Po niemal piętnastu latach milczenia, kłamstw i ukrywania zbrodni brytyjski wymiar sprawiedliwości doprowadził do skazania Anny P., sprawczyni brutalnego morderstwa Izabeli Zabłockiej. We wtorek ława przysięgłych w Derby jednogłośnie uznała ją winną zabójstwa, a także utrudniania wymiaru sprawiedliwości i uniemożliwienia godnego pochówku ofiary. Wyrok w sprawie Anny P. kończy jedną z najbardziej wstrząsających spraw kryminalnych ostatnich lat w regionie.
Kluczowy moment: pęknięcie po latach
Przełom w śledztwie nastąpił nie dzięki nowym technologiom czy przypadkowemu odkryciu, lecz wskutek presji psychicznej, której oskarżona nie wytrzymała. Anna P. sama skontaktowała się z policją. Poinformowała funkcjonariuszy, gdzie zakopano ciało jej partnerki. Prokuratura nie miała wątpliwości: nie był to akt skruchy, lecz efekt strachu przed ujawnieniem prawdy po zainteresowaniu sprawą przez polskiego dziennikarza śledczego.

Ten kontakt uruchomił działania, które doprowadziły do odnalezienia szczątków Izabeli Zabłockiej w ogrodzie posesji w Derby. Rozczłonkowane ciało sprawczyni ukryła pod warstwą betonu. Odkrycie fizycznych dowodów po latach zdecydowało o dalszym biegu sprawy.
Dowody, których nie dało się podważyć
Proces opierał się na mocnym materiale dowodowym. Biegli jednoznacznie stwierdzili, że sprawczyni przecięła ciało ofiary na pół. Użyła przy tym znacznej siły i ostrego narzędzia. Sąd uznał za szczególnie obciążający fakt, że oskarżona była wykwalifikowaną rzeźniczką. Zawodowo zajmowała się rozbiorem tusz zwierzęcych przy użyciu dużych noży. Ta wiedza i doświadczenie nie pozostawiały wątpliwości co do umyślnego charakteru działania. Anna P. pocięła zamordowaną partnerkę jak świńską tuszę.
Dodatkowo prokuratura wykazała, że przed zakopaniem ciała nogi ofiary zostały skrępowane taśmą. Natomiast miejsce pochówku winna starannie zamaskowała betonową nawierzchnią. Wszystko to świadczyło o chłodnej kalkulacji i planowaniu, a nie o przypadkowym zdarzeniu czy panice po rzekomym „wypadku”. Na to powoływała się oskarżona.
Linia obrony odrzucona przez ławę przysięgłych
Anna P. utrzymywała, że do śmierci Izabeli Zabłockiej doszło w wyniku nieszczęśliwego wypadku podczas gwałtownej sprzeczki i że działała w obronie własnej. Ława przysięgłych jednoznacznie odrzuciła tę wersję wydarzeń. Zdaniem prokuratury oraz sądu, sposób pozbycia się ciała, wieloletnie kłamstwa oraz systematyczne wprowadzanie w błąd rodziny i organów ścigania całkowicie podważały wiarygodność tej narracji. Dlatego sąd odrzucił tłumaczenia Anny P.
Śledczy określili zachowanie oskarżonej jako pozbawione emocji, wyrachowane i konsekwentnie nastawione na uniknięcie odpowiedzialności karnej.
Sprawiedliwość po latach
Skazanie Anny P. ma wymiar symboliczny i realny zarazem. Dla córki Izabeli Zabłockiej i jej bliskich oznacza koniec wieloletniej niepewności i bólu wynikającego z braku odpowiedzi. Dla opinii publicznej jest dowodem na to, że nawet po wielu latach sprawca poważnej zbrodni nie może czuć się bezkarny.

W środę sąd ma ogłosić wymiar kary. Choć żadna kara nie cofnie wyrządzonego zła, wyrok skazujący jasno potwierdza: było to morderstwo, a nie wypadek. Anna P. zamordowała Izabelę Zabłocką z pełną świadomością oraz brutalną determinacją.

