Rewolucja energetyczna zaczyna się w najmniej spektakularnym miejscu – pod warstwą tynku, w strukturze ścian i dachów. To tam rozgrywa się masowa termomodernizacja domów. Coraz mocniej wybrzmiewa przekonanie, że rozproszone programy nie są w stanie sprostać potrzebom.
Jak wynika z danych przywoływanych przez The Guardian, w grze są gigantyczne środki – aż 15 mld funtów w 3 lata na izolację, pompy ciepła i panele słoneczne – ale równie istotne są standardy wykonania, zaufanie mieszkańców i długofalowe efekty społeczne.
Modernizowanie na sztuki to za mało na klimatyczną rewolucję
Eksperci z think tanku Common Wealth przekonują, że Anglia potrzebuje gruntownej zmiany podejścia do termomodernizacji. Zamiast zlecać prace prywatnym firmom wyłanianym w przetargach, proponują powołanie lokalnych „korporacji ds. ulepszania domów”, działających przy samorządach. Takie jednostki miałyby przejąć pełną odpowiedzialność za ocieplanie budynków i wdrażanie rozwiązań niskoemisyjnych. Zdaniem think tanku pozwoliłoby to lepiej wykorzystać publiczne pieniądze i podnieść jakość wykonania.
Model oparty na tworzeniu wyspecjalizowanych struktur modernizacyjnych oznacza zmianę filozofii działania z krótkoterminowych projektów na stały, przewidywalny proces. W takim układzie to władze lokalne są operatorem zmian, a nie tylko pośrednikiem w pozyskiwaniu pieniędzy.
Dotychczasowy system, w którym samorządy łączą siły, by wspólnie aplikować o finansowanie, pozwala modernizować zaledwie kilkanaście–kilkadziesiąt domów rocznie w jednej jednostce – całe nic. Przy milionach budynków wymagających poprawy efektywności energetycznej takie tempo wyraźnie odstaje od ambicji klimatycznych. Wielka Brytania zamierza do 2035 roku zredukować emisje gazów cieplarnianych ze wszystkich sektorów o 81 proc. względem roku 1990.
140 tys. specjalistów poszukiwanych od zaraz
Co więcej, raport National Audit Office wykazał, że niemal wszystkie domy z zewnętrzną izolacją ścian w poprzednich programach wymagały poprawek. W przypadku izolacji wewnętrznej problem dotyczył ponad jednej czwartej budynków. Te statystyki zmieniają perspektywę z pytania „jak szybko” na pytanie „jak dobrze”.
Równie imponująca jest skala zapotrzebowania na kadry. Common Wealth szacuje się, że do realizacji planów potrzeba około 140 tys. wykwalifikowanych specjalistów pozyskiwanych bezpośrednio przez rady lokalne.

W nowym podejściu termomodernizacja przestaje być indywidualną decyzją właściciela domu. Częściej mówi się o działaniach prowadzonych „ulica po ulicy”, obejmujących całe społeczności jednocześnie. Taki model odwraca logikę uczestnictwa, w której zamiast skomplikowanych wniosków pojawia się automatyczne włączenie do programu z możliwością rezygnacji.
Transformacja energetyczna przestaje być abstrakcyjnym celem klimatycznym, a zaczyna być codziennym doświadczeniem mieszkańców odczuwalnym w portfelu, w temperaturze w salonie i w poczuciu, że zmiana dzieje się tuż za progiem.

