Rosnące ceny paliw w Europie ponownie wywołały efekt domina przy granicach. Gdy w Niemczech średnia cena diesla i benzyny przekroczyła psychologiczną barierę dwóch euro za litr, kierowcy ruszyli na wschód. W przygranicznych miejscowościach Dolnego Śląska i Lubuskiego tworzą się kolejki samochodów z niemieckimi tablicami rejestracyjnymi. Hasło „Niemcy tankują w Polsce” przestało być tylko medialnym skrótem – to realny obraz sytuacji na stacjach w Zgorzelcu, Słubicach czy Gubinie.
Bezpośrednim impulsem do podwyżek stały się napięcia geopolityczne i wzrost cen ropy na rynkach światowych. W Niemczech dodatkowym czynnikiem jest rosnąca opłata za emisję CO₂, która w tym roku sięga 65 euro za tonę. To właśnie ten element systemu podatkowego w dużej mierze odpowiada za to, że różnica cen między Niemcami a Polską znów jest wyraźnie odczuwalna.
Niemcy tankują w Polsce, bo różnice w cenie są znaczące
Według danych niemieckiego automobilklubu ADAC średnia cena paliwa w porannym szczycie przekroczyła 2,05 euro za litr, by później spaść nieznacznie poniżej 2 euro. Diesel szczególnie silnie reaguje na zawirowania rynkowe. To właśnie on jako pierwszy przebił granicę dwóch euro – po raz pierwszy od końca 2022 roku.
Po polskiej stronie granicy ceny są wyraźnie niższe. W zależności od regionu litr benzyny czy oleju napędowego kosztuje równowartość około 1,45–1,60 euro. Przy tankowaniu 50-litrowego baku oznacza to oszczędność rzędu 20–30 euro. Dlatego dla mieszkańców przygranicznych landów to wystarczający argument, by nadłożyć kilkanaście kilometrów drogi.
Efekt widać gołym okiem. Na stacjach przy centrach handlowych i głównych trasach dojazdowych do granicy ustawiają się sznury aut z Saksonii i Brandenburgii. Lokalne media opisują sytuacje, w których niemal przy każdym dystrybutorze stoi samochód z niemiecką rejestracją. Dla części polskich kierowców oznacza to dłuższe oczekiwanie i chwilowe braki paliwa na najbardziej obleganych stacjach.
Rząd nie reaguje, a Niemcy tankują w Polsce
Mimo gwałtownych podwyżek niemiecki rząd nie planuje obecnie wprowadzenia czasowych ulg podatkowych ani dopłat do paliwa. Minister gospodarki podkreśla, że problem dotyczy cen. Fizycznie nie brakuje surowca. Niemcy, podobnie jak Polska, importują ropę z różnych kierunków i nie sygnalizują ryzyka przerwania dostaw.
Ekonomiści ostrzegają jednak, że ingerencja państwa w postaci obniżki podatków mogłaby osłabić sygnał cenowy i zwiększyć konsumpcję paliw w momencie, gdy rynki są wyjątkowo niestabilne. W praktyce oznacza to, że wysokie ceny mogą się utrzymać.
Panika nie tylko przy granicy. Tankowanie na zapas w UK i Irlandii
Nerwowość widać nie tylko na granicy polsko-niemieckiej. W Wielkiej Brytanii i Irlandii kierowcy zaczęli tankować „na zapas” w obawie przed kolejnymi skokami cen. W niektórych regionach UK lokalne stacje odnotowały chwilowe braki paliwa. Zwłaszcza tam, gdzie pojawiły się długie kolejki i wzmożony popyt.

fot shutterstock.com
Eksperci podkreślają, że nie chodzi o realny niedobór surowca, lecz o efekt psychologiczny. Gdy kierowcy widzą rosnące ceny ropy i doniesienia o konflikcie na Bliskim Wschodzie, reagują prewencyjnie. To z kolei powoduje chwilowe zaburzenia w logistyce. Dlatego kierowcy mają wrażenie, że paliwa może zabraknąć.
Niestabilne ceny i ryzyko dalszych podwyżek
Obecna sytuacja na rynku paliw jest wyjątkowo wrażliwa na czynniki zewnętrzne. Cena baryłki ropy oscyluje wokół poziomów, które w przeszłości przekładały się na szybkie podwyżki na stacjach. Jeśli notowania utrzymają się powyżej 80–90 dolarów za baryłkę, kierowcy w całej Europie muszą liczyć się z kolejnymi wzrostami.
Różnice podatkowe między krajami UE sprawiają, że zjawisko „Niemcy tankują w Polsce” może utrzymywać się tak długo, jak długo luka cenowa będzie znacząca. Jednak od 2027–2028 roku planowane jest wprowadzenie bardziej ujednoliconego systemu opłat za emisję CO₂ w całej Unii Europejskiej. To może stopniowo zmniejszyć te dysproporcje.
Czy grożą nam realne braki paliwa?
Na ten moment ani Polska, ani Niemcy nie informują o zagrożeniu ciągłości dostaw. Problemem jest cena, nie dostępność surowca. Jednak lokalnie – na najbardziej obleganych stacjach przy granicy – mogą pojawiać się czasowe braki wynikające z nagłego wzrostu popytu.
Historia pokazuje, że to właśnie panika i masowe tankowanie „na wszelki wypadek” potrafią wywołać krótkotrwałe niedobory.

