Czy Polacy nie potrafią cieszyć się życiem po przekroczeniu pewnego wieku? Czy rzeczywiście można odnieść wrażenie, że Brytyjczycy na emeryturze starają się odcinać kupony i dobrze bawić, a Polacy zaczynają chodzić po lekarzach?
Polacy w pewnym wieku zaczynają chodzić tylko po lekarzach?
„Polacy na starość całe życie u lekarza, pół wypłaty na recepty i wegetacja. Anglicy w pubie, w Tajlandii czy na innych wakacjach” – oto, jak krytyczną diagnozę naszych rodaków postawił młody mężczyzna – Polak mieszkający na stałe w UK. Ale czy ma rację?
To raczej trudno stwierdzić, a nasze opinie w tym względzie mogą się opierać przede wszystkim na przypuszczeniach i obserwacjach naszego otoczenia. Z pewnością jednak warto w takim wypadku wziąć pod uwagę uwarunkowania społeczno-ekonomiczne – na przykład to, że Brytyjczycy, mimo trwającego obecnie kryzysu kosztów życia, zwyczajnie na znacznie więcej mogą sobie pozwolić. I to właśnie dlatego o wiele bardziej prawdopodobne jest, że na wczasach w Tajlandii natkniemy się na Brytyjczyków – zarabiających pewnie przez większość życia, a teraz pobierających emerytury w funtach – niż Polaków, którzy na swoje emerytury pracowali jeszcze w czasach PRL-u.
Polacy krytykują lekarzy pierwszego kontaktu
Poza tym z całą pewnością można stwierdzić, że Polacy nie tyle chodzą po lekarzach (także młodzi), ale cenią sobie możliwość konsultacji lekarskiej w kraju rodzinnym. Widać to w każdej niemal dyskusji imigrantów z Polski mieszkających w Wielkiej Brytanii na temat służby zdrowia. Polacy powszechnie krytykują lekarzy pierwszego kontaktu za stawianie błędnych diagnoz, ignorancję, przepisywanie na wszystko paracetamolu i uparte odmawianie podania antybiotyków. „Oni tutaj nie potrafią leczyć, dobierać leków a i nawet zbadać człowieka. Dwa razy miałam zapalenie oskrzeli po przeziębieniu, bo odmówili antybiotyków na podstawie, że „płuca są czyste” i że to „wirus” i antybiotyk nie pomoże, męczyłam się kilka tygodni i dopiero gdy zmusiłam ich do antybiotyków, to wszystko przeszło, miałam już dreszcze i gorączkę bo weszła bakteria. Domowe sposoby nie pomagały, a od kaszlu miałam zakwasy na brzuchu i odruch wymiotny przy napadzie” – napisała jedna z internautek. A wtórowała jej inna, mówiąc: „Moja mama kiedyś miała kaszel.. tutaj GP nic nie zrobili, bo dla nich to było normalne. Pojechała do Polski na ślub i wylądowała w szpitalu na izolatce bo miała ’ krztusiec ’ ..”.
Polacy mają dość mitycznego paracetamolu?
W dyskusjach na forach Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii można odnieść wrażenie, że mają oni serdecznie dosyć ciągłego przepisywania im przez lekarzy pierwszego kontaktu paracetamolu. Szczególnie dużo krytyki spadło na lekarzy GP ostatnio, gdy okazało się, że na Wyspach od jesieni zmarło przynajmniej 19 małych dzieci na skutek zakażenia paciorkowcem. „Bo tak to jest jak lekarze lekceważą objawy i karzą brać paracetamol” – skarżył się ostatnio jeden z internautów. A inny wtórował: „Paracetamol to lek na wszystko. Koszmar, ale niestety jest to w Anglii główne lekarstwo przepisywane pacjentom”.
Służba zdrowia nad Wisłą jest najwyżej oceniana przez osoby, które miały do czynienia z angielskimi lekarzami. W historiach internautów powtarza się motyw diagnozowania poważniejszych chorób w Polsce po tym, jak miejscowy lekarz kilkakrotnie bagatelizował dolegliwości. „Ubezpieczenie płacić musisz, ale leczyć się już niekoniecznie. Ja w razie poważnej sytuacji kupuję bilet i kierunek Polska. Nie ryzykuje życia swojego i rodziny” – pisał kiedyś młody Polak w mediach społecznościowych. A do podobnych wniosków doszła też Polka mieszkająca na Wyspach ok. 10 lat, mówiąc: – Jeszcze nigdy tu nie byłam u lekarza. Dwa razy w roku latam na urlop do Polski i to tam idę do dentysty, robię badania czy co tam chcę. W UK brytyjscy lekarze są na poziomie beznadziejnym. W Polsce salowa ma większe doświadczenie niż brytyjski lekarz”.
Coraz więcej lekarzy GP nie chce przyjmować pacjentów stacjonarnie
Niestety po pandemii Covid-19 niektórym lekarzom pierwszego kontaktu weszło w krew przyzwyczajenie, żeby udzielać porad swoim pacjentom drogą telefoniczną lub online. Praktyki te nie powinny mieć jednak miejsca, a jak podał w listopadzie dziennik „The Daily Telegraph”, NHS zapowiedziało ujawnianie danych lekarzy i przychodni lekarskich zlokalizowanych na terenie Anglii, którzy nie zapewnili pacjentom odpowiedniego dostępu do opieki medycznej na Wyspach. Twarde dane mają pokazać, jak długo ludzie muszą czekać na wizytę u lekarza i jaki odsetek tych wizyt odbywa się osobiście, „twarzą w twarz”, a jaki zdalnie.