie trudno nie zauważyć pewnego schematu. Gdy Anglicy trafiają na rywala gotowego oddać im piłkę i cierpliwie czekać na błędy, ich gra często traci płynność. Akcje stają się przewidywalne, tempo spada, a kreatywność zupełnie się zacina.
Kane też jest tylko człowiekiem
Najlepszą okazję meczu Anglia stworzyła dopiero pod koniec spotkania. Nico O’Reilly trafił głową w poprzeczkę, a do odbitej piłki dopadł Harry Kane.
Napastnik, który przez lata ratował reprezentację w najtrudniejszych momentach, tym razem posłał futbolówkę wysoko nad bramką:
Harry Kane niewykorzystana okazja
To był obraz całego meczu.
Kane nie zagrał źle. Problem polegał na tym, że przez większość spotkania nie otrzymywał podań w dogodnych pozycjach. Ghańczycy skutecznie odcinali go od gry, a angielscy pomocnicy nie potrafili znaleźć sposobu, by rozciągnąć defensywę przeciwnika.
Czy kibice „The Three Lions” powinni się martwić?
Jeszcze nie.
Remis z Ghaną nie przekreśla żadnych planów. Anglia nadal ma wszystko w swoich rękach, a mecz z Panamą powinien pozwolić spokojnie przypieczętować pierwsze miejsce w grupie.
Jednak wtorkowy wieczór przypomniał coś bardzo ważnego.
Turnieje nie są wygrywane nazwiskami, rankingami ani wartością rynkową zawodników. Wygrywa się je umiejętnością rozwiązywania problemów, które stawia przeciwnik.
Ghana postawiła przed Anglią pierwszą naprawdę wysoko poprzeczkę. Dlatego remis 0:0 należy traktować nie jako katastrofę, lecz jako pierwszy poważny sygnał ostrzegawczy. Jeśli Anglicy marzą o finale, muszą znaleźć odpowiedź na pytanie, jak pokonywać zespoły, które grają bardzo niskim pressingiem. Bo w fazie pucharowej takich rywali będzie więcej.

Zobacz również: Mundial większy niż kiedykolwiek. Czy będzie przez to piękniejszy?


