Czy w dzisiejszym świecie jest jeszcze za mało okrucieństwa i mało mamy już powodów do zmartwień, że sami na siebie kręcimy kolejny bicz? Mowa o pomyśle tak okrutnym, że dziwi nas, że jego pomysłodawczynie odważyły się to powiedzieć na głos, nie mówiąc już o tym, że tą straszną ideę wcielają w życie. Projekt opracowały dwie kanadyjki Julię Cordray i Nicolę McCullough – zostanie on zaprezentowan światu oficjalnie w listopadzie. Mowa o to Peeple (połączenie ang. „to peep” – podglądać oraz „people” – ludzie).
O co chodzi?
To aplikacja, której zadaniem jest wystawianie ludziom ocen, podobnie jak robi się to w sklepach internetowych, czy restauracjach. Różnica jest jednak zasadnicza, ponieważ w przypadku Peepe mowa o ocenianiu człowieka! Bez znaczenia jest to, czy ktoś będzie chciał być oceniany czy też nie. Można ocenić absolutnie każdego, podając jedynie swój numer telefonu. Twórczynie aplikacji dają możliwość oceniania człowieka w specjalne przygotowanych kategoriach. Oceniać będzie się kwestie związane z pracą i życiem prywatnym. Tutaj powinno pojawić się najważniejsze pytanie: po co to komu?! Według twórczyń inni użytkownicy mogli poznać „prawdziwą twarz” człowieka.
Już można wyobrazić sobie, jak okrutne będzie to narzędzie w rękach wyrafinowanej młodzieży. Kanadyjki, które wpadły na ten pomysł, pewnie również należały do tej grupy, ponieważ na argument o wzroście ludzi chorych na depresję i wypadkach z udziałem nastolatków mówią, że to nie będzie wina Peeple. Ostatecznie prędzej czy później plotki o tym, że jakaś dziewczyna jest „za gruba” i tak by do niej dotarły. Tacy są właśnie ludzie. Dlatego nie ma sensu buntować, czy oburzać się przeciwko aplikacji albo technologii. To nie rzeczy są złe tylko ludzie, którzy ich używają. Może i tak, ale po co komu narzędzie, które w założeniu nie wnosi nic dobrego?!
Jak to będzie działać?
Będziemy mieć możliwość, by w skali od jednej do pięciu gwiazdek ocenić ludzi, z którymi mieliśmy kiedyś do czynienia. Dodać do aplikacji można w zasadzie każdego, bez względu na to czy dana osoba wyraziła na to zgodę czy nie.
Autorki aplikacji twierdzą, że w ten sposób nowe technologie wreszcie poprawią naszą wiedzę niezbędną w procesie rekrutacji nowych pracowników, doborze współlokatorów i sąsiadów, no i oczywiście w relacjach przyjacielskich i sercowych. Są to prawdopodobnie bardzo naiwne, młode osoby, które wierzą w to, że świat jest pełen dobra, a każdego ranka nad domami wszystkich ludzi pojawia się magiczna tęcza. Pora się obudzić! Internet to miejsce wiecznego hejtu. Ciężej tu o pozytywną i prawdziwą opinię niż o śnieg na pustyni.
Jakie zabezpieczenia przed hejtem oferuje nam aplikacja?
Bardzo mizerne. Jedna z nich to, ludzka przyzwoitość (wiara w nią to kolejny powód przez który możemy mówić o naiwności autorek), ponieważ pod opinią należy się podpisać i podać prawdziwy numer telefonu. Kolejnym zabezpieczeniem ma być tzw. positivity rating, który będzie poprawiał ocenę użytkownika aplikacji, jeżeli ten będzie częściej wystawiał innym oceny pozytywne niż negatywne. Ostatni czynnik ochronny to negatywne oceny (w Peeple rozumiane jako 1 lub 2 gwiazdki), które będą na 48 godzin blokowane, w tym, czasie oceniana osoba może odnieść się do tej oceny i przekonać jej autora o tym, żeby jej nie zamieszczała. Jeśli się nie uda, a komentarz nie będzie naruszał regulaminu serwisu, zostanie upubliczniony na naszym profilu na rok. Po tym czasie wygaśnie, kanadyjki wychodzą bowiem z założenia, że ludzie się zmieniają. A rok to optymalny czas, w którym ta zmiana może się dokonać.
Jak się wam podoba taki pomysł?
Katarzyna Wolna


