Nie raz chyba słyszeliśmy, że nie wolno objadać się przed snem. Właściwie to nikt nie musiał nam tego mówić, sami wiemy jak wygląda nasz sen po zjedzeniu pizzy, zaraz przed pójściem spać. Właściwie ciężko nazwać to relaksem, bo kręcimy się z boku na bok, a rano budzimy się nie tylko z wydętym brzuchem, ale także nie najlepszym samopoczuciem. Podobnie jest wtedy, gdy ze snu wyrywa nas ogromna chęć zjedzenia czegoś. Niemal jak lunatycy idziemy wtedy prosto do lodówki, albo swoje kroki kierujemy od razu do szafki z łakociami. Czy może być coś przyjemniejszego niż trochę przyjemnie chrupiących czipsów albo słodki batonik? Niestety takie nocne wycieczki nie kończą się dla nas dobrze. Nie tylko mamy problem z zaśnięciem, ale z dnia na dzień stajemy się coraz szersi, a ulubione spodnie zaczynają być coraz bardziej ciasne. Zobacz dlaczego definitywnie powinniśmy zerwać z tymi „apetycznymi” przyzwyczajeniami.
Obiad czy kolacja?
Niestety coraz częściej kończymy pracę w okolicach godziny 17 lub 18 i biorąc pod uwagę czas, który zajmuje nam dojazd do domu, gdy przechodzimy przez jego próg robi się naprawdę późno. To właśnie wtedy zwykle „umieramy z głodu” i jedyne o czym marzymy, to jedzenie bez opamiętania. W końcu poniekąd ta „kolacja”, to dla nas obiad. Często do pracy bierzemy ze sobą kanapkę, bądź drobne pudełeczko sałatki. Zwykle nie mamy warunków do tego, by zjeść pełnowartościowy obiad w pracy, dlatego wyczekujemy wieczora, kiedy w końcu usiądziemy przed telewizorem i oddamy się ukochanej konsumpcji. Niestety ten tryb życia nie zwiastuje niczego dobrego. Okazuje się, że kiedy wracamy z pracy jemy najbardziej obfite posiłki, a nasz wygłodniały organizm nie nadąża z ich trawieniem przez co tyjemy, a do łóżka kładziemy się pełni. W 2013 roku przeprowadzono badanie, które wykazało, że osoby, które swój największy posiłek jedzą po 15, później mają największe problemy z utratą wagi.
Tuż przed snem
Sporym problemem jest nie tylko jedzenie obfitego obiadu wieczorem, ale także zachowanie odpowiedniego odstępu czasu pomiędzy ostatnim posiłkiem, a pójściem spać. Oczywiście często niełatwo nam ustalić, o której godzinie będziemy kłaść się do łóżka, dlatego znając swoje przyzwyczajenia najlepiej wybrać konkretną godzinę, po której odpuścimy sobie jedzenie. Zachowanie odpowiednich odstępów jest istotne. Badania przeprowadzone w 2005 roku wykazały, że osoby które nie zachowują minimum 3-godzinnej przerwy pomiędzy jedzeniem a pójściem spać, są znacznie bardziej narażone na chorobę refluksową przełyku i problemy ze zgagą. Dlaczego 3 godziny? Tyle właśnie potrzebuje żołądek by pozbyć się swojej zawartości.
Na leżąco znacznie ciężej
Kolejnym argumentem, który przemawia za niejedzeniem przed spaniem jest kwestia problemów z trawieniem na leżąco. Naszemu organizmowi dużo łatwiej jest robić to kiedy siedzimy lub stoimy. W takich momentach nie tylko działają mięśnie przełyku, ale także siła grawitacji. Nie ma się więc co dziwić, że kiedy zasypiamy z pełnym brzuchem nie czujemy się najlepiej, a podczas pobudki lepiej zapomnieć o przyjemnym uczuciu lekkości.
Jak było dawniej?
Jak się okazuje nasze niezdrowe nawyki żywieniowe są stosunkowo młode. Przez setki tysięcy lat jadano zaledwie jeden większy posiłek dziennie, około południa. Zwyczaj ten powielali również Rzymianie czy pierwsi kolonialiści w Ameryce. Wcale nie chodzi o to, że wtedy nie odczuwano głodu o innych porach. Wszystko przez kucharzy, którzy mogli gotować kiedy mieli dostateczną ilość światła. Później kiedy świat przeżył wielką rewolucję przemysłową, chłopi pracujący w fabrykach jedli wcześnie rano solidne śniadanie, a później podczas pracy jedynie drobne przekąski. Kiedy ta rewolucja chyliła się ku końcowi, a my wkroczyliśmy do świata usług, gdzie pracujemy za biurkiem, wszystko się zmieniło. Śniadanie zastąpiła mocna kawa, a lekki podwieczorek ustąpił miejsca solidnemu obiadowi. Jak widać ta zmiana, nie okazała się dla nas dobra. Szybki tryb życia i mnożąca się ilość fast foodów doprowadziły do tego, że coraz więcej osób zmaga się z otyłością.
