Wielka Brytania coraz mocniej mierzy się z paradoksem rynku pracy. Z jednej strony firmy sygnalizują niedobór rąk do pracy, z drugiej – rośnie liczba osób w wieku produkcyjnym pozostających poza zatrudnieniem. To zjawisko nie jest chwilową zadyszką gospodarki, lecz trendem, który w ostatnich latach przybrał na sile. I niechlubnie reprezentuje bezrobocie w UK.
Bezrobocie sięgnęło 5,1 proc., najwyższego poziomu od 4 lat. Liczba osób nieaktywnych zawodowo w wieku 16–64 lata przekroczyła 9 milionów. W tle tej statystyki kryje się fundamentalne pytanie o przyszłość brytyjskiej gospodarki. Jak długo państwo będzie w stanie finansować rosnące świadczenia dla tych, którzy nie pracują? – pyta The Guardian.
9 milionów osób w wieku produkcyjnym poza rynkiem pracy
Najbardziej niepokojąca jest skala bierności zawodowej. Ponad 9 milionów osób w wieku produkcyjnym nie pracuje i nie poszukuje zatrudnienia. W tej grupie znajduje się 2,9 miliona młodych ludzi w wieku 16–24 lata. Prawie milion z nich to tzw. NEET – osoby, które nie pracują, nie uczą się i nie uczestniczą w szkoleniach. Jest ich o ponad jedną czwartą więcej niż przed pandemią. Taka dynamika oznacza, że całe pokolenie wchodzi w dorosłość bez doświadczenia zawodowego.
Centre for Social Justice wskazuje, że ponad 700 tys. absolwentów uczelni pobiera świadczenia socjalne i pozostaje bez pracy. Jeszcze dekadę temu dyplom był przepustką do stabilnego zatrudnienia. Teraz nagminnie okazuje się jedynie biletem wstępu do długiej kolejki po zasiłek, o czym pisaliśmy w tekście: Studia nie gwarantują pracy. 700 tys. absolwentów na zasiłkach.
Bezrobocie w UK: 800 tys. nowych świadczeniobiorców w 4 lata
Państwo wydaje coraz większą część dochodu narodowego na świadczenia dla osób niepracujących. Liczba osób ubiegających się o korzystanie ze świadczeń zdrowotnych umożliwiających pozostawanie poza rynkiem pracy wzrosła od 2019 roku o 800 tys. Jednocześnie prognozy wskazują, że liczba beneficjentów świadczenia PIP – przeznaczonego na pokrycie dodatkowych kosztów związanych z niepełnosprawnością – wzrośnie w tej dekadzie do 4,3 miliona.

Mimo że nie wszystkie te transfery są klasycznymi zasiłkami dla bezrobotnych, efekt fiskalny jest podobny. Coraz większa część budżetu trafia do osób pozostających poza rynkiem pracy, przez co gospodarka, zamiast przyspieszać, zaczyna krążyć w miejscu.
– Z mojej perspektywy, jako przedstawiciela jednego z największych pracodawców w kraju, widzę wyraźnie, że znacznie mniej osób pracuje, niż mogłoby. W efekcie, zamiast inwestować w obszary życia narodowego, które pobudziłyby inwestycje i napędziły wzrost całej gospodarki, przeznaczamy coraz większą część dochodu narodowego na świadczenia dla bezrobotnych – mówi Ashwin Prasad, dyrektor generalny Tesco na Wielką Brytanię i Irlandię.
Utrwalona bierność zawodowa to stracony potencjał dla gospodarki
Największym wyzwaniem pozostaje zmiana mentalna i strukturalna. Jeśli setki tysięcy absolwentów nie znajdują zatrudnienia, to rynek pracy przestaje być naturalnym punktem odniesienia dla całych grup społecznych. Bierność zawodowa zaczyna się utrwalać, a powrót do aktywności z każdym rokiem staje się trudniejszy.
Przypomnijmy, że w 2025 roku w UK liczba osób otrzymujących Universal Credit wzrosła o ponad milion. W tej chwili mamy ponad 4 mln świadczeniobiorców, którzy nie muszą szukać pracy. Podsumowując, łączna liczba świadczeniobiorców wynosi 8,4 mln w porównaniu z 7,36 mln rok wcześniej.
Powolne przesuwanie się granicy akceptowalności do bezrobocia na poziomie 5,1 proc. w połączeniu z ogromną liczbą osób nieaktywnych zawodowo tworzy obraz gospodarki, która wykorzystuje tylko część swojego potencjału. A w świecie potężnej globalnej konkurencji na pół gwizdka gra się bardzo krótko.

