Wielka Brytania ponownie staje przed dobrze znanym problemem: rosnące koszty życia zaczynają coraz mocniej uderzać w gospodarstwa domowe. W centrum uwagi znalazły się podwyżki cen w sklepach, które – choć jeszcze nie wszędzie widoczne – według producentów i rolników są praktycznie nieuniknione. Szczególnym problemem są ceny żywności. Food and Drink Federation (FDF) szacuje podwyżki cen żywności nawet o 9%.
Spotkanie kanclerz skarbu Rachel Reeves z szefami największych sieci handlowych ma dać odpowiedź na pytanie, czy da się ten proces choć spowolnić. Firmy poprosiły Kanclerz Skarbu o wsparcie w kosztach, aby jak najdłużej utrzymać obecne ceny. Bez interwencji rządu ceny poszybują w górę. Jednak żadna decyzja rządu UK jeszcze nie zapadła.
Podwyżki cen w sklepach – presja rośnie, ale decyzje jeszcze nie zapadły
Na razie brytyjskie sieci handlowe zachowują ostrożność. Część z nich, jak Sainsbury’s, sugeruje, że ceny mogą pozostać stabilne jeszcze przez kilka miesięcy dzięki wcześniejszym kontraktom na energię czy zapasom nawozów. Jednak presja narasta. Głównie dlatego, że drożeją paliwa, energia i transport, a to zawsze kończy się wyższymi cenami na półkach.
Ciekawy kontrast widać na rynku irlandzkim. Tam duże sieci zdecydowały się już od weekendu obniżyć ceny produktów marek własnych. Próbują w ten sposób przyciągnąć klientów i złagodzić skutki inflacji. W Wielkiej Brytanii taki ruch jeszcze nie nastąpił. To pokazuje, że przestrzeń do działania istnieje, ale decyzje mają charakter strategiczny i zależą od wielu czynników – przede wszystkim od kosztów operacyjnych i presji na marże.
O czym Rachel Reeves będzie rozmawiać z sieciami handlowymi
Spotkanie nie jest negocjacją wprost, lecz raczej próbą zrozumienia sytuacji. Rachel Reeves chce ustalić, gdzie mogą pojawić się problemy z dostawami i jak bardzo podwyżki cen w sklepach są już przesądzone. Najważniejsze będą trzy obszary: koszty energii, dostępność nawozów oraz wpływ konfliktów geopolitycznych na łańcuchy dostaw.

/ fot. Shutterstock.com
Równie ważna będzie rozmowa o relacji między supermarketami a producentami. Rolnicy jasno sygnalizują, że przy obecnych kosztach część produkcji przestaje się opłacać. Jeśli nie dojdzie do renegocjacji kontraktów albo wsparcia ze strony państwa, skutkiem mogą być nie tylko wyższe ceny, ale nawet braki niektórych produktów.
Czy rząd może zatrzymać podwyżki cen w sklepach?
Tu warto być brutalnie szczerym. Rząd nie ma prostego narzędzia, żeby zatrzymać podwyżki cen w sklepach. Dlatego może jedynie wpływać na ich skalę i tempo. Najbardziej realne działania to obniżanie kosztów po stronie producentów. Na przykład przez wsparcie dla energochłonnych gospodarstw czy ograniczenie kosztów paliwa.
Inna opcja to nacisk na sieci handlowe, by ograniczały marże lub prowadziły agresywniejszą politykę cenową wobec produktów podstawowych. Problem w tym, że supermarkety już działają na stosunkowo niskich marżach i nie mają dużego pola manewru bez uderzenia w swoją rentowność.
Podwyżki cen w sklepach a realna sytuacja rodzin
Największy problem polega na tym, że podwyżki cen w sklepach nie pojawiają się w próżni. Kwiecień przynosi jednocześnie wzrost rachunków za energię oraz wyższy council tax. To kumulacja kosztów, która szczególnie dotyka klasy średniej i gospodarstw o niższych dochodach.
Czy zatrzymanie cen w sklepach mogłoby pomóc? Tak – ale tylko częściowo. Nawet jeśli uda się spowolnić wzrost cen żywności, gospodarstwa domowe nadal będą odczuwać presję z innych stron. Jedzenie to duży, ale nie jedyny element budżetu.
Co dalej z podwyżkami cen w sklepach?
Najbardziej realistyczny scenariusz to nie zatrzymanie, ale spowolnienie wzrostu cen. Jeśli rząd i sieci handlowe znajdą wspólny język, możliwe jest rozłożenie podwyżek w czasie albo częściowe ich zamortyzowanie. Bez tego ceny prawdopodobnie wzrosną szybciej i bardziej odczuwalnie.
W praktyce oznacza to jedno: podwyżki cen w sklepach są bardzo prawdopodobne. Natomiast ich skala nie jest jeszcze przesądzona. Spotkanie z detalistami to próba zyskania czasu i ograniczenia strat. Niestety nie magiczne rozwiązanie problemu. Dla zwykłych rodzin najbliższe miesiące nadal będą testem odporności domowego budżetu.
Wzrosły także ceny kredytów, bo stopy procentowe poszybowały w górę. Przeciętny mortgage jest droższy i mniej dostępny, szczególnie dla First Time Buyers.

