Pożar mostu kablowego nad kanałem Teltow, prowadzącego do elektrowni Lichterfelde, wywołał w weekend poważną awarię zasilania w południowo-zachodnich dzielnicach Berlina. Jak wskazał Berliner Zeitung, wygląda na to, że incydent ma charakter polityczny.
W mgnieniu oka brak prądu dotknął około 45–50 tys. gospodarstw domowych oraz dodatkowo ponad 2000 przedsiębiorstw.
Blackout w Berlinie to nie przypadek
Burmistrz Berlina Kai Wegner poinformował, że incydent ma charakter polityczny, a sprawcami są prawdopodobnie lewicowi ekstremiści. Pojawił się bowiem list niejakiej Grupy Wulkan, w którym przyznaje się ona do sabotażu.
…doszło do przerw w dostawach prądu w zamożniejszych dzielnicach Wannsee, Zehlendorf i Nikolassee. Celem akcji nie były przerwy w dostawach prądu, ale energetyka oparta na paliwach kopalnych. Przepraszamy mniej zamożnych mieszkańców południowo-zachodniej części Berlina. W przypadku wielu właścicieli willi w tych dzielnicach nasze współczucie jest ograniczone… – zacytował Berliner Zeitung.
Pismo jest uznawane za wiarygodne. Co więcej, opisane działania pokrywają się z wcześniejszymi atakami na infrastrukturę energetyczną. Poza tym uszkodzenia kabli nie mogły być dziełem przypadku, ponieważ zapalniki umieszczono bezpośrednio pod przewodami, a siła ognia przewyższała możliwości konwencjonalnej bomby samoróbki.
Tymczasowe rozwiązania ratują pierwsze tysiące domów
Wprowadzane tymczasowe rozwiązania wymagają połączenia dwóch technologii kablowych – kabla z tworzywa sztucznego z kablem olejowym. Operacja wymaga nadzorowania przez ekspertów, wykopów o głębokości 14 metrów, dodatnich temperatur i środowiska wolnego od pyłu. Ze względu na śnieg i niskie temperatury na miejscu ustawiono ogrzewane namioty. Umożliwiają one pracę w trudnych warunkach pogodowych.

Pierwsze działania naprawcze pozwoliły przywrócić prąd około 10 tys. gospodarstwom domowym oraz 150 firmom. Pełne odtworzenie dostaw energetycy planują na najbliższy czwartek po południu.
Brak prądu w Berlinie jest sygnałem alarmowym dla Europy
Berlin dysponuje siecią energetyczną o długości około 35 tys. kilometrów, z czego 99 proc. znajduje się pod ziemią. Mimo to nawet niewielkie zakłócenia w dostawach prądu mogą mieć poważne konsekwencje, ponieważ wpływają nie tylko na same źródła energii elektrycznej, ale też na systemy ogrzewania, komunikację komórkową, sygnalizację świetlną czy działanie sklepów. Tak szeroki zakres problemów sprawia, że z każdą godziną pauzy w dostawach sytuacja staje się wyjątkowo uciążliwa.
Aktualna awaria stała się nie tylko testem dla służb technicznych, ale także przy okazji sygnałem alarmowym dla miast w Europie pokazującym, jak infrastruktura, którą często uważamy za niezawodną, może nagle przestać działać.

