Ceny paliw na stacjach to temat, który co pewien czas wraca ze zdwojoną siłą. Tym razem jednak nie chodzi wyłącznie o koszty tankowania, lecz o możliwe zmiany systemowe mogące ograniczyć sposób korzystania z samochodów.
Jak podaje express.co.uk, w Wielkiej Brytanii analizowane są scenariusze obejmujące zarówno ograniczenia prędkości, jak i racjonowanie paliwa.
Ceny paliw na stacjach wystrzeliły. Winny globalny konflikt
Na przestrzeni ostatnich 18 miesięcy ceny paliw osiągnęły jedne z wyższych poziomów, a w niektórych momentach wzrosty sięgały kilkunastu procent w skali roku. Przez konflikt na Bliskim Wschodzie przeciętny kierowca płaci nawet o 20–30 proc. więcej za tankowanie niż kilka miesięcy temu.
Olej napędowy zdrożał o 18 pensów na litrze – do 160,3 p, i jest to najwyższy poziom od listopada 2023 roku. Benzyna również podrożała, ale w mniejszym stopniu – z 132,8 p do 141,5 p za litr. Struktura ceny paliwa wyjaśnia, dlaczego podwyżki są tak dotkliwe. Ponad połowa ceny litra trafia do budżetu państwa w formie podatków. Sama akcyza paliwowa wynosi obecnie 52,95 pensa na litr. Jak widać, tylko część ceny zależy bezpośrednio od kosztu ropy, a reszta wynika z polityki fiskalnej państwa.
Rząd Wielkiej Brytanii podkreśla, że sytuacja jest stabilna, a stacje paliw w UK są dobrze zaopatrzone. To jednocześnie nie wyklucza scenariuszy kryzysowych. Importy docierają zgodnie z planem, jednak globalna niepewność sprawia, że konieczne jest przygotowanie planów awaryjnych. Właśnie w takim ujęciu pojawiają się pomysły wprowadzenia ograniczeń dla kierowców.
Maksymalnie 80 km/h zamiast gazu do dechy. Tak można oszczędzać paliwo
Jednym z rozważanych rozwiązań jest obniżenie maksymalnej prędkości do 50 mph, czyli około 80 km/h, ponieważ przy niższych prędkościach zużycie paliwa spada nawet o 10–15 proc. W skali całego kraju mogłoby to oznaczać oszczędności liczone w milionach litrów paliwa tygodniowo.
To rozwiązanie ma dodatkowy korzystny efekt uboczny: zmniejszenie emisji CO₂. Przy wolniejszej jeździe silniki pracują efektywniej pod względem zużycia paliwa, co przekłada się na niższe spalanie i mniej obciąża środowisko.
Scenariusz kryzysowy: paliwo tylko w limitowanych ilościach
Znacznie bardziej radykalnym pomysłem jest wprowadzenie systemu racjonowania paliwa przypominający wydawanie towaru na kartki. Tego typu rozwiązania były stosowane zwłaszcza w okresach kryzysów energetycznych. Polegają one na przydzielaniu określonej ilości paliwa na osobę lub pojazd.

Efektywność takiego systemu szacuje się na ograniczenie zużycia paliwa o 20–25 proc., co w sytuacji poważnych niedoborów byłoby niezbędne dla utrzymania funkcjonowania gospodarki.
Sytuacja jest stabilna – przekonuje rząd
Nie razie nie zdecydowano się na wprowadzenie takich ograniczeń, lecz samo ich rozważanie pokazuje skalę wyzwań, przed jakimi stoi rynek paliw. Warto zauważyć, że już dziś kierowcy odczuwają skutki rosnących cen – średnie wydatki na paliwo stanowią nawet 10–15 proc. miesięcznego budżetu gospodarstw domowych.
Jeśli ceny będą dalej rosły, scenariusze awaryjne mogą przestać być jedynie teorią. Na razie rząd uspokaja, że to rozwiązania „na wszelki wypadek”.

