Musiały być one specjalnie wykonane z materiałów syntetycznych. Teraz na DVD i Blu-ray trafia jego nowy film „Wada ukryta”, o którym nam trochę opowiedział.
W jednej ze scen oddajesz coś, co reżyserzy nazywają „perfekcyjnym krzykiem” podczas oglądania jednej z fotografii. Pracowałeś nad tym czy postanowiłeś iść na żywioł?
Nie ćwiczyłem tego. To był tylko zwykły okrzyk, jaki widziałem w kreskówkach, kiedy byłem mały. To cała tajemnica. Ktoś inny zapytał mnie niedawno, co było na tej fotografii, którą podniosłem i nie jestem w stanie na to odpowiedzieć. Tam było 50 różnych zdjęć. Podniosłem je przypadkowo, bez większego zastanowienia. Jednak mogę powiedzieć ze 100% pewnością, że nie było na nich nic brzydkiego czy strasznego.
Lubię w twojej pracy to, że nie ma znaczenia, w jakim filmie grasz, zastanawiam się, o czym myślisz podczas przygotowywania się do danej roli?
O niczym (śmiech).
Co musi mieć w sobie scenariusz, byś chciał go przeczytać i go zrealizować?
Nie mam pojęcia, czemu podejmuję daną decyzję. Chciałbym wiedzieć, choćby po to, by dać ci solidną i prawdziwą odpowiedź. Ale zazwyczaj to jest jakieś przeczucie. Impuls. Można je porównać do zakochania się, nie jesteś w stanie tego zrozumieć, ale musisz tego doświadczyć i nic nie jest w stanie cię przed tym powstrzymać.
Jesteś w większości scen „Wady ukrytej”. Czułeś ciężar tego filmu, który spoczywał na twoich barkach czy po prostu dobrze się bawiłeś?
Bardzo lubię, gdy mam dużo pracy. Męczę się, gdy mam dni wolne. Najtrudniejsze są dla mnie weekendy. Razem z reżyserem Paulem Thomasem Andersonem cały czas rozmawialiśmy o tym, że fajnie by było mieć aktorów cały czas na planie. Niestety, z wielu względów jest to niemożliwe. Bardzo bym chciał posiedzieć z kilkoma osobami i jeszcze dopracować nasze sceny. Weźmy taką Katherine Waterston, która wpadła do nas na plan, posiedziała kilka tygodni, później wyjechała na pięć i wróciła ,by dograć inne sceny. Ja bym tak nie mógł. Jeśli wypadnę z rytmu filmowego, zatracę ten klimat, w którym się znajdowałem, to już do niego nie wrócę. Ja muszę być na planie każdego dnia.
Zawsze tak miałeś?
No cóż, kiedyś nie miałem wyjścia. Kiedyś były czasy, kiedy nie mogłem być cały czas na planie, ponieważ nie miałem tylu ofert. Dostawałem same role drugoplanowe. Pamiętam, że kiedy grałem w „Gladiatorze”, to miałem przerwę w zdjęciach, która trwała trzy tygodnie. Ta przerwa była dla mnie bardzo trudna psychicznie.
Czy przygotowując się do roli Larry’ego przeczytałeś dodatkowo książkę „Wada ukryta”, czy wystarczyło ci to, co było w scenariuszu?
Paul dał mi najpierw książkę, którą przeczytałem. Dopiero później otrzymałem scenariusz. Potem przeczytałem książkę jeszcze raz, choć tym razem doszedłem tylko do połowy.
Dlaczego?
