Sieci handlowe zapowiadają zwolnienia oraz ograniczanie godzin pracy w odpowiedzi na gwałtownie rosnące koszty zatrudnienia i pogarszające się nastroje gospodarcze. Jak podaje „The Guardian”, powołując się na najnowsze badanie British Retail Consortium (BRC), zdecydowana większość dyrektorów finansowych w handlu detalicznym przygotowuje się na redukcję wydatków na pracowników już w 2026 roku.
Z badania wynika, że 61 proc. firm planuje ograniczyć godziny pracy lub nadgodziny. Natomiast 55 proc. rozważa cięcia w centralach. 42 proc. firm zapowiada redukcję etatów w sklepach. Skala zapowiadanych działań pokazuje, że branża znajduje się w jednym z najtrudniejszych momentów od lat.
Dlaczego sieci handlowe zapowiadają zwolnienia?
Główną przyczyną są rosnące koszty pracy. Według danych branżowych w 2025 roku obciążenia pracodawców wzrosły łącznie o około 5 mld funtów. To efekt podwyższenia składek na ubezpieczenie społeczne płaconych przez firmy oraz wzrostu ustawowej płacy minimalnej.
Jednocześnie przedsiębiorcy mierzą się z wyższymi kosztami energii, transportu i surowców. W praktyce oznacza to, że marże handlowe kurczą się, a firmy zaczynają szukać oszczędności tam, gdzie mają największy wpływ – w strukturze zatrudnienia i organizacji pracy.
Jak podaje „The Guardian”, aż 69 proc. dyrektorów finansowych w sektorze detalicznym określa swoje nastawienie do perspektyw gospodarczych jako pesymistyczne lub bardzo pesymistyczne. To wyraźny sygnał, że firmy nie spodziewają się szybkiej poprawy sytuacji.
Kogo dotkną redukcje etatów?
Sieci handlowe zapowiadają zwolnienia zarówno w centralach, jak i w sklepach. Oznacza to, że zagrożone są stanowiska administracyjne, marketingowe i zarządcze, ale także pracownicy sprzedaży oraz personel obsługi.
Szczególnie wrażliwą grupą są młodzi pracownicy oraz osoby zatrudnione na część etatu. Handel detaliczny od lat był jednym z głównych sektorów oferujących pierwszą pracę i elastyczne formy zatrudnienia. Kiedy koszty rosną, to właśnie takie stanowiska są najłatwiejsze do ograniczenia.

fot. shutterstock.com
W ciągu ostatniego roku sektor detaliczny w Wielkiej Brytanii stracił już około 74 tys. miejsc pracy. W perspektywie pięciu lat liczba zlikwidowanych stanowisk przekroczyła 250 tys. Trend jest więc długofalowy, a obecne zapowiedzi mogą go pogłębić.
Technologia zamiast etatów
Jednym z kluczowych kierunków działań pracodawców jest przyspieszona automatyzacja. Firmy inwestują w systemy zarządzania zapasami oparte na sztucznej inteligencji, automatyczne kasy samoobsługowe oraz narzędzia marketingowe wykorzystujące dane klientów.
Celem jest zwiększenie produktywności i ograniczenie zapotrzebowania na pracę ludzką. W praktyce oznacza to dalsze przesuwanie ciężaru działalności z tradycyjnej obsługi sklepowej w stronę technologii i sprzedaży online.
Sektor znajduje się również pod silną presją konkurencyjną ze strony platform e-commerce takich jak Shein, Temu czy Vinted, które oferują niskie ceny i ograniczone koszty operacyjne. Aby utrzymać konkurencyjność, tradycyjne sieci handlowe muszą szukać oszczędności.
Kiedy planowane są zmiany?
Pierwsze decyzje o ograniczeniu godzin pracy i nadgodzin mają być wdrażane już w 2026 roku. Branża obawia się również skutków planowanych reform prawa pracy, które mają stopniowo wprowadzać nowe zabezpieczenia dla pracowników. Pracodawcy podkreślają, że sposób wdrożenia przepisów może znacząco wpłynąć na skalę zatrudnienia.
Zdaniem przedstawicieli BRC szczegóły regulacji dotyczących gwarantowanych godzin pracy czy uprawnień związków zawodowych mogą zwiększyć koszty operacyjne i ograniczyć elastyczność, co w obecnych warunkach gospodarczych może przyspieszyć redukcje.
Co to oznacza dla rynku pracy?
Sieci handlowe zapowiadają zwolnienia w momencie, gdy gospodarka zmaga się z niską dynamiką wzrostu płac. Spada również zaufanie konsumentów i rosnącymi obawami o zatrudnienie. Gospodarstwa domowe ograniczają wydatki, koncentrując się na oszczędzaniu i pokrywaniu rosnących kosztów życia.
To błędne koło. Mniejszy popyt prowadzi do spadku przychodów firm. Natomiast to z kolei skutkuje ograniczeniem zatrudnienia. Jeśli trend się utrzyma, handel detaliczny może przestać pełnić rolę stabilizatora rynku pracy dla młodych i osób szukających elastycznych form zatrudnienia.
Dla pracowników oznacza to konieczność większej mobilności zawodowej i podnoszenia kompetencji cyfrowych. Dla rządu – rosnącą presję, by znaleźć równowagę między ochroną pracowników a utrzymaniem konkurencyjności przedsiębiorstw.
Jedno jest pewne. Obecne zapowiedzi to nie chwilowa korekta. Są sygnałem głębokiej transformacji całego sektora handlu.

