Kiedy w konkursie na jedno z najbardziej prestiżowych stanowisk w europejskim świecie muzycznym staje 140 kandydatów, a faworytką okazuje się jedyna osoba nieposługująca się na starcie językiem niemieckim, staje się jasne, że w branży nadchodzi rewolucja. Polka jest dyrektorką filharmonii w Kolonii. Ten wybór wskazuje jednak na ważny trend i zmiany.
Wybór Ewy Bogusz-Moore na szefową Kölner Philharmonie oraz spółki zarządzającej KölnMusik to wydarzenie bez precedensu. Przejęcie sterów po Louwrensie Langevoorcie, który kierował kolońską instytucją przez pełne dwie dekady, zakończyło pewną epokę. To pierwszy przypadek w historii, kiedy Polka jest dyrektorką filharmonii o tak gigantycznym znaczeniu w Niemczech. Dlatego wybór ten przełamuje utarte schematy, narodowościowe bariery i sztywne struktury instytucjonalne.
Od wiolonczeli do zarządzania kulturą
Droga Ewy Bogusz-Moore do fotela dyrektorskiego w Kolonii nie opierała się na klasycznym awansie urzędniczym. Z wykształcenia jest wiolonczelistką. Jednak decyzję o przejściu na „drugą stronę mocy” podjęła pod koniec studiów. Zrozumiała wówczas, że to budowanie relacji, strategia i kreowanie przestrzeni dla innych artystów dają jej największą satysfakcję. Jej dotychczasowe dokonania – promocja polskiej kultury w Instytucie Adama Mickiewicza oraz sukcesy na stanowisku dyrektorki Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia (NOSPR) w Katowicach – udowodniły, że ma nie tylko wyczucie artystyczne, ale i talent menedżerski. To właśnie ta wszechstronność przekonała komisję rekrutacyjną. Ta szukała bowiem lidera potrafiącego łączyć wizję artystyczną z wymogami ekonomicznymi.
Przełamując niemiecką hierarchię i bariery językowe
Wjazd do Niemiec bez płynnej znajomości języka był wyzwaniem, które sama zainteresowana porównuje do zdobywania Mount Everestu. W sztywnym, mocno zhierarchizowanym niemieckim środowisku organizacyjnym okazało się to jednak ożywczym powiewem. Początkowa komunikacja po angielsku naturalnie skróciła dystans w zespole i zniwelowała bariery formalne. Z czasem przechodzenie na „ty” i budowanie kultury otwarcia zdominowały codzienne relacje pracownicze. Dziś cały zespół komunikuje się już po niemiecku. Natomiast nawyki partnerskiego zarządzania pozostały.
Wizja „Open House” i wyzwania współczesnej publiczności
Nowa dyrektorka stawia na koncepcję filharmonii jako domu otwartego. Zarówno w wymiarze fizycznym, jak i koncepcyjnym. Koloński kompleks mieści pod jednym dachem filharmonię, prestiżowe Ludwig Museum, forum filmowe oraz dwie wybitne orkiestry. Ewa Bogusz-Moore dąży do zacierania granic między tymi światami. Dlatego tworzy przestrzeń, w której różne dziedziny sztuki przenikają się na co dzień. Jednym z największych wyzwań pozostaje przyciągnięcie młodszej publiczności oraz odbudowanie nawyków uczestnictwa w koncertach na żywo po pandemii. Odpowiedzią na te potrzeby są eksperymentalne projekty łączące muzykę z ruchem i obrazem, takie jak festiwal „In Motion” czy uznany festiwal muzyki współczesnej „Acht Brücken”.

fot. shutterstock.com
Równowaga, pragmatyzm i odrobina popu z 2017 roku
Za wielką strategią kryje się bardzo pragmatyczne podejście do życia i pracy. Dzień dyrektorki zaczyna się od porannego sportu – pływania lub biegania – który pozwala jej złapać dystans w świecie zdominowanym przez ciągły kontakt z ludźmi. Co ciekawe, podczas skupienia w pracy Ewa Bogusz-Moore nie słucha muzyki klasycznej. Ta wymaga bowiem od niej zbyt głębokiej analizy.
Zamiast tego sięga po sprawdzone, znane utwory popowe z 2017 roku ze swoich prywatnych list na Spotify, które działają na nią relaksująco. Zapytana o osobiste preferencje i wybór między kultową niemiecką kiełbaską a rodzimymi tradycjami, bez wahania odpowiada, że na jej stole wciąż bezkonkurencyjne pozostają polskie pierogi.
