Szkocki pisarz twierdzi, że sukces jest nudny! Rozmowa z Irvinem Welshem

„Brud” to kolejna pana powieść, po „Trainspotting” i „Esctasy”, która została zaadaptowana. W planach jest również przeniesienie na ekran „Porno”. Jest pan zadowolony z filmowych wersji czy zdarza się panu nie zgadzać z wizją reżysera?

Wyznaję zasadę, że w takich sytuacjach nie należy się wtrącać. Nie oczekuję od filmowców, że ich wizja będzie się w stu procentach pokrywać z moją, tylko pozwalam im pracować. Bardzo spodobała mi się ekranizacja Jona [Jona S. Bairda, reżysera filmu „Brud” – przyp. red.], a występem Jamesa [McAvoya – przyp. red.] jestem wprost zachwycony. Tym bardziej mnie to cieszy, bo niełatwo było mnie początkowo przekonać do tego pomysłu. Jon pracował nad scenariuszem prawie rok i kiedy przedstawił mi gotowy tekst, byłem zupełnie oczarowany. Jestem skłonny zaryzykować, że to najlepszy scenariusz, jaki miałem okazję czytać od czasu „Trainspotting” Johna Hodge’a. Postanowiłem więc wcielić w życie moją zasadę i nie przeszkadzałem filmowcom w pracy.

Kilka lat temu przeprowadził się pan do Stanów Zjednoczonych. Co pan lubi w tym kraju, jak wpływa on na pana pisanie?

- Advertisement -

Przeniosłem się do Chicago, skąd pochodzi moja żona, cztery lata temu. W dalszym ciągu do pewnego stopnia żyję w kilku miejscach naraz: mój wydawca, moi przyjaciele i rodzina stacjonują w Londynie, mój amerykański wydawca jest w Nowym Jorku. Sam z kolei uwielbiam Miami, klimat plaży i oceanu jest dla mnie niezwykle inspirujący. Tutaj zresztą osadziłem akcję swojej najnowszej powieści „The Sex Lives of Siamese Twins”. Wszyscy mnie pytają, jakim cudem wytrzymuję te upały – ale sęk w tym, że tu wcale nie jest tak gorąco, przez większość roku temperatura jest bardzo przyjemna i dobrze się tutaj pracuje.

W pana powieściach powraca motyw seksu, narkotyków i przemocy. Na ile przeprowadzka do USA zmieniła pana spojrzenie na te kwestie?

Stany są bardzo przyjazne, czuję się tutaj prawie jak u siebie, mimo że i seks, i przemoc, i narkotyki są zupełnie inne niż w Europie. Nie jestem zwolennikiem powszechnego dostępu do broni. Gdyby w Szkocji wprowadzono takie prawo, ludzie pozabijaliby się w ciągu kwadransa. W Wielkiej Brytanii przemoc jest dużo bardziej bezpośrednia, fizyczna. Nie mamy broni, więc najpopularniejsze są noże – chodzi o to, żeby móc poczuć oddech swojej ofiary w momencie ataku, zabijanie ludzi z dystansu, jaki zapewnia broń palna, nie jest w naszym stylu [śmiech].

Inspirację do swoich powieści czerpie pan ze spotkań z ludźmi. Otwarcie przyznaje pan, że pisania można nauczyć się z obserwacji życia, a nie poprzez czytanie klasyków i szlifowanie stylu w odcięciu od świata.

Można próbować czytać klasyków i starać się im dorównać, ale pułapką takiego podejścia jest to, że nigdy nie osiągnie się tego poziomu. Wydaje mi się, że większym pożytkiem dla pisarza są spotkania z ludźmi i uważna obserwacja ich zachowań, wysłuchiwanie ich historii i przelewanie tego później na papier.

Bohaterowie pana powieści są wzorowani na ludziach, których spotyka pan prywatnie?

Nigdy nie przekładam swoich doświadczeń życiowych na karty powieści w proporcji 1:1, ale spotkałem w swoim życiu kilku popaprańców [śmiech]. Wystarczy się rozejrzeć dookoła, wszędzie pełno jest dupków i ludzi, którzy robią bardzo nieładne rzeczy. Najważniejsze, żeby człowiek był „jakiś”. Wtedy, nawet jeżeli trudno nam zaakceptować jego życiowe wybory, to będzie dla nas interesujący.

W swoich powieściach skupia się pan zwykle na najgorszych cechach człowieka. Dlaczego ludzka podłość tak pana interesuje?

Ja po prostu uwielbiam psuć ludziom humor [śmiech]. A mówiąc serio, interesują mnie bohaterowie na życiowym zakręcie, wrażliwcy złamani przez los, którzy pod fasadą wulgaryzmu i brutalności kryją ogromny ból i cierpienie.

Taki jest też detektyw Bruce Robertson, główny bohater „Brudu”. To uzależniony od narkotyków i pornografii manipulator, bez mrugnięcia okiem wykorzystujący swój autorytet do prywatnych celów.

