Przez dwa miesiące kierowcy w Niemczech mogą odetchnąć przy dystrybutorach. Od 1 maja obowiązuje obniżka podatku paliwowego, która zmniejszyła ceny benzyny i oleju napędowego o niespełna 17 eurocentów na litrze. Eksperyment powoli dobiega końca. Koalicja CDU i SPD ogłosiła, że program wygasza zgodnie z planem 30 czerwca, bo państwa nie stać na dalsze finansowanie tej pomocy.
Jak przyznali w rozmowie z Bildem wiceprzewodniczący klubów parlamentarnych Sepp Müller z CDU oraz Armand Zorn z SPD, decyzja zapadła po konsultacjach. – Nie możemy sobie pozwolić na zaciąganie długu – podkreślił Müller. To zdanie najlepiej oddaje nastroje panujące w Berlinie. Korzystanie z tańszego paliwa się kończy, tak samo politycznie umarł pomysł wprowadzenia premii kryzysowej w wysokości do 1000 euro.
1,6 miliarda euro. Kto skorzystał?
Koszt dwumiesięcznej ulgi oszacowano na 1,6 miliarda euro. To pokaźna kwota nawet dla największej gospodarki Europy, a rezultaty… No cóż – okazały się mniej spektakularne, niż oczekiwano.
Według Instytutu Ifo znaczna część korzyści faktycznie trafiła do kierowców, ale niekoniecznie do tych, którzy najbardziej potrzebowali wsparcia. Najwięcej zyskali kierowcy pokonujący duże dystanse oraz właściciele samochodów spalających więcej paliwa. Ulga miała pomagać wszystkim, a najmocniej wspierała tych najczęściej odwiedzających stacje benzynowe. Płacili za nią natomiast wszyscy podatnicy.
Poza tym tańsze paliwo ogranicza motywację do oszczędzania. Gdy ceny spadają, kierowcy rzadziej zastanawiają się nad ograniczaniem przejazdów czy wybraniem transportu publicznego zamiast samochodu.
Ceny spadły, ale nie tak mocno, jak oczekiwano
Dane niemieckiego automobilklubu ADAC pokazują, że ulga rzeczywiście przyniosła widoczne efekty. Średnia cena litra benzyny Super E10 spadła z 2,109 euro w kwietniu do 1,983 euro w maju. W przypadku oleju napędowego średnia cena zmniejszyła się o około 27 eurocentów na litrze.
Nie cała wartość obniżki podatkowej została automatycznie przekazana klientom. Część środków pozostała w sektorze paliwowym. Branża paliwowa odpiera zarzuty, przekonując, że stacje benzynowe przekazywały klientom pełne korzyści wynikające z obniżonych podatków.
Berlin szykuje plan awaryjny
Ulga zniknie z końcem czerwca, aczkolwiek niemiecki rząd nie wyklucza interwencji, jeśli sytuacja na rynku paliw gwałtownie się pogorszy. Jeżeli ceny po 1 lipca wystrzelą, Bundestag może zostać zwołany w trybie nadzwyczajnym.

Wśród rozważanych rozwiązań pojawiają się dopłaty dla osób o najniższych dochodach, czasowe limity cenowe albo podatek od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych. Konkretów nadal brakuje. Rząd nie wskazał poziomu cen, który uruchomi polityczną interwencję.
Wojna z paliwowym chaosem
Problemy Niemiec nie kończą się na wysokości cen. Przez lata kierowcy narzekali na nieprzewidywalne zmiany stawek na stacjach paliw. Według Niemieckiego Urzędu Antymonopolowego ceny potrafiły zmieniać się średnio nawet 18 razy dziennie.
Od kwietnia podwyżka ceny paliwa może nastąpić tylko raz dziennie – w południe. Po tej godzinie stacje mogą wyłącznie ceny obniżać. Na dodatek operatorzy muszą wykazywać, że podwyżki na stacjach znalazły uzasadnienie w kosztach. Za naruszanie zasad grożą kary do 100 tys. euro.
Rząd zamierza zwiększyć przejrzystość rynku paliwowego, ponieważ ceny na stacjach błyskawicznie przekładają się na koszty transportu, a następnie na ceny produktów i usług.
