Liczba lotów z Polski i do Polski realizowanych przez Ryanair rośnie. Według szefa irlandzkich tanich linii to pośredni efekt wojny na Ukrainie. W naszej ojczyźnie mamy po prostu do czynienia ze zwiększonym popytem ze strony imigrantów z Ukrainy.
W wywiadzie dla "Sky News" stojący na czele Ryanaira Michael O`Leary komentował bieżącą sytuację w branży lotniczej. Maszyny, które do tej pory latały do Kijowa, Charkowa, Odessy i Lwowa ze względu na działania wojenne będą musiały zmienić swoje trasy. W związku z trwająca wojną na Ukrainie samoloty Ryanaira będą "w sezonie letnim kierowane na trasy wakacyjne na południe Europy". Co będzie to oznaczało w praktyce? Więcej połączeń lotniczych realizowanych przez irlandzkiego przewoźnika z takich krajów jak Polska, Niemcy, Włochy czy Rumunia. Jak to będzie wyglądało w praktyce i jaki wpływ na siatkę połączeń w sezonie letnim będzie to wszystko miało dowiemy się pewnie wkrótce. Póki co O`Leary nie zdradził żadnych szczegółów w tej materii.
Ukraińcy mieszkający w Polsce stoją za zwiększonym popytem na tanie loty
W rozmowie ze "Sky News" pojawił się również polski wątek. Szef Ryanaira przyznał, że zarówno do, jak i z Polski odbywa się więcej lotów. Za zwiększonym popytem mają stać Ukraińcy mieszkający w Polsce, którzy podróżują do swoich krewnych mieszkających w innych krajach europejskich. Kiedy samoloty Ryanaira będą latały po niebie nad Ukrainą? Na tak postawione pytanie O'Leary nie potrafił odpowiedzieć. Wznowienie lotów nad tymi terenami będzie zależało od stanu lotnisk w tym kraju.
"Gwarantuję, że będziemy pierwszą linią, która wróci na Ukrainę, jak tylko będzie to można bezpiecznie zrobić i ruch zostanie wznowiony" – zaznaczał szef irlandzkich tanich linii lotniczych.
Maszyny Ryanaira latają częściej z i do Polski
Michael O`Leary zaadresował również kwestie związane z cenami ropy naftowej na światowych giełdach oraz ich wpływ na sektor lotniczy. Szef Ryanaira przypuszcza, że rok 2022 będzie ciężki dla całej branży, która dopiero co "otrząsnęła" się po kryzysie wywołanym przez pandemię koronawirusa. Jednocześnie zapewniał, że w przypadku jego firmy nie ma żadnego zagrożenia brakiem paliwa. Do marca 2023 roku zabezpieczono 80 proc. zapotrzebowania w tej kwestii.
