Stan dróg to nie tylko komfort jazdy czy estetyka, ale i bezpieczeństwo. Kierowcy od lat narzekają na ilość dziur w Londyńskich drogach. A z roku na rok jest coraz gorzej. Gdzie znajdują się najgorsze drogi w Londynie?
Nowe dane pokazują czarno na białym: najgorsze drogi w Londynie nie są przypadkiem, lecz efektem wieloletnich zaniedbań.
Mapa dziur w asfalcie – Londyn na czerwono
W najnowszym raporcie rządowym samorządy zostały ocenione systemem kolorów:
- Zielony – dobra reakcja na zgłoszenia i sprawne łatanie dziur
- Żółty – przeciętna skuteczność
- Czerwony – najgorsza jakość dróg i opóźnienia w naprawach
Niestety, aż osiem londyńskich dzielnic znalazło się w czerwonej strefie. To właśnie tam kierowcy najczęściej skarżą się na pęknięcia asfaltu, zapadnięte studzienki i wyrwy, które potrafią zniszczyć zawieszenie w kilka sekund.
Gdzie są najgorsze drogi w Londynie?
Według najnowszych danych, najgorsze drogi w Londynie znajdują się przede wszystkim w dzielnicach:
- Bromley
- Kensington and Chelsea
- Kingston upon Thames
- Merton
- Richmond upon Thames
- Sutton
- Waltham Forest
- Wandsworth
To właśnie w tych rejonach najczęściej notuje się skargi na zniszczoną nawierzchnię i długie oczekiwanie na naprawy. Paradoksalnie, nie są to wyłącznie dzielnice biedniejsze. Problem dotyczy również prestiżowych części miasta, gdzie ruch jest intensywny, a infrastruktura bardzo obciążona. Najgorsze drogi w Londynie to jednak nie ranking a realny problem mieszkańców.
Zielone wyspy na mapie dziur
Dla kontrastu, trzy londyńskie samorządy otrzymały zieloną ocenę za skuteczne zarządzanie stanem dróg:
- Bexley
- Hillingdon
- Hounslow
Do tego grona dołącza również Transport for London, który odpowiada za główne arterie komunikacyjne. Tam system szybkich napraw i lepsze planowanie remontów sprawiają, że dziury nie zdążą urosnąć do rozmiarów kraterów.
Dlaczego właśnie tam powstają dziury?
Eksperci zwracają uwagę, że fakt, iż najgorsze drogi w Londynie koncentrują się w określonych dzielnicach, nie jest dziełem przypadku, lecz efektem kilku nakładających się czynników. W wielu miejscach infrastruktura drogowa pamięta jeszcze poprzednie dekady. Od lat nie przeszła gruntownego remontu. To sprawia, że asfalt zwyczajnie nie wytrzymuje współczesnych obciążeń. A te są ogromne – intensywny ruch autobusów, samochodów dostawczych i coraz cięższych SUV-ów działa na nawierzchnię jak codzienny test wytrzymałości. Sytuację dodatkowo pogarsza pogoda. Częste cykle zamarzania i odmarzania powodują mikropęknięcia, które z czasem zamieniają się w wyrwy. Do tego dochodzą ograniczenia budżetowe samorządów, przez które naprawy bywają odkładane miesiącami, aż drobny problem urasta do poważnej awarii.

fot. shutterstock.com
W efekcie zamiast kompleksowych remontów stosuje się szybkie, doraźne łatanie. Dlatego łatka trafia na łatkę, ale bez solidnej przebudowy drogi to tylko chwilowe rozwiązanie. Poprawia jakość jazdy na chwilę, ale nie powstrzymuje dalszej degradacji jezdni.
Jakie problemy generują dziurawe drogi?
Zniszczone ulice to problem, który wykracza daleko poza zwykłą frustrację kierowców stojących w korkach czy omijających kolejne wyrwy w asfalcie. Każda dziura w jezdni to realne koszty. Uszkodzone zawieszenie, pęknięte felgi i szybciej zużywające się opony oznaczają setki, a czasem tysiące funtów wydanych na naprawy. Do tego dochodzi kwestia bezpieczeństwa. Gwałtowne manewry wykonywane w ostatniej chwili, by ominąć ubytek w drodze, zwiększają ryzyko stłuczek i poważniejszych wypadków.
Skutki odczuwają też pasażerowie komunikacji miejskiej i służby – autobusy, karetki czy wozy strażackie poruszają się wolniej, co przekłada się na opóźnienia i spadek efektywności. W dłuższej perspektywie cierpi również lokalna gospodarka, bo firmy kurierskie i dostawcze tracą czas, paliwo i pieniądze. A wszystko to odbija się na jakości życia mieszkańców, którzy codziennie zmagają się z hałasem, drganiami budynków i unoszącym się kurzem, zamiast cieszyć się sprawną i bezpieczną infrastrukturą miejską. Dlatego najgorsze drogi w Londynie utrudniają codzienność na wielu płaszczyznach.
Czy coś się zmieni?
Rząd zapowiedział 7,3 miliarda funtów na utrzymanie dróg w Anglii w najbliższym roku. Po raz pierwszy mieszkańcy mają też publiczny wgląd w to, jak radzą sobie ich samorządy. Presja społeczna rośnie. A wraz z nią szansa, że najgorsze drogi w Londynie przestaną być wizytówką niektórych dzielnic.
Pytanie brzmi: czy pieniądze zostaną przeznaczone na prawdziwe remonty, czy znów skończy się na doraźnym łataniu?

