Berlin stoi przed potencjalnym zwrotem w miejskiej mobilności. Już za rok mogą zniknąć z ulic e-hulajnogi, które od kilku lat dzielą opinię publiczną.
Związek Ruchu Pieszego Fuss domaga się radykalnego ograniczenia lub całkowitego zakazu wynajmu tych pojazdów, powołując się na bezpieczeństwo pieszych i problemy z nieodpowiednim parkowaniem.
Konflikt pieszych i branży
E-hulajnogi pojawiły się w Berlinie jako część miejskiej rewolucji transportowej. Szybki i ekologiczny środek na krótkie dystanse. Branża argumentuje, że coraz więcej mieszkańców korzysta z tej formy mobilności. Natomiast liczba przejazdów w Niemczech wzrosła od 2021 roku o 150 procent. Zwolennicy podkreślają, że hulajnogi stanowią uzupełnienie transportu publicznego i zmniejszają potrzebę korzystania z samochodu w centrum miasta.
Jednak krytycy wskazują na ciemną stronę e-hulajnóg. Kto nie zna obrazka porzuconych hulajnóg leżących na chodnikach? Kto nie miał przypadku, gdy zderzenie z hulajnogą było bliskie? Dodatkowo średnio wykorzystywane są jedynie 11 minut dziennie. Natomiast resztę czasu stoją na chodnikach, utrudniając poruszanie się pieszym, osobom starszym czy niewidomym. Z danych związku wynika, że hulajnogi odpowiadają jedynie za 0,1 procent wszystkich miejskich podróży. Dla wielu mieszkańców problemem jest chaos w parkowaniu. W Berlinie dwie trzecie hulajnóg wynajmowanych pozostaje poza wyznaczonymi miejscami.
Czy zakaz to jedyne wyjście?
Związek Fuss postuluje dwa scenariusze: e-hulajnogi mogłyby być parkowane wyłącznie w wyznaczonych stacjach, co drastycznie ograniczyłoby ich liczbę, albo całkowity zakaz wynajmu. „31 marca 2027 wygasają zezwolenia na specjalne użytkowanie. Nie potrzeba nowych zezwoleń, problem rozwiąże się sam” – przypomina Roland Stimpel, rzecznik lobby pieszych.
Inne europejskie miasta już zdecydowały się na zakaz: Paryż, Madryt, Praga czy Kopenhaga zrezygnowały z wynajmu hulajnóg. Tłumaczą decyzje problemami z bezpieczeństwem i porządkiem w przestrzeni publicznej.
Strategia Senatu – od wirtualnych stacji po „hub-only”
Senat Berlina nie planuje pełnego zakazu. Pracuje nad strategią „hub-only”, która wymuszałaby rozpoczęcie i zakończenie przejazdów wyłącznie w wyznaczonych stacjach. Plan zakłada powiększenie liczby stacjonarnych punktów z 500 do 3000 oraz wprowadzenie wirtualnych stacji w niektórych dzielnicach. Celem jest zwiększenie bezpieczeństwa pieszych, zwłaszcza osób o ograniczonej mobilności.

fot. shutterstock.com
Problem w tym, że wiele z wirtualnych stacji powstaje na wąskich chodnikach lub na nierównych nawierzchniach. To w praktyce może zachęcać użytkowników do jazdy po chodnikach. Krytycy wskazują również na brak środków finansowych na wdrożenie strategii. Zaplanowane fundusze zostały w zeszłym roku praktycznie zredukowane do symbolicznej kwoty.
E-hulajnogi między potrzebą a ryzykiem
Debata o przyszłości e-hulajnóg w Berlinie pokazuje, że miejskie innowacje transportowe nie zawsze spotykają się z akceptacją wszystkich grup społecznych. Zwolennicy podkreślają wygodę i ekologiczny wymiar. Natomiast przeciwnicy – zagrożenie dla pieszych, chaos przestrzenny i znikomy udział w codziennych podróżach.
Czy Berlin pójdzie śladem Paryża i wprowadzi zakaz. A może uda się znaleźć kompromis dzięki stacjom i lepszej infrastrukturze? Odpowiedź poznamy najpóźniej w 2027 roku, kiedy wygasną zezwolenia na specjalne użytkowanie. Na razie e-hulajnogi wciąż dzielą miasto, balansując między innowacją a problemem dla przestrzeni publicznej.

