Zmiana sposobu opodatkowania kapitału to obok technicznej korekty przepisów opowieść o tym, jak państwa próbują nadążyć za światem prywatnych finansów. Coraz więcej osób inwestuje, oszczędza i dywersyfikuje majątek, a systemy podatkowe, projektowane dekady temu, przestają do tego pasować. Holenderska reforma, o której informuje nu.nl, jest jednym z najbardziej wyrazistych przykładów tej transformacji.
W Holandii zapadła decyzja o gruntownej zmianie zasad opodatkowania majątku. Podatki w Holandii w nowym ujęciu zakładają 36-procentową daninę od rzeczywiście osiągniętego dochodu z kapitału – obejmie ona nie tylko akcje, kryptowaluty czy złoto, lecz także zwykłe oszczędności.
Matematyka państwa kontra wyniki inwestorów
Przez lata w wielu krajach obowiązywała zasada: państwo nie sprawdza faktycznych wyników inwestycji, lecz przyjmuje uśrednioną stopę zwrotu. Lata temu w Holandii było to 4 proc., od których pobierano 30 proc. podatku. Później – w progresywnej wersji – 5,69 proc. dla najbogatszych, opodatkowane stawką 31 proc., niezależnie od wyników.
Problem polegał na tym, że te liczby często nie miały nic wspólnego z rzeczywistością rynkową. Gdy lokaty dawały ułamki procenta, a giełda przechodziła słabszy okres, podatek wyliczony hipotetycznie trzeba było zapłacić pomimo tąpnięcia na koncie. Nic dziwnego, że system został masowo zakwestionowany, a wyrok Sądu Najwyższego z 2021 roku wymusił zwroty liczone w miliardach euro.
Po zmianie podatnicy będą mogli odliczyć poniesione koszty i straty, ale tylko w określonych ramach czasowych, które nie zawsze pozwolą w pełni zrównoważyć wcześniejsze niepowodzenia inwestycyjne. Inaczej potraktowane zostaną nieruchomości i udziały w start-upach – w ich przypadku podatek pojawi się dopiero przy sprzedaży. Jednocześnie pojawi się danina związana z korzystaniem z drugiego domu. Reforma próbuje pogodzić sprawiedliwość podatkową z koniecznością utrzymania wpływów do państwowej kasy.
Państwo przestaje pytać „ile masz”, a zaczyna pytać „ile zarobiłeś”
Ciekawy w tej reformie jest zwłaszcza zwrot od progu majątkowego do dochodowego. Dotychczas aktywa poniżej 57 tys. euro były zwolnione z podatku majątkowego. Nowy system wprowadza kwotę wolną na poziomie 1800 euro rocznego dochodu z kapitału. To subtelna, ale fundamentalna zmiana, jeśli chodzi o podatki w Holandii. Państwo wreszcie zaczyna pytać „ile zarobiłeś” i traktuje obywatela jak partnera.

Oznacza to większą sprawiedliwość dla osób z nisko oprocentowanymi oszczędnościami i większą zmienność obciążeń dla aktywnych inwestorów. Jednocześnie pojawia się możliwość rozliczania kosztów i strat, choć w ograniczonym czasie. Wpisuje się to w globalny trend traktowania inwestowania jak działalności obarczonej ryzykiem, a nie jak statycznego magazynu wartości.
Najnowsza reforma to podatkowa „stacja przesiadkowa” do 2028 roku
Rząd wolałby pobierać podatek dopiero w momencie faktycznej realizacji zysku, lecz wdrożenie przeznaczonej do tego infrastruktury informatycznej wymaga czasu. Brak jakiegokolwiek rozwiązania oznaczałby jednak dla budżetu stratę rzędu 2,5 mld euro rocznie, dlatego potrzebny jest wariant przejściowy.
Nowe przepisy, mimo że projektowane jako docelowo bardziej zgodne z rzeczywistością, oznaczają ogromny wzrost biurokracji – miliony osób będą musiały dokładnie dokumentować wyniki swoich inwestycji. Nawet politycy, którzy poparli reformę, widzą jej mankamenty i traktują jako rozwiązanie tymczasowe. Liczą, że przed 2028 rokiem uda się stworzyć prostszy i tańszy w obsłudze system, bo obecny projekt to raczej przystanek na drodze niż ostateczny cel.

