1000 żłobków i przedszkoli zniknęło z mapy kraju w ciągu ostatnich kilku lat – to liczba, która nie jest już tylko statystyką, lecz realnym sygnałem alarmowym dla państwa, samorządów i tysięcy rodzin. Kryzys opieki nad dziećmi w Irlandii to realny problem tysięcy rodzin.
System wczesnej opieki nad dziećmi znalazł się w punkcie krytycznym. Natomiast skutki tej sytuacji coraz boleśniej odczuwają zarówno rodzice, jak i sami operatorzy placówek.
40 tysięcy dzieci czeka, system nie nadąża
Dziś 40 tysięcy dzieci w całym kraju czeka w kolejce do żłobka lub przedszkola. To oznacza nie tylko opóźniony start edukacyjny najmłodszych, ale też realne problemy zawodowe i finansowe ich rodziców. Dla wielu rodzin brak miejsca w placówce opieki oznacza konieczność rezygnacji z pracy, ograniczenia etatu lub ponoszenia bardzo wysokich kosztów prywatnej opieki.
Problem narasta od lat, ale dopiero teraz skala zjawiska stała się trudna do ignorowania. Zamykane są nie pojedyncze placówki, lecz całe sieci lokalnych żłobków i przedszkoli. A te przez lata stanowiły fundament opieki nad dziećmi w swoich społecznościach.
Dlaczego placówki znikają? Ekonomia kontra rzeczywistość
Główną przyczyną masowych zamknięć są rosnące koszty działalności. A te nie idą w parze z poziomem publicznego finansowania. Czynsze, media, ubezpieczenia, podatki, materiały edukacyjne i – przede wszystkim – wynagrodzenia pracowników rosną z roku na rok. Tymczasem stawki dopłat publicznych pozostają niemal niezmienne lub rosną symbolicznie, nie nadążając za inflacją.
Operatorzy placówek coraz częściej stają przed dramatycznym wyborem: albo dopłacać do działalności z własnej kieszeni, albo zamknąć drzwi. W wielu przypadkach właściciele żłobków i przedszkoli przez miesiące, a nawet lata, pracowali bez realnego wynagrodzenia. Wszystkimi siłami próbowali utrzymać placówkę „do czasu poprawy sytuacji”. Dla setek z nich ten moment jednak nie nadszedł.
Zamrożone opłaty, rosnące straty
Szczególnie dotkliwy okazał się mechanizm zamrażania opłat dla rodziców w zamian za udział w państwowych programach wsparcia. Choć miał on chronić rodziny przed gwałtownymi podwyżkami, w praktyce doprowadził do sytuacji, w której wiele placówek funkcjonowało według stawek sprzed kilku lub nawet kilkunastu lat. Natomiast realia rynkowe nie czekały. Opłaty i rachunki rosły, koszty zatrudnienia pracowników również.

fot. shutterstock.com
Efekt był przewidywalny: część operatorów wycofała się z programów, inni podnieśli opłaty. Natomiast ci, którzy nie mieli takiej możliwości, zamknęli działalność. Kryzys opieki nad dziećmi przestał być abstrakcyjnym pojęciem. Jest codziennym doświadczeniem tysięcy rodzin.
Kryzys opieki nad dziećmi. Rodzice płacą podwójnie
Gdy placówki znikają, a miejsc brakuje, koszty przerzucane są na rodziców. Wyższe czesne, dłuższe dojazdy, konieczność korzystania z opiekunek lub rezygnacja z pracy – to realne konsekwencje obecnej sytuacji. Dla wielu gospodarstw domowych opieka nad dzieckiem pochłania dziś jedną pełną pensję, a czasem nawet więcej.
To z kolei pogłębia nierówności społeczne. Rodziny o niższych dochodach są wypychane poza system, a dostęp do wczesnej edukacji coraz częściej zależy nie od potrzeb dziecka, lecz od zasobności portfela rodziców.
Państwowe plany i pytania bez odpowiedzi
Rząd zapowiada nowe inwestycje, w tym tworzenie państwowych placówek opieki nad dziećmi. To pierwszy proponowany sposób na kryzys opieki nad dziećmi. Choć brzmi to jak krok w dobrą stronę, branża zwraca uwagę na brak konsultacji i jasnej strategii. Bez rozwiązania problemu finansowania bieżącego, niedoboru wykwalifikowanej kadry i stabilnych warunków działania nawet nowe placówki mogą szybko powielić problemy tych, które właśnie zniknęły z mapy kraju.
Kryzys opieki nad dziećmi to problem całego społeczeństwa
Kryzys opieki nad dziećmi nie dotyczy wyłącznie rodziców małych dzieci ani właścicieli żłobków i przedszkoli. To problem rynku pracy, demografii i przyszłości systemu edukacji. Jeśli państwo nie zapewni stabilnych warunków funkcjonowania opieki wczesnodziecięcej, konsekwencje będą długofalowe – od spadku aktywności zawodowej rodziców po pogłębianie nierówności już na starcie życia.
1000 zamkniętych placówek to nie tylko liczba. To 1000 miejsc, w których dzieci mogły się rozwijać. Natomiast rodzice budować swoją zawodową i finansową stabilność. Jeśli ten trend się utrzyma, kryzys przestanie być ostrzeżeniem, a stanie się trwałym elementem rzeczywistości.

