Głośna sprawa z Holandii wykracza daleko poza indywidualny konflikt. Polak pozwał holenderską firmę i jego pozew może w najbliższych dniach wywołać skutki odczuwalne daleko poza jedną halą magazynową pod Rotterdamem.
Proces Pawła Rudzkiego przeciwko sieci Albert Heijn oraz agencji Otto Workforce jest symbolem walki o równe traktowanie migrantów zarobkowych w Europie Zachodniej. Wyrok, który ma zapaść 17 kwietnia w Hadze, może otworzyć drogę do podobnych pozwów tysiącom pracowników tymczasowych zatrudnianych przez pośredników.
Od pracownika magazynu do lidera protestu
Paweł Rudzki przez osiem lat pracował w centrum dystrybucyjnym Albert Heijn w Pijnacker, niedaleko Rotterdamu. Formalnie był zatrudniony przez agencję pracy Otto Workforce, choć na co dzień wykonywał obowiązki na rzecz jednej z największych sieci handlowych w Holandii. Jak relacjonuje, przez lata zwracał uwagę na nierówności między pracownikami etatowymi a tymczasowymi. Zarówno w kwestii płac, jak i warunków zatrudnienia.
Punktem zwrotnym okazał się strajk z czerwca 2025 roku, zorganizowany przez związek zawodowy FNV. Protest dotyczył nowego układu zbiorowego pracy i objął około 300 osób, głównie migrantów. Wśród strajkujących znaczną grupę stanowili Polacy. Rudzki był jednym z najbardziej aktywnych uczestników i liderów protestu.
Zwolnienie po strajku i zarzut odwetu
Po zakończeniu protestu sytuacja Rudzkiego zaczęła się gwałtownie zmieniać. Jak wynika z materiałów przedstawionych w sprawie, wcześniej otrzymywał pozytywne oceny pracy. Jednak po ujawnieniu jego roli w strajku pojawiły się ostrzeżenia dyscyplinarne. Wewnętrzna korespondencja firmy miała wskazywać, że był obserwowany jako jeden z „problematycznych strajkujących”.
Ostatecznie ograniczono mu obowiązki. Następnie odebrano możliwość dalszej pracy w Albert Heijn. Oficjalnym powodem miało być niewyrabianie norm oraz incydent związany z pozostawieniem niestabilnej palety. Rudzki twierdzi jednak, że był to pretekst, a rzeczywistym powodem było jego zaangażowanie związkowe i publiczne upominanie się o prawa pracowników.
Sedno sporu: kto naprawdę jest pracodawcą?
Najważniejszym elementem procesu nie jest wyłącznie kwestia samego zwolnienia. Polak pozwał holenderską firmę również dlatego, że — jego zdaniem — już kilka lat temu powinien zostać zatrudniony bezpośrednio przez Albert Heijn, a nie przez pośredniczącą agencję.
To argument o ogromnym znaczeniu systemowym. W holenderskich centrach dystrybucyjnych Albert Heijn około 3500 z 6500 zatrudnionych stanowią pracownicy tymczasowi. Wielu z nich pracuje latami w tych samych miejscach. Choć formalnie pozostają poza strukturą firmy, dla której faktycznie świadczą pracę. Jeśli sąd uzna racje Rudzkiego, może to podważyć model oparty na długotrwałym zatrudnianiu migrantów przez agencje pracy tymczasowej.
Sprawa, która może zmienić rynek pracy migrantów
Znaczenie tej sprawy wykracza poza indywidualny dramat jednego pracownika. W całej Europie Zachodniej od lat narasta dyskusja o wykorzystywaniu migrantów zarobkowych w sektorach logistyki, handlu i produkcji. Formalnie obowiązują ich te same przepisy co obywateli krajów przyjmujących. Natomiast praktyka pokazuje, że często mają niższe poczucie bezpieczeństwa, słabszą ochronę prawną i ograniczone możliwości dochodzenia roszczeń.
Migranci, szczególnie zatrudnieni przez agencje pośrednictwa, bywają uzależnieni od jednego pracodawcy nie tylko finansowo, ale także mieszkaniowo i organizacyjnie. Utrata pracy oznacza dla wielu z nich natychmiastową utratę zakwaterowania i stabilizacji życiowej. Dlatego tak niewielu decyduje się wejść na drogę sądową.
Wyrok ważny nie tylko dla Pawła Rudzkiego
Jeżeli sąd przyzna rację Rudzkiego, będzie to precedens, który może uruchomić falę podobnych roszczeń. Pracownicy tymczasowi w Holandii i innych krajach UE zyskają mocny argument, by domagać się bezpośrednich umów, równego wynagrodzenia i ochrony przed represjami za działalność związkową.
Jeśli jednak przegra, sprawa i tak pozostanie ważnym sygnałem ostrzegawczym dla europejskich pracodawców i opinii publicznej. Pokazuje bowiem, że model oparty na taniej pracy migrantów coraz częściej trafia pod lupę sądów, związków zawodowych i mediów.
Europejski test uczciwości rynku pracy
Proces Pawła Rudzkiego stawia fundamentalne pytanie o granice odpowiedzialności firm korzystających z pracy migrantów: czy wielkie koncerny mogą przez lata korzystać z pracy ludzi formalnie zatrudnianych przez pośredników, unikając wobec nich pełnych obowiązków pracodawcy?
Odpowiedź, która padnie w Hadze, może stać się jednym z ważniejszych punktów odniesienia dla przyszłości rynku pracy migrantów w Europie. Bo dziś stawką nie jest już tylko los jednego Polaka — lecz standardy, według których traktowani są setki tysięcy pracowników poza granicami własnego kraju.

