Niemcy szykują gruntowną przebudowę zasad najmu, a w centrum zmian znalazł się jeden z najbardziej palących problemów ostatnich lat – koszty ogrzewania. Chociaż to dopiero projekt, wiele wskazuje na to, że nowe przepisy wejdą w życie, a ich skutki odczują miliony najemców oraz właścicieli mieszkań. Jak będzie wtedy wyglądał najem w Niemczech?
W Niemczech najprawdopodobniej nastąpi odejście od dotychczasowego modelu, w którym to lokatorzy ponosili niemal pełne konsekwencje rosnących cen energii. Teraz odpowiedzialność ma zostać rozłożona inaczej, co wywołuje duże emocje po obu stronach rynku.
Najem w Niemczech a ogrzewanie nieruchomości
Zmiany, nad którymi pracuje niemiecki rząd, koncentrują się na rosnących kosztach ogrzewania. Podstawowym założeniem jest przeniesienie części obciążeń finansowych na właścicieli nieruchomości. Szczególnie dotyczy to sytuacji, gdy decydują się oni na instalację systemów opartych na gazie lub oleju.
Nowe podejście ma ukrócić dotychczasową praktykę, w której lokatorzy płacili wysokie rachunki, mimo że nie mieli wpływu na wybór źródła ciepła. Właściciel, podejmując decyzję o konkretnym systemie ogrzewania, będzie musiał liczyć się z konsekwencjami finansowymi. Polityka energetyczna zaczyna być ściślej powiązana z odpowiedzialnością ekonomiczną.
Powrót starych rozwiązań
Jednocześnie rząd wycofuje się z najbardziej restrykcyjnych zapisów i Niemcy dają obywatelom wolny wybór w ogrzewaniu domów. Ogrzewanie gazowe i olejowe nie zostanie zakazane, co oznacza powrót do większej swobody dla właścicieli. Znika także wymóg, aby nowe instalacje w dużej mierze opierały się na odnawialnych źródłach energii.
Nie oznacza to wszakże całkowitej dowolności. Rząd wprowadzi system stopniowego zwiększania udziału paliw ekologicznych, takich jak biogaz czy paliwa syntetyczne. Już od 2029 roku mają one stanowić część wykorzystywanej energii. Mamy kompromis – właściciele zachowują możliwość wyboru, ale koszty eksploatacji takich systemów będą stopniowo wzrastać.
Ceny energii nie odpuszczą
Rząd nie ukrywa, że nowe prawo nie zatrzyma podwyżek. Wręcz przeciwnie – w okresie przejściowym koszty ogrzewania mogą jeszcze wzrosnąć, co wynika przede wszystkim z rozwoju rynku paliw ekologicznych, który dopiero nabiera tempa. Dlatego pojawił się pomysł współdzielenia kosztów. Ma to zapobiec sytuacji, w której najemcy zostają sami z rosnącymi rachunkami. Wprowadzenie takiego mechanizmu powinno złagodzić skutki transformacji energetycznej. Obciążenia są ogromne: czynsze w Niemczech wzrosły o 44 proc. A w Berlinie o 70 proc.

Z jednej strony nawarstwiające się obowiązki mogą zniechęcić właścicieli do wynajmowania mieszkań, co z uwagi na ograniczenie podaży podbije ceny najmu. Z drugiej, najemcy mogą zyskać większe poczucie bezpieczeństwa i sprawiedliwości. Dla wielu osób – w tym Polaków mieszkających w Niemczech – zmiany mogą oznaczać ulgę.
Najważniejsze konsekwencje planowanych reform można podsumować w kilku punktach:
- podział kosztów ogrzewania między najemcę i właściciela,
- utrzymanie możliwości instalacji pieców gazowych i olejowych,
- stopniowe wprowadzanie paliw ekologicznych,
- dalszy wzrost cen energii w okresie przejściowym,
- ryzyko zmniejszenia liczby mieszkań na wynajem.
Polecamy artykuł: Dyskryminacja imigrantów na niemieckim rynku wynajmu.
Mimo że ostateczny kształt przepisów nie został przesądzony, pewne jest, że rynek najmu w Niemczech stoi u progu dużych zmian odczuwalnych zarówno dla lokatorów, jak i właścicieli nieruchomości.