Bruce jest w gruncie rzeczy wrażliwcem, który stracił swój wewnętrzny kompas pod wpływem życiowej traumy. Bardzo często osoby, które zachowują się źle, okazują się być po prostu głęboko zranione. Okrucieństwo to ich sposób na radzenie sobie z życiowym bałaganem.

Pana droga do zawodu pisarza była wyboista i kręta. Zanim związał pan swoją karierę z literaturą, pracował pan w kilku innych zawodach. Pisanie to sposób na poradzenie sobie z własnym życiowym bałaganem?

Moją drogę ku pisarstwu właściwie można streścić jednym zdaniem: próbowałem imać się wszelkich zadań, aż pozostało mi tylko pisanie. Jako młody człowiek pracowałem jako elektryk i moim planem na życie była naprawa telewizorów. Na szczęście pewnego dnia podczas pracy poraził mnie prąd i uznałem, że może warto byłoby zweryfikować plany [śmiech]. Dzięki pisaniu mogłem lepiej zrozumieć otaczający mnie świat i znaleźć jakiś sens w tym, co mnie otacza. Gdybym nie był kiepskim elektrykiem, być może moje losy potoczyłyby się zupełnie innym torem, kto wie?

Powiedział pan kiedyś, że porażki są ważniejsze od sukcesu. Czego nauczyły pana?

Sukces jest bezwartościowy, bo wyłącznie poprawia ci humor. Porażki uczą pokory i sprawiają, że na wierzch wychodzi twój prawdziwy charakter. Dopiero, kiedy dostajesz od życia prawdziwego kopa, dostrzegasz, ile jesteś wart. To dużo bardziej interesujący punkt wyjścia, prowokujący do rozwoju, dyskusji, emocji, także w literaturze. Sukces jest po prostu nudny.

Z każdego niepowodzenia można wyciągnąć wnioski. Tak było w moim przypadku z narkotykami. W pewnym momencie mojego życia musiałem zdecydować: albo wyniszczam swój organizm i zmierzam prosto ku autodestrukcji, albo biorę się za siebie. Nie można ciągle chodzić skacowanym, to droga donikąd. W ciągu ostatnich lat zmieniło się też moje wyobrażenie na temat monogamii, którą kiedyś uważałem za zło konieczne. Zajęło mi wiele czasu, aby dojrzeć do związku z drugą osobą: troszczyć się o nią, wytworzyć więź. Dzięki tym doświadczeniom i porażkom dorosłem – choć zawsze podkreślam, że nigdy nie należy dorastać za bardzo, żeby nie stać się tetrykiem.

W ciągu ostatnich lat z naczelnego brytyjskiego złego chłopca stał się pan przykładnym obywatelem.

O, myślę, że nie każdy by się zgodził z tą opinią. Staram się nie zapijać się do nieprzytomności ani nie obrażać ludzi. Jeśli to wpisuje się w definicję – czemu nie.

Rozmawiała Małgorzata Steciak

 

 

 

Nasza misja

Polish Express to rzetelne źródło informacji dla Polaków za granicą. Publikujemy wyłącznie sprawdzone wiadomości. Dowiedz się, jakie są nasze zasady redakcyjne!

Konto brytyjskie z uczciwym kursem

Banki w UK potrafią doliczyć nawet 3-5% marży do każdego przelewu do Polski lub innego kraju. Wysyłając £1000 przez Wise, odbiorca otrzyma średnio o 150-250 PLN więcej niż przy tradycyjnym przelewie bankowym.

Teksty tygodnia

Niemcy uruchomiły dodatkowe fotoradary. O czym kierowcy powinni wiedzieć?

13 kwietnia w całych Niemczech uruchomiono dodatkowe fotoradary w związku z tzw. „tygodniem prędkości”.

Podwyżka płacy minimalnej będzie miała niewielki wpływ na zatrudnienie

Według Low Pay Commission (LPC) podwyżka płacy minimalnej będzie miała „minimalny” wpływ na zatrudnienie i inflację w Wielkiej Brytanii.

Kierowcy zaniepokojeni. Ceny benzyny i oleju napędowego znowu rosną

Ze względu na to, że sytuacja na Bliskim Wschodzie jest nadal napięta, ceny benzyny i oleju napędowego ponownie wzrosły.

Rosyjscy hakerzy atakują domowe routery w UK. Ostrzeżenie dla mieszkańców

Hakerzy najpierw skanują tysięcy sieci, a później selekcjonują te najbardziej podatnych i dopiero atakują.

Tap-and-go. Jedna karta wystarczy na całą podróż

Zamiast kupować oddzielne bilety na każdy etap podróży, wystarczy jedna karta płatnicza lub telefon.

Praca i finanse

Kryzys w UK

Styl życia

Życie w UK

Londyn

Crime

Zdrowie