„Top Gear” ma dość długą i pełną zwrotów akcji historię. Po raz pierwszy został nadany w 1977 roku, a prowadziła go Angela Rippon. Jednak historia właściwa programu rozpoczyna się w latach 90, kiedy prowadzącym został Jeremy Clarkson.
Jego osobowość, ostra krytyka i brak poprawności politycznej idealnie trafiły do fanów motoryzacji, którzy pokochali nowego prowadzącego. W związku z tym program nieraz narażał się na krytykę, np. po wypowiedzi na temat forda „Ka”, o którym powiedziano, że wygląda „jak żaba”. Po niej zresztą sprzedaż samochodu w Wielkiej Brytanii wyraźnie spadła.

Szaleństwa prowadzących
Clarkson i spółka mają jednak na koncie wiele ciekawych i efektownych osiągnięć. W jednym z odcinków panowie otrzymali od producentów zadanie, aby zbudować własną amfibię i przepłynąć nią kalał Le Manche. Jak się później okazało, udało się to Clarksonowi i do dzisiaj jest wpisany za to do księgi rekordów Guinessa. Z kolei w innym odcinku musieli wybrać się do Azji, a dokładniej do Tajlandii gdzie mieli odnaleźć rzekę Kwai i zbudować na niej most, dokładnie tak jak w filmie „Most na rzece Kwai”. Po wielu perypetiach dotarli do rzeki i z pomocą miejscowych robotników zbudowali most, który przekroczyli swoimi ciężarówkami. Jednak chwilę po tym okazało się, że owszem zbudowali most na rzece, ale nie Kwai, tylko…Kok, co wywołało salwę śmiechu u prowadzących. (Angielskie słowo kok brzmi tak samo jak słowo określające męskiego penisa)

W czasie kręcenia programów prowadzący nieraz pokazywali, że najważniejsza jest dla nich przyjemność z jazdy, a nie przepisy. Kiedy „Top Gear” wyruszał w podróż po Europie, żeby przeprowadzić zawody typu samochód kontra inny środek lokomocji, prowadzący często otrzymywali mandaty za prędkość i inne wykroczenia.
Problem argentyński
Clarkson wiele razy pokazywał swoją pobłażliwość dla poprawności politycznej. W trakcie kręcenia odcinka w Argentynie, jechał samochodem z tablicą rejestracyjną H982 FKL, która miała przypominać Argentyńczykom o klęsce w wojnie o Falklandy, którą wygrała Wielka Brytania. Reakcja Argentyńczyków była na tyle mocna, że ekipa musiała porzucić samochody i uciekać! Clarkson mówił później, że była ona przypadkowa, bo producenci kupili samochód z tą tablicą, zresztą jeździł z nią ponad 20 lat.

Top Gear bez prowadzących
Jednak kariera Clarksona w „Top Gear” dobiegła końca po innym incydencie. W czasie zdjęć Clarkson uderzył jednego z producentów, co spowodowało jego zwolnienie z programu. O co poszło? O jedzenie! Producent nie zamówił dla Clarksona steka z frytkami przed zamknięciem hotelowej kuchni i to tak bardzo zdenerwowało gwiazdora, że producent dostał w twarz.I choć później prowadzący przyznał, że była to skrajna głupota z jego strony to do „Top Geara” nie wrócił. Jego kompanii postanowili być lojalni wobec kolegi i również się zwolnili z programu.
Clarkson, Hammond i May postanowili zrezygnować z telewizji i przenieśli się do Internetu, a konkretnie do Amazona i jego usługi „Prime Video”. Nowy program otrzymał nazwę „The Grand Tour” i wiadomo, że będzie zaskakiwał swoją formułą. Każdy odcinek będzie kręcony z innego miejsca na świecie, a konkretnie z wielkiego namiotu, z którym „wielka trójka” prowadzących będzie jeździć. Pozostaną więc Ci sami prowadzący, ale za każdym razem będzie to inna publika i inne otoczenie.

Nowy program
Producentem wykonawczym „The Grand Tour” jest Andy Wilman, który pełnił tą samą funkcję w „Top Gearze”, a prywatnie jest przyjacielem Clarksona. Można się więc spodziewać, że uwielbiane przez widzów szaleństwa i zgryźliwe komentarze prowadzących pojawią także w nowym programie. Na starcie zostanie nakręconych 12 odcinków w serii, z czego 1 ma być odcinkiem specjalnym. Można się łatwo domyślić, że będzie to coś na kształt „wielkiej wyprawy” z „Top Geara”.

O programie nie ma zbyt wielu innych szczegółowych informacji. Wiadomo tyle, że premierę będzie miał jesienią tego roku, a pierwszy odcinek będzie kręcony w Johannesburgu, w RPA. Jeden z odcinków na pewno ma być nakręcony w hrabstwie Yorkshire, z którego pochodzą Clarkson, May i Hammond. Polskich fanów z pewnością rozpaliła wiadomość Clarsksona na Twitterze, w której jako jedną z lokacji wymienia Polskę. Jednak wszystko zacznie się wyjaśniać jesienią.