Doszedłem do wniosku, że nie chcę tak dużo wiedzieć o tej postaci, bo to może mnie zahamować. Chciałem, by postać, którą zagram, była zaskoczona sytuacją, w której się znajduje. Dlatego po książkę zacząłem sięgać coraz rzadziej. Starałem się, by była ona moją ostatnią deska ratunku, gdy już kompletnie nie wiedziałem, jak zagrać daną scenę. Paul natomiast miał swoją metodę. Zdarzało się, że łączył kilku bohaterów w jednego, ponieważ nie dało się wykorzystać wszystkich postaci z książki tak, by widz się nie pogubił. Dlatego zdarza się, że wypowiedzi jednej postaci z książki są wypowiadanie w filmie przez zupełnie kogoś innego. Dlatego zbytnie wczytywanie się w książkę mogłoby wprowadzić mi do głowy jeszcze większy mętlik. A już i tak byłem skołowany, co reżyser wykorzystywał. W pewnym momencie zacząłem się gubić i nie wiedziałem, co się zaraz wydarzy. Jaki dialog nastąpi i kto go wypowie.
Odnoszę wrażenie, że dobrze ci się pracowało z Paulem. Co spowodowało, że ta współpraca przeniosła się na wyższy, przyjacielski poziom?
Paul już taki jest. Każdy, kto z nim pracuje, wskakuje na ten poziom. Jest bardzo fajnym gościem, który otacza swoich aktorów opieką i pomocą o każdej porze dnia i nocy. Jest jedną z tych osób, dzięki której czujesz się bardzo ważną osobą na planie, choć może tak wcale nie być. Ja po prostu bardzo go lubię za to, w jaki sposób widzi świat i za to, że zawsze szuka czegoś nowego.
Czy to znaczy, że pozwalał ci improwizować? Czy kazał się trzymać sztywno scenariusza?
Sam trzymałem się scenariusza, bo nie chciałem tego zawalić. Cała siła tego filmu leży w dialogach i jeśli zaczęlibyśmy przy tym majstrować, to moglibyśmy to zawalić. Autor książki, Thomas Pynchon, świetnie to napisał. Gdy próbowaliśmy zrobić to po swojemu, po prostu nie wychodziło. Sceny były słabe i nadawały się do kosza. A wiesz, jakie to jest frustrujące dla aktora, gdy jego praca idzie automatycznie do kosza?
Wiele się wydarzyło od twojego ostatniego filmu z Reese Witherspoon – „Spaceru po linie”. Jak to było znów spotkać ją na planie?
Kocham z nią pracować. To świetna aktorka. To dość zabawne, bo od naszego ostatniego spotkania minęło 10 lat, a miałem uczucie, jakbyśmy widzieli się wczoraj. Nawet nasze wspólne sceny wyglądają podobnie. Cały czas mnie przedrzeźniała: „Pamiętaj ja znam twoje sztuczki!”. Wciąż miedzy nami jest ta chemia. To wspaniałe.
Miałeś jakiś wpływ na to, jak wygląda Doc w filmie?
To był proces, praca całej ekipy ludzi. Paul i Mark Bridges – kostiumolog – odwalili kawał dobrej roboty. Paul pokazał mi zdjęcie Neila Younga. On miał takie same bokobrody i słomkowy kapelusz, jaki chcielibyśmy, by miał Doc. Wszystko zostało więc przygotowane i gdy wszedłem do garderoby, musiałem przymierzyć ze sto kapeluszy, nim odnaleźliśmy te, które dobrze się na mnie prezentowały. To był cholernie żmudny proces, ale jak widać, opłacało się.
Co robisz, kiedy masz chwilę wolnego?
Wydaje mi się, że tą ekscytującą częścią mojego życia, którą wszyscy są zainteresowani, jest ta, kiedy pracuję. A kiedy nie pracuję, po prostu się wyciszam. Nie robię nic, czym mógłbym się pochwalić.
Rozważałeś udział w jakimś telewizyjnym projekcie? Zwłaszcza teraz, gdy ich poziom dogonił już wielkie filmowe produkcje?
Chyba tak. Zawsze jestem otwarty na ciekawe i nowe propozycje. Mnie interesuje praca z dobrymi reżyserami i granie ciekawych, złożonych ról. Więc jeśli dostanę taką propozycję z telewizji, z przyjemnością ją rozważę.
Rozmawiał Rafał Kawecki

