Z okazji 20 rocznicy śmierci księżnej Diany media w Wielkiej Brytanii na wyścigi publikują kolejne bardziej lub mniej znane fakty z jej życia. Po ujawnieniu niepublikowanych wcześniej taśm z zapisem rozmów z księżną, przyszedł czas na wyznanie jej lokaja.
Na Wyspach trwa festiwal zarabiania na nieżyjącej księżnej Dianie. Po publikacji kolejnych książek, wywiadów czy wreszcie taśm wideo przyszedł czas na wyznanie jej osobistego lokaja – Paula Burrella.
"Wiem, że Diana miała zaburzenia odżywiania. Pomagałem jej w tym. Chodziłem do kucharza i pilnowałem, by przygotowywał dużo słodkiego kremu. Kupowałem jej jogurty, banany. Pilnowałem, by w pokoju nie było nikogo innego. Dbałem o to, by zawsze był tam stos ręczników. Wykonywałem swoje obowiązki, byłem gotów zrobić dla niej wszystko – powiedział Burrell w rozmowie, za którą ponoć otrzymał 10 tys. funtów.

Dalej jednak robi się jeszcze bardziej ciekawie, a historia jest mocno zawiła, ponieważ Burrell powiedział, że to on właśnie odwoził księżną do kliniki, gdzie przechodziła zabieg irygacji jelit i to on pilnował kliniki podczas tego zabiegu. Wzajemne stosunki Diany z jej lokajem były bliższe niż mogłoby się to wydawać ze względu na fakt, że to jedynie księżna miała wiedzieć, o homoseksualizmie swojego lokaja.

"Po jej śmierci usiadłem obok jej ciała. Było miękkie i ciepłe. Byłem w szoku, nie mogłem pogodzić się z jej odejściem. W jej pokoju czułem jej perfumy, słyszałem jej głos. Zasypiałem w jej garderobie – tylko tak mogłem poradzić sobie z tym, że już jej nie ma" – wyznał Burrell.



