Pasażer wyssany przez wybite okno samolotu Ryanair jest tak straumatyzowany, że nie wyobraża sobie kolejnej podróży samolotem. Do zdarzenia doszło podczas lotu z Salonik w Grecji do Memmingen w Niemczech. Tuż po starcie pękło okno, a różnica ciśnień spowodowała dosłownie wyssanie pasażera z kabiny. Był to Ljubiš Karovic. Prawdopodobnie uratowało go to, że miał zapięte pasy oraz inni pasażerowie, którzy wciągnęli go do kabiny. Ich zdaniem załoga Ryanair nie zrobiła nic, aby pomóc.
Ljubiš Karovic – człowiek wyssany z Ryanaira
Jak podaje Fox News, zdaniem eksperta lotniczego Richarda J. Levy’ego, byłego kapitana American Airlines i instruktora szkolenia załóg Boeinga 737, dekompresja nastąpiła po tym, jak fragment silnika najprawdopodobniej odpadł i uderzył w okno. Pęknięte okno wraz z różnicą ciśnień między kabiną a zewnętrzem wytworzyło silne ssanie. Przy feralnym oknie siedział obywatel Serbii, Ljubiš Karovic, który podróżował z żoną do Niemiec. Został on częściowo wyciągnięty poza kabinę i odniósł poważne obrażenia.
Żona pasażera, Svetlana Grković, powiedziała serbskiemu portalowi Nova, że natychmiast zareagowała, chwytając go za nogi. Pomogli jej inni pasażerowie. Uratowali mu życie, trzymając go, gdy głowa i barki zostały wciągnięte przez otwór po oknie i następnie wciągnęli do środka. Mężczyzna w tym czasie wielokrotnie zemdlał.
Załoga sparaliżowana ze strachu
Ryanair potwierdził, że samolot bezpiecznie wrócił do Salonik po tym wydarzeniu, a na lotnisku została udzielona pomoc. Jednak o ile zachowanie pilota, który spokojnie zawrócił samolot i bezpiecznie wylądował, nie budzi zastrzeżeń, o tyle pojawia się wiele zarzutów co do zachowania personelu pokładowego.
Jak podał The Guardian według relacji pasażerów cała „akcja ratunkowa” odbyła się bez udziały załogi. Pasażerowie trzymali Ljubiša (w tym jego żona), aby nie został wyrwany z siedzenia i to oni wciągnęli go z powrotem. Zdaniem pasażerki siedzącej niedaleko, sytuację uratował jeden konkretny. Najpierw wciągał Ljubiša a potem zabezpieczył okno – zasłonił je walizką.
W tym czasie załoga Ryanaira siedziała na swoich miejscach, według pasażerów sparaliżowana ze strachu albo nie wiedząca co robić.
Potwierdza to prawnik wynajęty przez poszkodowanego Vasilis Tsiaras:
„Mój klient zemdlał dwa lub trzy razy — raz na zewnątrz samolotu, gdy został wyssany przez okno, i dwa razy w środku, gdy ponownie stracił przytomność. W żadnym momencie załoga pokładowa nie zaproponowała pomocy.”
Czy załoga ma ratować pasażerów czy siedzieć z maskami?
Ryanair twierdzi, że podczas dekompresji i szybkiego zniżania pasażerowie i załoga muszą zapiąć pasy i założyć maski tlenowe. Zdaniem linii lotniczej działanie załogi było prawidłowe.
„Gdy tylko samolot zszedł na bezpieczną wysokość, nasza załoga pokładowa zajęła się panem Karoviciem i udzieliła mu pomocy, przenosząc go na inne miejsca (obok żony) i organizując, by lekarz na pokładzie został z nimi, aż samolot bezpiecznie wylądował.”
Rzeczywiście zasady są jednoznaczne. Wszyscy słyszymy je w instrukcji bezpieczeństwa przed każdym lotem: „najpierw załóż maskę sobie, potem dziecku czy innej osobie”. Jednak niewielu z nas myśli o tym, że te same reguły dotyczą załogi. Załoga (i pasażerowie) mają w pierwszej kolejności zabezpieczyć siebie — założyć maskę tlenową i zapiąć pasy — zanim podejmą jakiekolwiek działania ratunkowe wobec innych.
Przy nagłej dekompresji na dużej wysokości (np. powyżej 30 000-35 000 stóp) czas świadomości bez tlenu (tzw. „czas użytecznej świadomości”) może wynosić zaledwie kilkanaście do kilkudziesięciu sekund. Jeśli członek załogi rzuci się do pomocy pasażerowi bez założenia własnej maski, sam straci przytomność w ciągu tego krótkiego okna — i wtedy nie pomoże już nikomu, w tym sobie. To nie jest wybór między „ratować życie” a „siedzieć z maskami” — założenie maski jest pierwszym krokiem ratowania życia, także cudzego, bo tylko przytomny członek załogi może komukolwiek pomóc.
Gdy samolot zejdzie na bezpieczną wysokość (zwykle ok. 10 000 stóp, gdzie powietrze ma wystarczająco tlenu bez masek), procedura zmienia priorytet — załoga ma wtedy obowiązek ocenić stan pasażerów, udzielić pierwszej pomocy, zabezpieczyć rannych. Dokładnie to twierdzi Ryanair, że zrobiono w przypadku Karovicia — przesadzenie go obok żony i zorganizowanie lekarza z pokładu.
Prawnik kwestionuje zachowanie załogi
Prawnik Karovicia ma zastrzeżenie do tego, co się działo zaraz po ustabilizowaniu lotu na bezpiecznej wysokości. Czy załoga faktycznie ruszyła z pomocą od razu, czy dopiero po dłuższym czasie, gdy pasażer już kilkukrotnie tracił przytomność. To będzie kluczowa kwestia faktyczna do ustalenia (np. na podstawie zapisów czasu, zeznań świadków), a nie kwestia tego, czy zasada bezpieczeństwa sama w sobie była słuszna.
Trauma po wypadku
Ljubiša Karović, powiedział, że przeżycie wciąż go prześladuje, i że teraz cierpi na ataki paniki za każdym razem, gdy słyszy samolot. Niemieckiemu portalowi Bild przekazał: „te kilka minut to zwyczajnie koszmar, którego nie potrafię wyrazić słowami”, a dalej dodał, cytując LBC: „Nawet nie rozważam wsiadania na kolejny lot. Za każdym razem, gdy słyszę samolot, dopada mnie stres i gorączka. Nie czuję się dobrze, gdy słyszę samolot”.
„Psychicznie jestem na dnie. To wpływa zarówno na moją pracę, jak i rodzinę. To całkowity przewrót w moim życiu”.
