Niemiecki rząd zaczął szukać sposobów na wsparcie pracowników i tak powstał pomysł wprowadzenia benefitu w wysokości do 1000 euro. Wokół sprawy narósł konflikt, aż w końcu temat politycznie umarł. Także dla tysięcy Polaków pracujących za Odrą premia kryzysowa przynajmniej na razie odchodzi w niepamięć.
Największe kontrowersje wzbudził fakt, że premia kryzysowa nie miała wykazywać charakteru obowiązkowego. W założeniu pracownik nie mógł domagać się jej wypłaty, ponieważ decyzję pozostawiono wyłącznie przedsiębiorcom. Dwie osoby wykonujące identyczną pracę, mieszkające w tym samym mieście i zmagające się z podobnymi kosztami życia, mogłyby znaleźć się przez to w zupełnie innej sytuacji.
Dla landów premia kryzysowa nie jest korzystna
Założenia ustawy były jasne: firmy mogłyby dobrowolnie wypłacać pracownikom do 1000 euro bez konieczności odprowadzania podatku. Przedsiębiorstwa mogłyby taki wydatek zaliczyć do kosztów uzyskania przychodu. Wypłaty miały być możliwe do 30 czerwca 2027 roku. Projekt niespodziewanie zablokował Bundesrat.
Sprzeciw landów wynika przede wszystkim z kosztów. Kraje związkowe i samorządy uznały, że rząd federalny przerzuca na nich znaczną część finansowania programu. Zwolnienie premii z opodatkowania oznacza bowiem ogromne ubytki w dochodach publicznych.
Najmocniej krytykowano:
- spadek wpływów podatkowych dla landów i gmin,
- brak rekompensat dla samorządów,
- przerzucenie kosztów pomocy społecznej na przedsiębiorców,
- pogłębianie nierówności między dużymi i małymi firmami,
- brak gwarancji równego dostępu do świadczenia.

Według wyliczeń przedstawionych przez hamburskie władze planowana premia doprowadziłaby do utraty blisko 3 miliardów euro z podatków, a znaczna część tej kwoty obciążyłaby kraje związkowe oraz gminy.
Friedrich Merz zapowiada dalsze negocjacje
Zablokowanie projektu zostało odebrane jako poważny problem polityczny dla rządu kanclerza Friedricha Merza. Niemieckie media określiły decyzję Bundesratu jako wyraźny sygnał, że federalny gabinet nie zdołał przekonać landów do swojej wizji walki z kryzysem kosztów życia. A kryzys jest ewidentny. Niemcy zaciskają pasa. Instytutu Forsa dowiódł, że aż 58 proc. Niemców ograniczyło wydatki.
Rząd tłumaczył, że premia miała być szybką odpowiedzią na drożejącą energię i paliwo oraz próbą wsparcia obywateli odczuwających skutki trudnej sytuacji międzynarodowej i gospodarczej. Ostatecznie jednak projekt utknął w politycznym sporze o finansowanie.
Mimo zamieszania niemiecki rząd nie wycofuje się z pomysłu i zapowiada rozmowy z przedstawicielami krajów związkowych. Niestety nie wiadomo, czy projekt trafi do komisji mediacyjnej i czy uda się wypracować kompromis akceptowalny dla wszystkich.
