W Wielkiej Brytanii narasta presja na domowe budżety. Najnowsze analizy pokazują wyraźnie, gdzie koszty energii rosną najszybciej. Choć wzrost cen dotyczy całego kraju, jego skutki są nierównomierne. Najmocniej uderzają w konkretne miasta o niższych dochodach i wyższej zależności od paliw.
Na czele zestawienia miejsc najbardziej narażonych na wzrost wydatków znajdują się Burnley, Doncaster i Derby. W tych miastach gospodarstwa domowe przeznaczają około 9 procent dochodu po opodatkowaniu na energię i paliwo. To znacznie powyżej średniej krajowej. Ta wynosi 6,7 procent.
Wysoką podatność na podwyżki odnotowano także w Leicester, Northampton, Stoke, Preston, Peterborough, Bradford i Barnsley. To właśnie tam koszty energii rosną najszybciej w ujęciu realnym. W tych miejscach nawet niewielkie podwyżki cen przekładają się na duże obciążenie dla mieszkańców.
Koszty energii rosną najszybciej tam, gdzie rachunki już są wysokie
Kluczowym czynnikiem nie jest tylko wzrost cen, ale punkt wyjścia. W miastach o niższych dochodach rachunki za energię już wcześniej stanowiły dużą część budżetu. Każda podwyżka uderza więc mocniej niż w bogatszych regionach.
Dla porównania, w Cambridge udział wydatków na energię to około 3,7 procent dochodu. Natomiast w Londynie 4,2 procent. To pokazuje, że mieszkańcy zamożniejszych ośrodków są w stanie łatwiej absorbować wzrosty cen, nawet jeśli nominalnie płacą podobne rachunki.
Globalne napięcia i ceny gazu
Bezpośrednią przyczyną obecnej sytuacji są czynniki globalne. Wojna w Iranie oraz zakłócenia w cieśninie Ormuz doprowadziły do wzrostu cen ropy i gazu. To z kolei wpływa zarówno na ceny paliw, jak i rachunki za energię w domach.
W Wielkiej Brytanii ogromną rolę odgrywa gaz, który stanowi podstawę ogrzewania w większości gospodarstw. Wzrost jego ceny automatycznie podnosi rachunki. I to nawet jeśli konsumenci są chwilowo chronieni przez mechanizm limitu cen.
Koszty rosną najszybciej tam, gdzie standard mieszkań jest niższy, czyli najbiedniejsi płacą najwięcej
Drugim istotnym powodem są warunki mieszkaniowe. W wielu mniej zamożnych miastach domy mają niższą efektywność energetyczną. Słaba izolacja i przestarzałe systemy grzewcze oznaczają większe zużycie energii.

fot. shutterstock.com
W efekcie mieszkańcy płacą więcej, nawet przy podobnych cenach jednostkowych. To pogłębia problem i sprawia, że koszty energii rosną najszybciej właśnie tam, gdzie możliwości ich ograniczenia są najmniejsze.
Kolejne decyzje regulatora nie poprawiają sytuacji
Eksperci podkreślają, że obecna sytuacja może się jeszcze pogorszyć. Regulator rynku energii, Ofgem, ma ogłosić nowe limity cen na kolejne miesiące. Już teraz rząd przewiduje dalszy wzrost rachunków od lipca.
To oznacza, że miasta już dziś najbardziej narażone mogą znaleźć się pod jeszcze większą presją finansową. W praktyce problem rosnących kosztów energii przestaje być tylko kwestią cen, a staje się problemem społecznym, szczególnie dla gospodarstw o najniższych dochodach.
