Na początku pandemii internet zalała fala informacji o rzekomych prozdrowotnych właściwościach mocnego alkoholu w walce z wirusem. Choć polska tradycja często przypisuje wódce rolę „lekarstwa na wszystko”, współczesna medycyna stawia sprawę jasno: picie alkoholu nie chroni przed infekcją, a wręcz może utrudnić organizmowi walkę z chorobą.
Dlaczego ten mit był tak popularny?
Dezynfekcja rąk i powierzchni za pomocą roztworów o stężeniu alkoholu powyżej 60% jest niezwykle skuteczna w niszczeniu wirusa na zewnątrz. To właśnie te zalecenia WHO stały się bazą do błędnego założenia, że spożywanie alkoholu zadziała podobnie wewnątrz organizmu. Niestety, wirus wnika do komórek dróg oddechowych, gdzie wódka nie ma do niego dostępu, a jej spożywanie jedynie obciąża wątrobę i osłabia system odpornościowy.
Pułapka fałszywego poczucia bezpieczeństwa
Największym zagrożeniem związanym z wiarą w prozdrowotną moc wódki nie jest sam alkohol, ale psychologia. Osoby wierzące w ten mit często rezygnowały z podstawowych środków ostrożności, takich jak maseczki czy dystans społeczny, ufając, że „tradycyjna metoda” stanowi barierę ochronną. Badania przeprowadzone przez międzynarodowe organizacje zdrowia wykazały, że dezinformacja medyczna była jedną z głównych przyczyn opóźnień w zgłaszaniu się pacjentów do szpitali.
Wpływ na organizm – co mówi nauka?
Warto zrozumieć proces, jaki zachodzi w organizmie po spożyciu wysokoprocentowego alkoholu w trakcie infekcji:
Odwodnienie: Alkohol hamuje wydzielanie hormonu antydiuretycznego, co prowadzi do szybszej utraty płynów. W czasie gorączki nawodnienie jest kluczowe dla rozrzedzenia wydzieliny w płucach.
Zaburzenie snu: Choć po alkoholu szybciej zasypiamy, jakość snu (faza REM) jest znacznie niższa. To właśnie podczas głębokiego snu organizm produkuje najwięcej cytokin – białek odpowiedzialnych za walkę z wirusem.
Interakcje z lekami: Wiele osób przy pierwszych objawach sięga po ogólnodostępne leki z paracetamolem. Łączenie go z wódką to prosta droga do poważnego uszkodzenia wątroby.
Historia medycyny a alkohol
Skąd w ogóle wziął się ten mit w polskiej kulturze? Przez wieki nalewki i zioła na spirytusie były jedynymi dostępnymi środkami przeciwbólowymi i rozgrzewającymi. W czasach, gdy nie znano antybiotyków ani szczepionek, alkohol dawał złudne poczucie poprawy, znieczulając ból i wywołując poty. Dziś jednak, dysponując nowoczesną diagnostyką, wiemy, że to, co dawniej brano za „leczenie”, było jedynie maskowaniem objawów.
Co zamiast „kieliszka na zdrowie”?
Lekarze podkreślają, że kluczem do szybkiego powrotu do zdrowia jest nawodnienie, odpoczynek i suplementacja witaminami D3 oraz C. Alkohol w czasie infekcji działa odwadniająco, co może pogorszyć samopoczucie i spowolnić regenerację organizmu.

