Universal Credit wzrośnie, a spadnie. To zdanie brzmi jak sprzeczność. Natomiast właśnie w taki sposób wielu ekspertów opisuje zmiany, które od 2026 roku obejmą brytyjski system wsparcia socjalnego.
Rząd zapowiada bowiem podwyżkę świadczeń, a jednocześnie wprowadza reformy, przez które część beneficjentów realnie… straci.
Universal Credit wzrośnie, a spadnie – co naprawdę oznacza podwyżka?
Od kwietnia 2026 roku stawki Universal Credit mają wzrosnąć o 6,2 proc.. To więcej niż sama inflacja i – na papierze – dobra wiadomość dla milionów gospodarstw domowych. Podwyżka obejmie tzw. standard allowance, czyli podstawową część świadczenia wypłacaną wszystkim uprawnionym.
Problem w tym, że równolegle zmieniają się zasady dotyczące dodatku zdrowotnego do Universal Credit. I właśnie tutaj zaczyna się prawdziwy paradoks systemu. Bo choć będzie podwyżka, wiele osób dostanie mniej pieniędzy niż w roku 2025.
Universal Credit wzrośnie, a spadnie – nowy system dwóch prędkości
Od 6 kwietnia 2026 roku osoby, które dopiero po tej dacie zachorują lub staną się niepełnosprawne, otrzymają niższy dodatek zdrowotny niż ci, którzy trafili do systemu wcześniej. Nowa stawka wyniesie około 54 funty tygodniowo. Podczas gdy dotychczasowi beneficjenci zachowają dodatek na poziomie około 105 funtów tygodniowo.
Różnica nie jest kosmetyczna. W skali roku oznacza to nawet 2 652 funty mniej dla nowych świadczeniobiorców z problemami zdrowotnymi. I właśnie ta kwota stała się symbolem kontrowersji wokół reformy.
Kto zyska, kto straci?
Rząd argumentuje, że system trzeba „naprawić”, bo obecne rozwiązania tworzą tzw. wypaczone bodźce. Zachęcają część osób do pozostawania poza rynkiem pracy. Podwyższenie standardowej stawki Universal Credit ma pomóc wszystkim. Natomiast jednoczesne ograniczenie dodatku zdrowotnego ma – w założeniu – skłonić ludzi, którzy mogą pracować, do aktywności zawodowej.

fot. shutterstock.com
Krytycy odpowiadają jednak wprost: nie każdy, kto choruje, ma realny wybór. Organizacje społeczne i część parlamentarzystów ostrzegają, że reforma może doprowadzić do sytuacji, w której tysiące osób z nowymi diagnozami zdrowotnymi wpadnie w ubóstwo. I to mimo oficjalnych podwyżek świadczeń.
Polityka, która zmienia codzienność
W teorii system ma być bardziej sprawiedliwy i „motywujący”. W praktyce tworzy się dwa równoległe światy świadczeniobiorców:
tych, którzy zdążyli zachorować przed kwietniem 2026 roku – i tych, którzy zachorują później.
Dla pierwszych Universal Credit faktycznie wzrośnie dzięki 6,2-procentowej podwyżce. Dla drugich ta sama podwyżka może okazać się iluzją. Dlatego, że dosłownie zostanie zjedzona przez niższy dodatek zdrowotny. Bilans? Oficjalnie więcej pieniędzy w systemie. Natomiast realnie mniej w portfelach najbardziej wrażliwych grup.
Universal Credit wzrośnie, a spadnie – system w punkcie zwrotnym
Reforma Universal Credit pokazuje, jak bardzo zmieniła się filozofia brytyjskiej polityki społecznej. Coraz mniej mówi się o bezwarunkowym bezpieczeństwie socjalnym, coraz częściej o „aktywizacji” i „zachętach do pracy”. Tyle że w świecie realnych chorób, ograniczeń i rynku pracy, który nie zawsze ma miejsce dla każdego, takie hasła brzmią dobrze głównie w rządowych dokumentach.
Dla tysięcy rodzin 2026 rok nie będzie więc czasem prawdziwej podwyżki, lecz momentem bolesnego zderzenia z nową logiką systemu: Universal Credit wzrośnie – ale nie dla wszystkich. A dla niektórych wręcz dramatycznie spadnie.

