Pewien pasażer Ryanaira, który leciał z Gdańska do Wielkiej Brytanii, mówi o tym, jak irlandzkie linie lotnicze pozostawiły podróżnych samym sobie, gdy samolot zamiast na lotnisku London Stansted, wylądował w Manchesterze.
To już druga sytuacja, w której Ryanair zamiast na lotnisku w Londynie, wysadził pasażerów w zupełnie innym mieście i zostawił ich samym sobie licząc, że sami znajdą wyjście z problematycznej sytuacji.
Z Gdańska do Londynu w 35 godzin Ryanairem
Graham Carter opisał swoją historię w "Swindon Advertiser" i nazwał „koszmarem z Ryanairem przed Świętami Bożego Narodzenia”. Brytyjczyk – zachwycony parodniowym pobytem urokliwym Gdańsku – twierdzi, że jego lot powrotny Ryanairem został przekierowany i zamiast na lotnisko Stansted w Londynie, poleciał do Manchesteru.
Mężczyzna narzeka, że „trzy godziny po wylądowaniu w końcu dołączyliśmy do pasażerów z co najmniej czterech innych przekierowanych lotów Ryanaira”. Po czym utknęli w długiej kolejce do kontroli paszportowej.
W trakcie czekania w kolejce, Brytyjczyk wysłuchał historii podróżnych z innych przekierowanych lotów irlandzkich linii. Dowiedział się, że podróżnym z Dublina pilot powiedział, żeby się nie martwili, gdyż w Manchesterze przejmie ich przedstawiciel Ryanaira i przekieruje do autobusu, który zawiezie ich na Stansted.
Sześć godzin czekania na lotnisku
Sytuacja już nie rysowała się już tak różowo po kolejnych sześciu godzinach oczekiwania w Manchesterze, w czasie których rozładowywano walizki pasażerów. A podróżni nie mieli żadnego dostępu do jedzenia i wody, a także żadnych informacji.
Brytyjczyk stwierdził: „Ryanair wyraźnie zdecydował, że wylądowanie na niewłaściwym lotnisku to nasz problem, a nie ich”. Wśród podróżnych były dwie starsze osoby niepełnosprawne i matka z trzymiesięcznym dzieckiem.
Brytyjczyk relacjonuje, że, kiedy w końcu pasażerowie znaleźli punkt informacyjny, osoby za ladą zastosowały taktykę „powiedz im wszystko”, a „wszyscy chcieli dać nam znać, że tak naprawdę nie są pracownikami Ryanair, pomimo podświetlonego znaku Ryanair nad ich głowami”.
Kilku podróżnych zażądało jedzenia i wody, do których byli uprawnieni, i wtedy wydano im kupon o wartości 3 funtów.
Autobus na właściwe lotnisko po 12 godzinach czekania
Dwanaście godzin po przybyciu do Manchesteru zaproponowano ostatecznie tym pasażerom, którzy zostali, miejsce w autobusie do Stansted.
Brytyjczyk na zakończenie swojej historii stwierdził jednak pokrzepiająco: „Pamiętaj – jeśli uważasz, że latanie z Ryanairem jest złe, pomyśl o biednych duszach, które muszą dla nich pracować”.
Zamiast na Stansted to do Edynburga
Ze względu na zaśnieżenie lotniska Stansted, Ryanair musiał przekierować więcej swoich lotów do innych miast w ubiegłym tygodniu. Niestety z pasażerami linie obchodziły się podobnie.
Podróżni lecący z Oslo do Londynu, byli zaskoczeni, gdy przekierowano ich lot do Edynburga, a z samolotu wysiedli o 2 w nocy zdani na własną pomysłowość. Całą sytuację opisali jako „przerażającą”, gdyż nie otrzymali żadnego zastępczego środka transportu, który przewiózłby ich do Londynu.
Jeden z pasażerów powiedział:
– Wystartowaliśmy, pokonaliśmy 85 proc. drogi do Stansted według radaru lotu, a następnie skierowaliśmy się do Edynburga. Nie powiedzieli nam tego, aż do momentu, gdy brakowało 45 minut do lądowania. Wylądowaliśmy w Edynburgu i dołączyliśmy do ogromnej linii samolotów. Personel w Edynburgu trzymał nas w samolocie przez dwie godziny na płycie lotniska, zanim w końcu nas wypuścił. Wylądowaliśmy o północy i zostaliśmy wypuszczeni z samolotu o 2 w nocy. Byliśmy ostatnim samolotem, który opuszczali pasażerowie. Gdy weszliśmy na terminal lotniska, zostaliśmy wysłani do biura obsługi klienta Swissport, który powiedziało nam, że są dwie opcje, pociąg o 5 rano, za który płacimy sami, a Ryanair zwraca pieniądze lub czekamy na bezpłatny autobus, który miał się pojawić za godzinę. Wszyscy uwierzyli w pomysł autobusu, dopóki ta godzina nie zamieniła się w dwie godziny, trzy godziny oczekiwania. Rozumiem, że to nie wina personelu w związku z objazdami i problemami z pogodą, ale dalsze wskazywanie na pomysł autobusu, który nigdy się nie pojawi, było przerażające. Czekaliśmy do 6 rano, a wtedy się poddaliśmy i musieliśmy zapłacić za przejazd, potem pociągiem do Londynu, a następnie dwoma kolejnymi pociągami, aby wrócić do domu. Teraz jesteśmy jeszcze w drodze do domu. Autokar miał jechać według personelu 11 godzin, a do 06:00 wciąż zwodzili pomysłem autobusu, jednak 90 proc. pasażerów, którzy utknęli na podłodze lotniska przez całą noc, poddało się i wybrało własną drogę do domu, było naprawdę beznadziejnie.
Zajrzyj także na naszą główną stronę: PolishExpress.co.uk – będzie nam miło!
Artykuły polecane przez PolishExpress.co.uk:
Strajk na londyńskim lotnisku. Podróżni muszą liczyć się z utrudnieniami

