Za zamkniętymi drzwiami niemieckich mieszkań funkcjonuje coś, o czym mówi się półgłosem, chociaż dotyczy milionów ludzi. Pomoc domowa – sprzątanie, gotowanie itp. – w ogromnej większości przypadków odbywa się poza systemem. To tzw. praca na czarno.
Mowa o milionach gospodarstw domowych i niemal powszechnym omijaniu przepisów. Nie chodzi wcale o marginalne przypadki, lecz o powszechnie akceptowany i utrwalony model patologii systemowej.
„Przysługa sąsiedzka” działa jako wygodna wymówka
Jednym z najczęściej powtarzanych argumentów usprawiedliwiających nielegalne zatrudnienie jest przekonanie, że pomoc domowa to jedynie nieformalna przysługa. W praktyce oznacza to jednak regularną, odpłatną pracę, dla zmyłki przedstawianą jako sąsiedzką asystę niewymagającą dopasowania do przepisów.
Ta wygodna narracja zdejmuje z gospodarstw domowych odpowiedzialność administracyjną i finansową. Do tego dochodzą wysokie koszty legalnego zatrudnienia oraz procedury, które dla wielu rodzin są barierą nie do przejścia. Część osób wskazuje również na brak zainteresowania pracowników typowymi umowami, co dodatkowo utrwala szarą strefę. W efekcie tworzy się system oparty na milczącym porozumieniu, w którym wszyscy wiedzą, że robią źle, ale nikomu to nie przeszkadza.
Prawo silne na papierze jest słabe w praktyce
Niemieckie państwo próbuje reagować na patologię, wzmacniając narzędzia walki z nielegalnym zatrudnieniem. Problem polega na tym, że prywatne mieszkania są niemal całkowicie wyjęte spod skutecznej kontroli. Konstytucyjna ochrona ich nietykalności sprawia, że inspektorzy nie mogą swobodnie sprawdzać, kto i na jakich zasadach pracuje w domach.

Dlatego nawet zaostrzone przepisy pozostają w dużej mierze martwe. Szara strefa ma się dobrze, bo ryzyko wykrycia jest minimalne, a potrzeby społeczne ogromne. W tym napięciu między literą prawa a codziennością rodzi się system oparty na fikcji legalności.
Opieka nad seniorami przez 24/7 poza systemem
Wyrazistym przykładem tej sprzeczności jest domowa opieka nad seniorami. Setki tysięcy opiekunek, głównie z Europy Wschodniej, zapewniają w Niemczech całodobową pomoc osobom starszym i niesamodzielnym. To one przejmują ciężar opieki, którego nie jest w stanie udźwignąć ani państwo, ani rodziny. Ich praca jest niezbędna, ale zwykle niemal niemożliwa do pogodzenia z przepisami. Gotowość przez całą dobę koliduje z prawem do nieprzerwanego odpoczynku w wymiarze co najmniej 11 godzin między zmianami.
Teoretycznie jedynym sprawnym rozwiązaniem byłby system zmianowy, jednak oznaczałby on drastyczny wzrost kosztów. Na to nie stać ani rodzin, ani systemu ubezpieczeń. Wszyscy są więc świadomi, że opieka funkcjonuje w szarej strefie, ale bez kompromisu w formie cichego przyzwolenia rutyna milionów niemieckich domów po prostu by się rozsypała.

