Holandia słynie z rowerów. Słynie również z częstotliwości kradzieży jednośladów. Kradzieże rowerów w Amsterdamie to ogromny problem. W 2024 roku skradziono ich 10 810. Co dzieje się ze znikającym sprzętem, dokąd trafia? Czy można jakoś zapobiegać kradzieżom lub odszukać stracony jednoślad?
Czy to cena, jaką Holandia płaci za swoją rowerową kulturę? W kraju, gdzie liczba rowerów przewyższa liczbę mieszkańców, kradzieże stały się codziennością. W 2023 roku zgłoszono aż 86 220 kradzieży rowerów, co oznacza wzrost o 30% w porównaniu do 2018 roku. Najwięcej przypadków odnotowano w Amsterdamie – ponad 10 800 skradzionych jednośladów, czyli więcej niż łącznie w pięciu prowincjach: Drenthe, Flevoland, Zeeland, Friesland i Groningen. Największe ryzyko ponoszą mieszkańcy Heemstede, gdzie na każde 1 000 osób przypadało 23,1 kradzieży.

Wysoko na tej niechlubnej liście znalazło się również Veere (22,7 na 1 000 mieszkańców). Rowerzyści padają ofiarą złodziei na stacjach kolejowych, w centrach miast i przy supermarketach – wszędzie tam, gdzie rowery zostawia się na dłużej. Dlaczego skala tego problemu jest tak ogromna? Po części dlatego, że rowery są głównym środkiem transportu Holendrów, ale także przez to, że ich zabezpieczenia często pozostawiają wiele do życzenia. Skoro nawet dwie blokady nie dają gwarancji, to czy jest sposób, by skutecznie uchronić się przed złodziejami?
Kradzieże rowerów w Amsterdamie – gdzie trafiają skradzione jednoślady
Skradzione rowery w Amsterdamie rzadko znikają bez śladu – wiele z nich trafia na czarny rynek, zarówno lokalnie, jak i za granicę. Część jednośladów sprzedawana jest niemal od razu na ulicach miasta – nierzadko za grosze, zwłaszcza w pobliżu dworców i dzielnic rozrywkowych. Inne znikają w magazynach złodziei, by potem trafić do legalnie wyglądających sklepów rowerowych lub na internetowe platformy sprzedażowe. Istnieją też dobrze zorganizowane gangi, które specjalizują się w masowych kradzieżach i eksportują rowery do Europy Wschodniej, a nawet Afryki.
Znalezienie swojego jednośladu w sąsiedniej wiosce też nie jest nierealne – zdarza się, że skradzione rowery są odsprzedawane w mniejszych miejscowościach, gdzie trudniej je namierzyć. Kto stoi za tym procederem? Wśród złodziei są zarówno Holendrzy, jak i imigranci, ale motyw zazwyczaj pozostaje ten sam – szybki zarobek. Niektórzy kradną, by odsprzedać rower za kilkadziesiąt euro, inni działają na większą skalę, organizując prawdziwe „hurtownie” kradzionych jednośladów. Skoro problem narasta, czy Amsterdam znajdzie sposób, by skutecznie walczyć z plagą rowerowych kradzieży?
Czy można ochronić się przed rabunkiem?
Choć w Amsterdamie i innych miastach Holandii rowery giną na potęgę, istnieją sposoby, by zminimalizować ryzyko kradzieży. Przede wszystkim warto inwestować w solidne zabezpieczenia – najlepsze są dwa różne zamki, np. U-lock w połączeniu z łańcuchem lub linką. Kluczowe jest też miejsce parkowania – im bardziej ruchliwa i monitorowana okolica, tym lepiej. Nigdy nie zostawiaj roweru niezabezpieczonego, nawet na minutę! Warto również zapisać numer ramy oraz sfotografować rower – w razie kradzieży zwiększa to szansę na jego odzyskanie. W Holandii działa też system rejestracji rowerów, gdzie można zgłosić swój pojazd i łatwiej go później odnaleźć.
Niektórzy właściciele montują ukryte trackery GPS, które pozwalają śledzić jednoślad po jego zaginięciu. A jeśli mimo wszystko złodziej upatrzy sobie Twój rower? Śledzenie grup rowerowych i kont policji w mediach społecznościowych może pomóc – nie raz już tak odzyskano skradzione jednoślady! Może więc lepiej zapobiegać, niż później godzinami szukać zguby?