Czy osoba z autyzmem lub ADHD, która „dobrze wygląda”, naprawdę nie potrzebuje wsparcia? To pytanie coraz głośniej wybrzmiewa w Wielkiej Brytanii po tym, jak niemal 10 000 osób podpisało petycję przeciwko nowym zasadom obowiązującym w jednym z najsłynniejszych parków rozrywki w kraju – Alton Towers.To jawna dyskryminacja w parku rozrywki – twierdzą autorzy petycji!
Sprawa dotyka znacznie szerszego problemu. Systemowego podważania niewidocznych niepełnosprawności i odbierania osobom neuroatypowym realnych udogodnień. Z drugiej strony, taka “niewidzialna” niepełnosprawność często bywa sposobem na wyłudzenia świadczeń, uprawnień czy udogodnień.
Czy petycja w sprawie kolejek w parku rozrywki będzie symbolem walki o prawa dla osób z ADHD czy Zespołem Aspergera? Czy też uprawnienia dla osób z pewnymi typami niepełnosprawności są naciąganiem systemu. Czego przykładem było choćby Motability czy przyznawanie świadczeń dla osób niepełnosprawnych na “łokieć tenisisty”?
Dyskryminacja w parku rozrywki? Zmiana zasad, która wyklucza
Alton Towers, należący do koncernu Merlin Entertainments, korzysta z systemu Ride Access Pass (RAP). Tenumożliwia osobom z niepełnosprawnościami korzystanie z atrakcji bez konieczności stania w długich kolejkach. Niedawno jednak park – w ramach pilotażu – zawęził kryteria dostępu do RAP. Obecnie opiera się wyłącznie na wybranych symbolach wydawanych przez organizację Nimbus, dostawcę kart dostępu w Wielkiej Brytanii.
W praktyce oznacza to, że osoby z autyzmem, zespołem Aspergera czy ADHD, u których głównym problemem jest przeciążenie sensoryczne, lęk w tłumie czy trudność z regulacją emocji, mogą stracić prawo do „kolejki alternatywnej”. Jeśli nie mają problemów z poruszaniem się lub staniem – muszą czekać jak wszyscy inni.
„To jest dyskryminacja” – twierdzą autorzy petycji
Petycję zainicjowali bracia bliźniacy Jamie i Jason Evans z Shrewsbury. Obaj są w spektrum autyzmu – Jamie ma łagodną postać autyzmu, Jason zdiagnozowany zespół Aspergera. Jak podkreślają, nowy system wprost komunikuje osobom neuroatypowym, że ich trudności „nie liczą się”. I to tylko dlatego, że nie są widoczne na pierwszy rzut oka.
Autorzy petycji wskazują, że stanie w głośnej, zatłoczonej kolejce przez godzinę lub dłużej nie jest dla nich drobną niedogodnością, lecz realnym zagrożeniem dla zdrowia psychicznego. Może prowadzić do ataków paniki, przeciążenia sensorycznego, a w skrajnych przypadkach – konieczności opuszczenia parku.
Ukryta niepełnosprawność, jawne konsekwencje
Sprawa Alton Towers wpisuje się w szerszy kontekst społeczny. W Wielkiej Brytanii osoby z autyzmem i ADHD coraz częściej sygnalizują, że ich schorzenia są podważane również przez instytucje państwowe. W systemie świadczeń PIP (Personal Independence Payment) diagnozy neuroatypowości bywają kwestionowane. Natomiast wsparcie finansowe cofane z argumentem, że dana osoba „funkcjonuje samodzielnie”.

fot. shutterstock.com
Dla wielu to podwójny cios: najpierw brak uznania ze strony państwa, potem utrata praktycznych udogodnień w przestrzeni publicznej. Petycja przeciwko zasadom w parkach rozrywki stała się symbolem tej frustracji.
Dyskryminacja w parku rozrywki a bezpieczeństwo i godność
Sygnatariusze petycji podnoszą jeszcze jeden, rzadziej poruszany argument: bezpieczeństwo. Osoby posiadające RAP mogą łatwiej zasygnalizować obsłudze, że potrzebują pomocy – także w sytuacjach awaryjnych, jak ewakuacja. Odebranie dostępu do systemu oznacza, że osoby z niewidoczną niepełnosprawnością będą „niewidzialne” również dla personelu.
Parki rozrywki kontra neuro różnorodność?
Krytycy decyzji Merlina zwracają uwagę, że inne globalne marki – na czele z Disneyem – od lat rozwijają rozwiązania uwzględniające neurodiversity, czyli różnorodność neurologiczną. Tymczasem brytyjskie parki, zamiast poszerzać dostępność, zawężają ją do najbardziej „klasycznych” form niepełnosprawności. To jest jawna dyskryminacja w parku rozrywki!
Autorzy petycji zapowiadają, że jeśli park rozrywki nie zmieni zasad, oni i ich rodziny zbojkotują atrakcje. Będą wybierać mniejsze parki, które – jak twierdzą – lepiej rozumieją potrzeby osób z niewidocznymi niepełnosprawnościami.
Spór o coś więcej niż kolejki
Choć sprawa dotyczy kolejek do rollercoasterów, w rzeczywistości chodzi o coś znacznie poważniejszego: o prawo do bycia traktowanym poważnie, nawet jeśli niepełnosprawność nie jest widoczna. Dziesięć tysięcy podpisów pod petycją pokazuje, że dla wielu osób to nie jest marginalny problem, lecz codzienne doświadczenie wykluczenia – także tam, gdzie miała być tylko zabawa.

