Potencjalna powódź w Londynie jest bardziej prawdopodobna, niż mogłoby się wydawać. Aż jeden na osiem domów w stolicy Wielkiej Brytanii znajduje się na obszarach o średnim lub wysokim ryzyku wybicia wód powierzchniowych. To wynik dwukrotnie gorszy niż średnia dla całej Anglii.
Londyn skupia zaledwie niewielki odsetek angielskich nieruchomości, ale to właśnie tutaj koncentruje się największa liczba domów najbardziej narażonych na zalania. Skala zjawiska sprawia, że temat przestaje być abstrakcyjnym problemem urbanistów.
Londyn w czołówce zagrożenia powodziowego
Londyn odpowiada za około 7,4 proc. wszystkich nieruchomości w Anglii. Niemal 30 proc. domów zaliczanych do kategorii wysokiego ryzyka powodziowego znajduje się właśnie tutaj. Zagęszczenie zabudowy, uszczelnione powierzchnie i specyfika infrastruktury miejskiej potęgują skutki intensywnych opadów. Oznacza to częstsze zalewanie ulic, piwnic i osiedli, nawet jeśli rzeki pozostają w swoich korytach. W przeciwieństwie do klasycznych powodzi rzecznych woda pojawia się bez ostrzeżenia, co czyni ją szczególnie niebezpieczną dla mieszkańców aglomeracji.
Wiktoriańskie systemy kanalizacyjne na granicy wytrzymałości
Wraz ze wzrostem częstotliwości intensywnych opadów deszczu liczba zagrożonych nieruchomości w Anglii może wzrosnąć z obecnych 4,6 miliona do ponad 6 milionów do 2060 roku. Szczególnie niepokojący jest potencjalny, aż 66-procentowy wzrost liczby domów w kategorii najwyższego ryzyka. Londyn jest tu przypadkiem podręcznikowym.

Systemy odwadniające, w dużej mierze zaprojektowane w epoce wiktoriańskiej, pracują dziś na granicy swoich możliwości. Gdy krótkotrwałe, ale intensywne opady przeciążają kanalizację, woda naturalnie szuka ujścia na powierzchni.
Plan awaryjny w każdej szufladzie
W obliczu zagrożenia rośnie znaczenie praktycznego podejścia do bezpieczeństwa domu. Eksperci rynku nieruchomości podkreślają, że kluczowe staje się poznanie lokalnego ryzyka, regularna kontrola odpływów oraz inwestowanie w proste zabezpieczenia, zdolne do ograniczenia skutków zalania.
Coraz częściej mówi się też o potrzebie posiadania domowego planu awaryjnego i podstawowego zestawu na wypadek nagłych zdarzeń pogodowych. W mieście takim jak Londyn przygotowanie na ekstremalne zjawiska przestaje być domeną służb.

