Skandaliczna, acz domniemana wypowiedź premiera Borisa Johnsona dotycząca "stosu trupów" z dnia na dzień zmienia się w poważny kryzys na najwyższych szczeblach brytyjskich władz.
Przypomnijmy, w dniu wczorajszym "The Daily Mail" donosił, że stojący na czele brytyjskiego rządu i Partii Konserwatywnej Boris Johnson miał powiedzieć: "Nigdy więcej pie*****ch lockdownów – niech ciała piętrzą się na stosach w tysiącach". Według informatora brytyjskiego tabloida, który z rzetelności nie słynie (delikatnie mówiąc!), premier miał użyć takiego sformułowania jeszcze w zeszłym roku. W październiku 2020 roku miał stracić nad sobą panowanie i zaraz po wprowadzeniu nowych restrykcji związanych z lockdownem przyznać, że nie obchodzą go ludzkie życia stracone w wyniku pandemii. Downing Street 10 odniosło się do tych rewelacji i całkowicie im zaprzeczyło. Nazwano je "po prostu kolejnym kłamstwem", ale dziennikarze "Maila" podtrzymują, że ich informator nie wycofał się z tego, co powiedział. Dziś, "stos ciał" jest tematem numer jeden w brytyjskich mediach. Wygląda na to, że afera z niefortunnym zwrotem zamienia się skandal. Skandal, który ma potencjał stać się poważnym rządowym kryzysem.
Premier Johnson zwołuje dziś posiedzenie gabinetu, aby ratować sytuację
Jak podaje "The Daily Mirror", inny brytyjskie tabloid, istnieje spora liczba świadków, która usłyszała rzeczone słowa premiera. "Mirror" powołując się na swoje źródła zapewnia, że to wydarzenie rzeczywiście miało miejsce.
Dziś rano BBC poinformowało, że w sprawie "niefortunnego cytatu" odbędzie się posiedzenie gabinetu. Oczekuje się, że będzie to okazja do odzyskania kontroli nad agendą polityczną rządu oraz podkreślenia wagi skupienia się ministrów na walce z pandemią. Downing Street 10 będzie chciało zasygnalizować, że trzeba skupić się na robocie, a nie na wymysłach brukowców.
Kto jest źródłem "Daily Mail" – Dominic Cummings wskazuje na jednego z pracowników Downing Street 10
Wydaje się, że opinia publiczna na Wyspach byłaby w stanie ostatecznie przejść do porządku dziennego z tą aferą, ale problem polega na tym, że to nie jedyny skandal, w który zamieszany jest BoJo. Wciąż do wyjaśnienia pozostają koszty remontu domu premiera przy Downing Street 10. Oficjalnie nie zaprzeczono temu, że Johnson miał otrzymać pożyczkę od Partii Konserwatywnej na opłacenie kosztownej renowacji. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze konflikt z Dominickiem Cummingsem, który niegdyś był najbliższym współpracownikiem premiera Johnsona.
Warto również w tym miejscu dodać, że to właśnie Cummings wskazał osobę, która miała być źródłem "Maila" w sprawie przecieku dotyczącego "stosu ciała". Miałoby chodzić o Henry`ego Newmana, jednego z oficjeli zatrudnionych przy Downing Street 10. Mężczyzna, został określony przez Cummingsa, jako "chatty rat". W dodatku jest osobą pozostającą w dobrych stosunkach z obecną żoną premiera, Carrie Symonds, która przecież wcześniej również współpracowała z Johnsonem na stopie zawodowej.
Czy skandal zamieni się w rządowy kryzys?
Czy oskarżenia wobec szefa brytyjskiego rządu to coś więcej, niż tylko "titttle tattle", jak pyta w swojej kolumnie Laura Kuenssberg, szefowa działu politycznego BBC? Jest to o tyle istotne pytanie, bo wygląda na to, że za skandaliczną wypowiedzią premiera Borisa Johnsona kryje się coś więcej. Bez względu na to czy rzeczywiście powiedział w nerwach to, co przypisują mu media czy też nie, wygląda na to, że przy Downing Street 10 dzieje się coś niedobrego…
