Tak naprawdę nie ma nawet specjalnie znaczenia, czy jesteś chuda, czy puszysta. Nierówna powierzchnia skóry może się pojawić na udach, pośladkach, biodrach, brzuchu każdej z nas. Dlaczego? Poniekąd winne są estrogeny. To one powodują zmniejszenie napięcia żył, rozszerzenie naczyń krwionośnych i ich zwiększoną przepuszczalność. Doprowadza to do powstania miejscowego obrzęku, który z kolei uciska komórki tłuszczowe. Te powiększają się i gromadzą więcej substancji tłuszczowych. Wpływ na rozwój cellulitu ma także zła dieta, brak aktywności fizycznej, noszenie obcisłych ubrań, bieganie w szpilkach, nadmierne picie kawy i geny.
Pierwsze zmiany cellulitowe mogą pojawić się u dziewczyn w okresie dojrzewania, kiedy szaleją hormony. Potem do grona walczących z pomarańczową skórką dołączają kobiety, które zachodzą w ciążę (znowu hormony!). W końcu na nierówności na skórze zaczynają narzekać panie przechodzące menopauzę. W ten sposób w okolicach 50. roku życia na cellulit narzeka zdecydowana większość z nas.
Skądżeś cellulicie?
W naszej skórze znajdują się specjalne komórki, które magazynują tłuszcz – adipocyty. Ich ilość mamy „zadaną” od dzieciństwa, dlatego nawet jeśli jesteś szczupła, cellulit może pojawić się, gdy zostanie przekroczona indywidualna granica możliwości napęcznienia komórki tłuszczowej. Wtedy – jeśli przytyjemy, np. w czasie ciąży, tłuszcz na tyle je rozepcha, że zobaczymy na skórze nierówności. I na odwrót: kiedy się odchudzamy możemy zmniejszyć objętość adipocytów, ale nie zredukujemy ich liczby. A dlaczego ta przypadłość dotyka prawie wyłącznie kobiet? Tuż pod skórą przebiega siatka przeplatających się włókien tkanki łącznej, między nimi leżą komórki tłuszczowe. Tak jest w ciele mężczyzn i kobiet. Różnica dotyczy jednak układu oczek w sieci włókien: u panów tworzą gęstą, zbitą sieć, u nas przebiegają luźniej, więc komórki tłuszczowe tkwią płycej pod skórą, zatem szybciej rozrastają się, a oczka siatki tkanki łącznej wypełniają się i „nadymają”. Efekt? Pofałdowania, dołki i górki powstające na powierzchni ciała. W miejscach, gdzie rozrasta się tkanka tłuszczowa, gromadzi się limfa – komórki są gorzej odżywiane i wskutek niedokrwienia zatruwane przez szkodliwe produkty. Ot i cała tajemnica.
Domowy program walki
Wchodzisz do drogerii i widzisz co najmniej 30 różnych preparatów do pielęgnacji skóry z cellulitem. Mogą mieć różną formę (żelu, kremu, serum, maseczki, olejku), ale gdy wczytasz się w ich skład, zobaczysz, że wszystkie bazują na podobnych składnikach:
- posiadających właściwości przyspieszające spalanie tłuszczu (np. kofeinie, teobrominie);
- zmniejszających przepuszczalność naczyń krwionośnych (np. algach, kasztanowcu, nagietku, lukrecji, pomarańczy, cytrynie, krwawniku, kozieradce);
- mających właściwości przeciwobrzękowe (np. wyciągu z bluszcza pospolitego);
- zmniejszających poziom glukozy w komórkach (np. ekstrakcie z żeń-szenia).
Który kosmetyk wybrać? Ten, który ma satysfakcjonujący stosunek ceny do objętości i na tyle miłe właściwości aplikacyjne, że będzie ci się chciało nakładać go przez dłuższy czas. A jak stosować wybrany produkt? Przede wszystkim – systematycznie i… niedelikatnie. Preparaty antycellulitowe trzeba wcierać po kąpieli, intensywnie masując skórę od dołu do góry, czyli od łydek do brzucha. To pomoże usunąć nagromadzoną limfę.

