Jak podaje The Standard, najnowszy raport Centre for Policy Studies wskazuje, że stolica Wielkiej Brytanii mierzy się z najpoważniejszym kryzysem budownictwa mieszkaniowego od zakończenia II wojny światowej.
W ostatnich 80 latach nie budowano w Londynie tak mało nowych domów jak dziś. Konsultanci z firmy Molior szacują, że w 2027 i 2028 roku ukończonych zostanie zaledwie około 4 550 nowych domów rocznie. W mieście liczącym około 9 milionów mieszkańców to liczba czysto symboliczna.
Brakuje tanich mieszkań w londyńskich dzielnicach
Kryzys mieszkaniowy nie jest abstrakcyjnym hasłem z raportu think tanku. To codzienność tysięcy londyńczyków, którzy muszą wybierać między wysokim czynszem a długoterminowym kredytem hipotecznym. Niedobór podaży napędza ceny – zarówno najmu, jak i zakupu – a konkurencja o każdy dostępny lokal staje się coraz bardziej zacięta.
Problem dotyka wszystkich segmentów rynku. Londyńskie dzielnice rozpoczęły w ostatnim roku finansowym budowę zaledwie 90 domów. To spadek o 95 proc. w porównaniu z poprzednimi 12 miesiącami. Podobnie wyhamowały inwestycje spółdzielni mieszkaniowych.
Sytuacja w obszarze mieszkań przystępnych cenowo również nie napawa optymizmem. Między kwietniem a wrześniem ubiegłego roku w Hackney, Lambeth, Merton, Richmond oraz City of London nie rozpoczęto budowy ani jednego niedrogiego domu. W związku z tym relatywnie tanie mieszkania w Londynie pozostają marzeniem ściętej głowy.
Koszty, inflacja: co hamuje budowy w stolicy?
Na poziomie ogólnokrajowym rząd postawił sobie ambitny cel: budowę 1,5 miliona domów przed najbliższymi wyborami parlamentarnymi. Reforma systemu planowania przestrzennego miała być impulsem do przyspieszenia inwestycji. Jednak dane dotyczące Londynu pokazują, że stolica nie nadąża za tym optymizmem. Mieszkania w Londynie to nadal luksus, ponieważ liczba inwestycji spada zamiast rosnąć.
Na kryzys składa się wiele czynników. Władze Londynu wskazują na kombinację wysokich kosztów finansowania, inflacji w sektorze budowlanym, opóźnień w prawie oraz długofalowych skutków Brexitu. Do tego dochodzi biznesowa ostrożność deweloperów. Londyn, który przez lata był symbolem nieograniczonych możliwości, dziś staje się przykładem braku równowagi między podażą a popytem.
The Economist pokazuje, że w europejskich metropoliach, w tym w Londynie, mieszkanie w pojedynkę staje się coraz droższym przywilejem. Jeszcze kilkanaście lat temu własne mieszkanie było naturalnym etapem dorosłości, a teraz często nie ma na to szans. Bezpieczna granica 30 proc. dochodu na czynsz pozostaje trudno osiągalna. Ponadto wysokie czynsze plus stagnacja płac sprawiają, że wielu młodych ludzi decyduje się na współdzielenie mieszkań.

Milion domów w Wielkiej Brytanii poniżej standardu
Na domiar tego dane z badania przeprowadzonego przez ekspertów Biblioteki Izby Gmin pokazują, że w Wielkiej Brytanii ponad milion prywatnie wynajmowanych mieszkań i domów nie spełnia standardu Decent Homes, określającego minimalne wymagania, które musi spełniać nieruchomość, aby zapewniała bezpieczne i komfortowe warunki życia. Pół miliona z tych domów bezpośrednio zagraża zdrowiu lub życiu mieszkańców.
Główne problemy dotyczą komfortu termicznego, wilgoci i braku podstawowych udogodnień. W blisko 400 tys. domów problemem jest utrzymanie odpowiedniej temperatury, a około 300 tys. nieruchomości wymaga napraw z względu na przeciekające dachy, pleśń, grzyb czy obecność szkodników.

