Obowiązek szczepień przeciw odrze wprowadzony w Niemczech miał podnieść poziom bezpieczeństwa. I faktycznie, jak wynika z danych przywoływanych przez Tagesschau, wskaźniki wyszczepialności wzrosły. Jednocześnie dochodzi jednak do świadomego omijania przepisów przez część rodziców i lekarzy. W związku z tym urzędy zaczęły dokładnie sprawdzać zaświadczenia o przeciwwskazaniach do szczepienia przeciw odrze.
Do pojedynczych urzędów trafia rocznie od 100 do 150 takich dokumentów, a blisko 40 jednostek administracyjnych stworzyło wspólną sieć wymiany informacji o podejrzanych praktykach. Na liście obserwowanych placówek znajduje się już 27 gabinetów.
Szczepienie przeciw odrze jest biletem wstępu do żłobka, przedszkola i szkoły
Od kilku lat przyjęcie dziecka do żłobka, przedszkola lub szkoły jest możliwe tylko po okazaniu potwierdzenia szczepienia przeciw odrze. Na starcie brak szczepienia powiązano z karą finansową sięgającą 2500 euro i odmową przyjęcia dziecka do placówki.
Zaostrzenie przepisów było reakcją na wzrost liczby zachorowań oraz rosnącą niechęć części rodziców do szczepień. Przed rozpoczęciem powszechnych szczepień epidemie odry pojawiały się w Niemczech co kilka lat. Szczepienia rzeczywiście mocno ograniczyły występowanie choroby, lecz nie doprowadziły do satysfakcjonującej odporności stadnej.
Światowa Organizacja Zdrowia wskazuje, że aby skutecznie zahamować transmisję wirusa, zaszczepionych powinno być co najmniej 95 proc. społeczeństwa. Tymczasem – według Instytutu Roberta Kocha – w 2017 roku 93 proc. dzieci rozpoczynających naukę w szkole miało za sobą dwie rekomendowane dawki.
Lewe zwolnienie ze szczepienia kupisz za 240 euro
Bywa że konsultacja zakończona wystawieniem stosownego dokumentu bez pogłębionych badań kosztuje tyle co prywatna wizyta szanowanego specjalisty. Medycyna zaczyna przez to funkcjonować na pograniczu szarej strefy. Dokument od lekarza przestaje być wyłącznie suchym opisem stanu zdrowia. Przy okazji inicjuje funkcję narzędzia umożliwiającego naginanie przepisów. Znaczną część placówek budzących wątpliwości stanowią gabinety związane z tzw. medycyną naturalną.

Mechanizm jest banalny. Znany jest nawet cennik: za wizytę kończącą się wystawieniem odpowiedniego zaświadczenia trzeba zapłacić około 240 euro. Dokumenty wydawane są niemal automatycznie, bez szczegółowej diagnostyki, a ich jedynym celem jest formalne zwolnienie dziecka z obowiązku szczepienia. Z ustaleń dziennikarzy NDR, WDR i Sueddeutsche Zeitung wynika, że takich przypadków wcale nie jest mało, ale ile dokładnie – nie wiadomo.
Powody, dla których część rodziców omija szczepienie dzieci, zwykle nie sprowadzają się do jednego argumentu, lecz są miksem emocji z osobistymi przekonaniami oraz wpływem otoczenia. Główną rolę odgrywa lęk przed działaniami niepożądanymi – nawet jeśli statystycznie są one bardzo rzadkie.
1300 fikcyjnych szczepień i pytania o wiarygodność systemu
Z jednej strony powstają sieci współpracy urzędów zdrowia i procedury weryfikacji dokumentów, z drugiej – przepisy pozostawiają ograniczone możliwości kontroli. W niektórych regionach brakuje surowego egzekwowania szczegółowego sprawdzania książeczek szczepień podczas kwalifikowania dziecka do szkoły.
Ponadto skala ujawnionych nadużyć – np. wystawienie około 1300 potwierdzeń szczepień bez ich wykonania – pokazuje, że problem dotyczy nie tylko zaświadczeń o przeciwwskazaniach, lecz szerzej wiarygodności dokumentacji medycznej jako takiej.

