Trwa trzeci dzień oblężenia w Tamworth, gdzie eksmitowany mężczyzna zabarykadował się z kuszą w mieszkaniu i odmawia opuszczenia swojej posiadłości, która miała zostać przejęta przez komornika. Pojawiły się także doniesienia o tym, że policja rozmieszczona przed domem, zamówiła mężczyźnie jedzenie z McDonalds, ale okazało się to nieprawdą – odbiorcą zamówienia byli podobno policjanci.
Policja zaprzecza, że zamówiła dla zabarykadowanego mężczyzny w Tamworth jedzenie z McDonalds. Podobno odbiorcą byli sami policjanci, którzy warują przy oblężonym domu już trzeci dzień.
- Przeczytaj koniecznie: Jakie są twoje prawa, gdy landlord chce podnieść ci czynsz?
Oblężenie w Tamworth
Trwa już trzeci dzień oblężenia w Tamworth (w Staffordshire). Policja została wezwana po raz pierwszy pod adres Cross Street około godziny 10 rano, 6 września. Komornik próbował wtedy eksmitować mężczyznę, ale podobno ten zagroził mu kuszą i odmówił opuszczenia budynku.
Wtedy właśnie zaczęło się oblężenie policji. W dzisiejszym oświadczeniu funkcjonariusze poinformowali, że mężczyzna zabarykadował się w środku.
– Specjaliści ds. negocjacji nadal rozmawiają z mężczyzną, który przez noc zabarykadował się w posiadłości w Kettlebrook w Tamworth. Mężczyzna miał zostać eksmitowany we wtorek (6 września). Funkcjonariusze sądowi zadzwonili do nas po tym, jak mężczyzna powiedział, że ma w środku broń. Oficerowie byli w okolicy przez noc, aby zapewnić ludziom bezpieczeństwo. Uważa się, że obecnie nie ma większego zagrożenia dla społeczeństwa. Doniesienia o tym, że fast food został dostarczony mężczyźnie na terenie posesji są błędne – dotyczyło to funkcjonariuszy, którzy byli na nocnej zmianie i przekazywali ją kolegom. Rozumiemy, że sytuacja jest frustrująca dla lokalnych mieszkańców i firm – robimy wszystko, co w naszej mocy, aby rozwiązać ten problem tak szybko i bezpiecznie, jak to możliwe. Dziękujemy za cierpliwość i zrozumienie w tej chwili – podała policja w oświadczeniu.
Lokalni mieszkańcy nie mają dostępu do domów
Okazuje się, że policja początkowo zareagowała na szereg gróźb, a uzbrojeni oficerowie weszli nawet wczoraj na teren posiadłości z „negocjatorem”, jednak próba przełamania impasu okazała się nieudana.
Policja zamknęła drogę i ustawiła 50-metrowy kordon obejmujący 30 domów, których mieszkańcy nie mają ciągle do nich dostępu. Wczoraj mieszkaniec jednego z domów poprosił policję o możliwość powrotu, aby tylko wziąć ładowarkę do telefonu.
– Czy mogę po prosu wejść do środka i złapać ładowarkę do telefonu – zapytał policjanta mężczyzna na miejscu zdarzenia.
W odpowiedzi usłyszał jednak głośne: „Nie”, bo cała ulica została uznana za „niebezpieczną”. Sąsiad tak naprawdę dopiero drugiego dnia oblężenia zorientował się, co się stało i został zmuszony do pozostania w domu swoich rodziców.
Pojawiły się pogłoski, że nieruchomość, z której mężczyzna miał być eksmitowany to Airbnb, jednak sąsiad zapytany o to, powiedział:
– To jego dom, ale od czasu do czasu przebywają tam przypadkowi ludzie. Nigdy nie słyszałem o żadnych kłopotach ze strony osób tam przebywających.
