W cieniu wielkomiejskiego Londynu narasta problem, który wydaje się nie do pomyślenia w jednym z najpopularniejszych miast Europy. Niemal jednej trzeciej mieszkańców stolicy Wielkiej Brytanii doskwiera ubóstwo higieniczne.
Według portalu The Standard wiele osób w Wielkiej Brytanii żyje na granicy stabilności finansowej. Przez to nawet podstawowe potrzeby przestają być oczywiste. Historie matek zużywających ostatnią kostkę mydła na dzieci pokazują skalę dramatu.
Brak mydła i pasty do zębów
Ubóstwo higieniczne nie jest odległym, abstrakcyjnym zjawiskiem, lecz realnym problemem, który może dotknąć każdego w czasach kryzysu.
Niemal jedna trzecia mieszkańców w wieku 16–55 lat boryka się z problemami w życiu, bo nie stać ich na podstawowe produkty higieniczne, jak mydło, pasta do zębów czy dezodorant. Blisko 30 proc. kobiet w Wielkim Londynie musiało w ostatnim czasie rezygnować z zakupu produktów higienicznych, by zapewnić rodzinie jedzenie. Skutki ubóstwa higienicznego odbijają się m.in. na pracy i edukacji. Aż 29 proc. respondentek przyznało, że brak podstawowych artykułów zmusił je do opuszczenia rozmowy kwalifikacyjnej lub wzięcia dnia wolnego.
Jeszcze bardziej poruszające są dane dotyczące dzieci: niemal co piąte dziecko w wieku od 6 do 15 lat nie ma regularnego dostępu do podstawowych artykułów higienicznych.

Problem rzadko wychodzi na światło dzienne, bo wiąże się z ogromnym wstydem. Dotyka on również mężczyzn, ale ci często próbują maskować trudności, bojąc się stygmatyzacji.
Wspólna walka z ubóstwem higienicznym
W odpowiedzi na potrzeby w Londynie rozwijana jest sieć tzw. Baby Banks, które pełnią również funkcję lokalnych centrów higieny. Można w nich otrzymać szampon, żel do mycia, proszek do prania czy pastę do zębów.
Jednocześnie organizacje charytatywne, w tym The Hygiene Bank oraz In Kind Direct, zawiązały koalicję, której celem jest wyeliminowanie ubóstwa higienicznego do 2030 roku. Ich wspólne działania zwiększają presję na ratusz, aby pomoc nie była jedynie doraźna, lecz systemowa.

