Polak, który od 14 lat mieszka w Londynie, ma za sobą nie lada osiągnięcie. Nasz rodak 27 czerwca o godzinie 1.43 w nocy na rzece Trent w pobliżu Newark złowił olbrzymiego suma. Ryba mierzyła około 178 cm długości, co może być nieoficjalnym rekordem tej rzeki.
Wędkarstwo dla wielu Polaków, także tych mieszkających na Wyspach, stało się pełną emocji pasją. Tak jest też w przypadku pana Grzegorza, który 27 czerwca wybrał się nad rzekę Trent. Nie spodziewał się jednak, że złowi największego drapieżnika słodkowodnego Europy. Należy przy tym zaznaczyć, że wędkarstwo sumowe nie należy do najłatwiejszych, gdyż sumy są ostrożnymi rybami lubiącymi kryjówki, a żerują głównie w nocy. Ta pora doby nakłada już na wędkarza pewne wymogi. A rozmiary ryby stawiają poprzeczkę jeszcze wyżej. Wymagają bowiem zarówno mocnego sprzętu jak i techniki połączonej z siłą.
Polak złowił rekordowego suma

Rekord na rzece Trent padł w 2023 roku i pobił go Luke Gilman, który złowił 30-kilogramowego suma. Nasz rodak jednak 27 czerwca 2026 roku po 20-minutowej walce z wody wyciągnął suma, którego wagę oszacowano na od 40 do 45 kg. Długość zaś na 178 cm. Połów ten jest najnowszym – jednak jeszcze nieoficjalnym – rekordem tej rzeki.
Pan Grzegorz odezwał się do Polish Express w sprawie swojego osiągnięcia i udzielił nam wywiadu, w którym opisał niezwykłe doświadczenie. Dzięki jego uprzejmości publikujemy także materiał zdjęciowy i nagranie z tego emocjonującego wydarzenia.
20-minutowa walka z gigantyczną rybą
Jak rozpoczęła się Pana przygoda z wędkarstwem i co Pana najbardziej w nim ujęło?
Łowię od wielu lat. Zaczynałem w Polsce, na Dunajcu i Popradzie. Później łowiłem też w Szwecji na lipienia i pstrąga. W Hiszpanii na Ebro (próbowałem złowić suma – bez skutku, 10 dni bez brania) i w Anglii. Szczególnie uwielbiam muszkarstwo. Jest w nim jakaś elegancja i spokój, których nie znajduję w innych technikach. Ogólnie najbardziej pociąga mnie ten moment niepewności – nigdy nie wiesz, co jest po drugiej stronie żyłki.
27 czerwca złapał Pan po 20-minutowej walce na rzece Trent suma europejskiego o szacunkowych wymiarach 178 cm, co jest nieoficjalnym rekordem tej rzeki. Jak Pan się czuje?
Ważne – zarówno długość (178 cm), jak i waga (szacunkowo ok. 45 kg) to moje własne szacunki na oko, oparte na zdjęciach obok świadków. Ryba nie była oficjalnie ważona ani mierzona, więc podajemy te wartości jako szacunkowe. Co do uczuć – to był szok, adrenalina i niedowierzanie, że coś takiego może wziąć przynętę na 10-centymetrowego krąpia.
Czy zasady w UK różnią się od tych w Polsce?
Tak, bardzo – w UK potrzebna jest ogólna licencja Environment Agency (rod licence) plus osobne zezwolenie na konkretne łowisko/klub (jak moje z Nottingham Anglers Association na połów nocny). W Polsce wystarczy karta wędkarska plus członkostwo w kole. System w UK jest bardziej rozdrobniony – każdy odcinek rzeki może mieć inne zasady własnościowe i limity.
O czym Polacy łowiący na Wyspach powinni bezwzględnie pamiętać?
Przede wszystkim dbać o ryby i o miejsce, w którym się łowi, tak jak o własny ogródek. Wszystko powinno zostać posprzątane, każdy śmieć podniesiony. Jesteśmy tu gośćmi, a nie odwrotnie, więc to na nas spoczywa większa odpowiedzialność, żeby zostawić łowisko w jeszcze lepszym stanie, niż je zastaliśmy.

Wagę suma oszacowano na od 40 do 45 kg / fot. archiwum prywatne
Doświadczenie i cierpliwość w wędkarstwie popłacają
Czy pobicie rekordu wymagało dużych przygotowań?
Zdecydowanie, ale trzeba dodać pewien kontekst – tego wieczoru przyjechaliśmy na brzany, jednak nic nie brało, więc zmieniliśmy zestawy na sandacze. Stąd tak delikatny osprzęt: przypon 0.26mm i żyłka główna 0.32mm – w ogóle nie były myślane pod tak dużą rybę. Podobnie z wyposażeniem do obsługi ryby – mieliśmy ze sobą matę, ale dopasowaną do rozmiaru brzany czy sandacza, a nie do takiego giganta.
Kolega, który mi towarzyszył i łowi na plecionkę o wytrzymałości 40 kg, komentował w trakcie nagrywania, że gdyby to była jego ryba, zwijałby szybciej. Uzmysłowiłem mu wtedy, że zwijam w takim tempie właśnie dlatego, że mój przypon to 0.26mm o wytrzymałości ok. 12lb – przy jego znacznie mocniejszym zestawie można sobie pozwolić na większą agresję. Natomiast przy moim każde zbyt gwałtowne szarpnięcie mogło skończyć się zerwaniem. Więc to nie było tak, że przygotowałem się specjalnie pod rekord. Raczej lata doświadczenia i cierpliwość pozwoliły mi opanować sytuację, na którą sprzęt nie był do końca gotowy. Jak wspomniałem, 10 dni bez brania na Ebro też było częścią tej nauki.
