Kryzys kosztów życia przeważnie kojarzy się z rezygnacją z weekendowego wypadu, nowej kurtki albo kawy na mieście. Niestety w Wielkiej Brytanii sprawa zeszła poziom niżej – na talerz. Jak wskazuje najnowszy raport organizacji Which?, około 3 miliony – jedno na dziesięć – brytyjskich gospodarstw domowych mocno zaciska pasa, bo przez wysokie ceny w sklepach zwyczajnie nie spina im się budżet.
Brzmi jak ponury żart: kraj, który przez dekady eksportował stabilność, teraz przez ceny w sklepach importuje nerwicę. Brytyjskie rodziny nie zastanawiają się już, co zjeść na kolację, lecz czy kolacja będzie. A przecież mówimy o państwie rozwiniętym, nie zaś o eksperymencie społecznym pod tytułem „ile wyrzeczeń wytrzyma obywatel”.
Zakupy w trybie przetrwania. Promocja albo rozpacz
Raport pokazuje, że konsumenci zmieniają nawyki z precyzją komandosów. Według Which?:
- 43 proc. kupuje tańsze produkty,
- 37 proc. częściej sięga po najtańsze marki własne supermarketów,
- 31 proc. poluje na promocje jak na ostatni helikopter ewakuacyjny.
Przez wysokie ceny w sklepach gospodarstwa domowe przesuwają granice kompromisu dalej. Najpierw znika szynka, potem markowy makaron, deser, owoce, a na końcu samo pojęcie spontanicznych zakupów. Trzeba trzymać się listy punkt po punkcie bez tolerowania najmniejszych odstępstw.
Tylko w lutym ceny żywności wzrosły do poziomu 4,3 proc., przerywając serię czterech kolejnych miesięcy spadków. W poprzednich miesiącach inflacja żywności obniżyła się z 4,7 proc. w grudniu do 4 proc. w styczniu. Konsumenci niespodziewanie zmierzyli się więc z falą podwyżek, a Europejski Bank Centralny wskazuje obecnie osłabienie produkcji w strefie euro i Wielkiej Brytanii jako możliwą konsekwencję konfliktu w Iranie.
Zaufanie konsumentów spadło. I trudno się dziwić
Dane Worldpanel pokazują podwyżki konkretnych produktów spożywczych – gotowe mieszanki do naleśników zdrożały o 114 proc., mąka o 34 proc., cukier o 17 proc., a cytryny aż o 70 proc. Nie ma się co dziwić, że wskaźnik nastrojów konsumenckich spadł do poziomu -62, najniższego od szczytu kryzysu z 2022 roku.
Ta liczba mówi więcej niż setki konferencji prasowych. Oznacza bowiem, że społeczeństwo nie wierzy ani w szybką poprawę, ani w spokojne jutro. Aż 71 proc. dorosłych Brytyjczyków uważa, że gospodarka pogorszy się w najbliższych 12 miesiącach. Optymistów jest zaledwie 9 proc. Reszta najwyraźniej patrzy na paragony.

Cen żywności obawia się 85 proc. respondentów. Trudno się dziwić, skoro w wielu domach zakupy zaczynają przypominać partię szachów: jeśli kupisz ser, zrezygnujesz z mięsa, a jeśli wybierzesz paliwo – odpadają słodycze. Niestety wysokie ceny pewnie utrzymają się nawet co najmniej 8 miesięcy po zakończeniu wojny na Bliskim Wschodzie.
Przez droższe paliwo zostaje mniej pieniędzy na życie
Rosnące koszty wynikające m.in. z konfliktu na Bliskim Wschodzie nie kończą się przy kasie w sklepie. Ponad 8 na 10 osób martwi się cenami paliwa, a ponad dwie trzecie ogranicza jazdę samochodem. Mniej wyjazdów, rzadsze wizyty u rodziny, mniej spotkań ze znajomymi. Ostatnie podwyżki paliwa kosztowały kierowców w UK 307 mln funtów. Do tego dochodzą opóźnione płatności rachunków.
Wpływ na cenę paliwa miała irańska kontrola tankowców przepływających przez cieśninę Ormuz, która wywołała obawy o ciągłość dostaw ropy. W efekcie ceny ropy wzrosły nawet do 120 dolarów za baryłkę, co szybko przełożyło się na wyższe ceny paliw na brytyjskich stacjach. Średnia cena benzyny zwiększyła się z 132,9 pensa do 146,4 pensa za litr, natomiast olej napędowy podrożał ze 142,4 do 169,8 pensa za litr.
Brytyjski przypadek ostrzega całą Europę. Bo gdy miliony rodzin zaczynają oszczędzać na jedzeniu, przestajemy mieć do czynienia wyłącznie z bezduszną statystyką.
