Nowe dane pokazują, że w wielu regionach Niemiec spada liczba miejsc pracy w przemyśle. To szczególnie ważne dla Polaków zatrudnionych w fabrykach i zakładach produkcyjnych.
Niemiecki przemysł wchodzi w etap cichej, ale bardzo głębokiej zmiany. To już nie są wyłącznie głośne zwolnienia w dużych koncernach. Coraz częściej problem polega na tym, że firmy nie zatrudniają nowych pracowników na miejsce osób odchodzących na emeryturę. Stopniowo ograniczają rekrutacje. Dlatego zmniejszają zatrudnienie bez spektakularnych decyzji kadrowych. Tną etaty dyskretnie i niemal niezauważalnie… do czasu, gdy nie szukasz pracy.
W efekcie liczba etatów w przemyśle spada nawet wtedy, gdy zakłady formalnie nadal działają. Oznacza to wprost mniej nowych miejsc pracy i większą konkurencję o dostępne stanowiska. Szczególnie dotyczy to osób zatrudnionych w fabrykach i łańcuchach dostaw. A to stanowiska, na których pracuje wielu Polaków.
Praca w fabrykach znika „po cichu”
Zmiana na niemieckim rynku pracy przemysłowej nie zawsze ma formę zwolnień grupowych. W wielu zakładach firmy nie zastępują pracowników odchodzących na emeryturę nowymi. Natomiast umowy czasowe nie są przedłużane. Produkcja jest coraz częściej automatyzowana lub przenoszona do innych lokalizacji. Dlatego część działów stopniowo się kurczy.

fot. shutterstock.com
W praktyce oznacza to, że zakład może funkcjonować dalej. Jednak liczba zatrudnionych systematycznie maleje. Nowe rekrutacje pojawiają się rzadziej niż jeszcze kilka lat temu. Dla pracowników, w tym nawet doświadczonych, wejście do przemysłu jest trudniejsze.
W tych landach najbardziej tną etaty
Badenia-Wirtembergia – serce przemysłu pod presją
Ten land nadal pozostaje jednym z najważniejszych ośrodków przemysłowych w Europie, jednak jednocześnie jest silnie narażony na redukcję etatów. Głównym źródłem problemów jest motoryzacja oraz jej dostawcy. Zmiana technologiczna w kierunku elektromobilności, spadek znaczenia silników spalinowych oraz automatyzacja powodują, że zapotrzebowanie na pracowników maleje. W wielu zakładach obserwuje się nie tyle masowe zwolnienia, co stopniowe ograniczanie zatrudnienia.
Bawaria – stabilność tylko z pozoru
Bawaria nadal uchodzi za gospodarczy filar Niemiec. Jednak jednocześnie jej przemysł jest silnie uzależniony od sektora motoryzacyjnego. Transformacja w kierunku samochodów elektrycznych oraz reorganizacja łańcuchów dostaw sprawiają, że firmy ostrożniej podchodzą do zatrudniania. Nowe miejsca pracy pojawiają się rzadziej.
Dolna Saksonia – ryzyko związane z Volkswagenem
W Dolnej Saksonii ogromną rolę odgrywa przemysł motoryzacyjny, szczególnie związany z Volkswagenem i jego dostawcami. Transformacja technologiczna oraz presja kosztowa sprawiają, że wiele zakładów nie rozwija zatrudnienia. Zmiany te nie zawsze są widoczne w formie dużych zwolnień, ale raczej w braku nowych etatów.
Hesja – lokalne centra produkcji pod presją
W Hesji szczególnie widoczne są problemy firm powiązanych z motoryzacją i logistyką produkcyjną. Dlatego w wielu miejscach dochodzi do wygaszania mniejszych zakładów, ograniczania zatrudnienia oraz braku uzupełniania wakatów. W efekcie rynek pracy jest mniej dynamiczny, a dostęp do nowych etatów bardziej ograniczony.
Nadrenia Północna-Westfalia – długotrwały spadek znaczenia przemysłu
Nadrenia Północna-Westfalia od lat przechodzi restrukturyzację przemysłu ciężkiego. Spada znaczenie tradycyjnych sektorów takich jak stal i przemysł chemiczny, które dodatkowo znajdują się pod presją kosztów energii i globalnej konkurencji. Zatrudnienie nie znika nagle, ale systematycznie się kurczy. To prowadzi do długofalowego zmniejszania liczby etatów.
Saarland – najbardziej wrażliwy region przemysłowy
Saarland jest szczególnie narażony na redukcję zatrudnienia ze względu na dużą zależność od kilku dużych zakładów przemysłowych. Brak dywersyfikacji gospodarki sprawia, że każda zmiana w dużych firmach niemal natychmiast odbija się na rynku pracy. W praktyce oznacza to większą niestabilność zatrudnienia i ograniczone możliwości tworzenia nowych etatów.

fot. shutterstock.com
Firmy tną etaty. Co to oznacza dla Polaków pracujących w Niemczech?
W niemieckim przemyśle nadal pracuje bardzo wielu obywateli Polski, szczególnie w motoryzacji, logistyce produkcyjnej, montażu oraz w firmach podwykonawczych i agencjach pracy. Dodatkowo wielu Polaków pracuje na umowy czasowe, które przez wiele lat były przedłużane niemal automatycznie. Jednak ta forma zatrudnienia pozwala firmą nie przedłużyć stosunku pracy niemal z dnia na dzień. Dlatego to właśnie Ci pracownicy są częstymi ofiarami cichej recesji w przemyśle. Są zwalniani, gdy firmy tną etaty bez ogłaszania zwolnień. Dla tej grupy zmiany na rynku pracy mają bardzo praktyczne konsekwencje.
Coraz trudniej o nowe kontrakty w fabrykach, ponieważ firmy rzadziej zwiększają zatrudnienie. Agencje pracy mają mniej zleceń, a dostęp do nowych stanowisk produkcyjnych jest ograniczony. Jednocześnie rośnie znaczenie stabilności zatrudnienia w już istniejących miejscach pracy, ponieważ alternatyw jest mniej.
Zmienia się również charakter pracy w przemyśle. Coraz mniej jest klasycznych stanowisk produkcyjnych, a coraz więcej procesów jest automatyzowanych. W efekcie rośnie znaczenie kwalifikacji technicznych. Dlatego wejście do pracy w fabryce nie jest już tak łatwe jak jeszcze kilka lat temu.
Najważniejsza zmiana jest jednak mniej widoczna na pierwszy rzut oka. Rynek pracy w przemyśle przestaje być rynkiem pracownika. Jeszcze niedawno brakowało rąk do pracy w wielu zakładach. Dziś coraz częściej brakuje nowych etatów.
Gdzie sytuacja jest lepsza
Relatywnie stabilniejsze pozostają regiony rozwijające nowe technologie i przemysł wysokiej wartości dodanej, w tym część Saksonii oraz wybrane ośrodki związane z produkcją półprzewodników i nowoczesnych technologii. Jednak ich wzrost nie kompensuje w pełni spadków w tradycyjnym przemyśle.
