Europejski Trybunał Praw Człowieka orzekł, że firmy mają prawo do monitorowania prywatnych wiadomości pracowników wysyłanych w godzinach pracy. Taka zasada obowiązuje od tej pory w krajach Unii Europejskiej.
Sędziowie uznali, że oskarżana o naruszenie prywatności firma miała prawo do przeglądania tego, co w godzinach pracy pisze jej pracownik, korzystający na służbowym sprzęcie z Yahoo Messengera. Czy po tym orzeczeniu pozostały jeszcze jakieś granice prywatności?
– Wiele zależy w tym przypadku od wewnętrznych regulacji firmy i jej polityki prywatności – mówi Felicity Carroll z kancelarii City Law Firm. – Jeśli pracownik akceptuje zasady jasno określające, że w godzinach pracy zabronione jest posługiwanie się serwisami Social Media lub wysyłanie prywatnych wiadomości za pomocą komunikatorów, w przypadku złamania tych zasad trudno później powoływać się na prawo do prywatności.
– Układ jest prosty – podsumowuje Felicity. – Ty zgadzasz się na zasady panujące u twojego pracodawcy, a on zgadza ci się płacić. Jeśli czegoś nie wiesz, zapytaj. Jednak nadal istnieją bariery. Pracodawca, znając dane dostępowe, nie może np. logować się do twojego Facebooka i przeglądać tego, co nie dotyczy spraw zawodowych.
Europejski Trybunał Praw Człowieka w swym przełomowym orzeczeniu uznał, że polityka prywatności europejskich firm musi zawierać – oprócz zakazów – także zapisy chroniące pracownika przed próbami naruszania jego prywatności.
Sędziowie ze Strasburga wydali wyrok we wtorek. Od tej pory obowiązuje we wszystkich krajach, które ratyfikowały Europejską Konwencję Praw Człowieka, zatem także w Wielkiej Brytanii, choć tu, zgodnie z zasadami członkostwa UK w EU, sędziowie muszą wyroki Trybunału uwzględniać, ale nie są nimi związani.
Pozew do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka złożył inżynier z Rumunii, który w 2007 roku został zwolniony za używanie w godzinach pracy Yahoo Messengera do prywatnej korespondencji. Inżynier uznał, że czytając korespondencję, pracodawca złamał jego prawo do prywatności i żądał słonego odszkodowania.
Sędziowie Trybunału uznali jednak, że firma nie popełniła błędu i oddalili wniosek Rumuna.

